Legenda, która rozpoczęła złotą erę

Tomasz Gollob. Jeden z najwybitniejszych sportowców w historii Polski. Mistrz świata z 2010 roku, siedmiokrotny medalista indywidualnych mistrzostw globu, zwycięzca 22 rund Grand Prix i 53-krotny uczestnik podium w tej elitarnej serii. Człowiek, który przez dwie dekady był niekwestionowaną ikoną światowego żużla.

To on – jako pierwszy Polak – wygrał zawody Grand Prix. 20 maja 1995 roku na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu zapisał się w annałach historii, triumfując w inauguracyjnej rundzie nowo utworzonego cyklu Speedway Grand Prix. W kolejnych latach przesuwał granice – w 2001 roku zwyciężył w Berlinie, w pierwszym w historii turnieju rozegranym na torze tymczasowym.

Na długo był jedynym Polakiem, który liczył się w walce o medale, mierząc się z gigantami pokroju Rickardssona, Crumpa, Hancoka czy Pedersena. Dziś – już z innej perspektywy – obserwuje rozwój Bartosza Zmarzlika, który 31 maja 2025 roku w Pradze wystartuje po raz setny w cyklu SGP, mając na koncie 28 zwycięstw, najwięcej w historii tej rywalizacji. I to właśnie z tej okazji Gollob w rozmowie z Sportowymi Faktami opowiedział nie tylko o przeszłości, ale i o trudnym „tu i teraz”.


Praga 2025: Zmarzlik przejmuje pałeczkę

„Bartek? To wielki mistrz. Kiedy patrzę na jego karierę, to widzę siebie, tylko że on idzie jeszcze dalej. Już dziś osiągnął więcej niż ja, a przecież jego kariera wciąż trwa. W wieku 30 lat ma przed sobą jeszcze kilka lat dominacji” – mówi Gollob.

Setny występ Zmarzlika w SGP to symboliczna chwila – nie tylko dla samego zawodnika, ale i dla polskiego żużla. To Tomasz Gollob torował drogę takim zawodnikom jak Bartek. To jego heroiczne występy inspirowały pokolenia.

„Czuję dumę, że mogłem być częścią tego sportu w czasach, gdy Polacy nie mieli łatwo. Dziś mamy czterech zawodników w cyklu, świetnie przygotowane stadiony i zawodników, którzy mogą wygrywać z każdym. Cieszy mnie to” – dodaje.

Zmarzlik 31 maja na Markecie w Pradze stanie przed szansą na 29. zwycięstwo w Grand Prix. To właśnie w Pradze Polacy wielokrotnie błyszczeli – w tym także Gollob, który pięciokrotnie stawał tam na podium.


„Nie wierzę w cuda, ale wierzę w Bartka”

Zapytany o to, czy Bartek Zmarzlik może zostać najlepszym zawodnikiem w historii, Gollob nie ma wątpliwości.

„On już jest w gronie największych. I to nie tylko ze względu na statystyki. Bartek to kompletność – mentalna siła, talent i niebywała etyka pracy. Może jeszcze przez lata dominować. I oby omijały go kontuzje, bo tylko to może go zatrzymać”.

Nie kryje też, że jest z Zmarzlikiem w stałym kontakcie. – „Rozmawiamy, wymieniamy się uwagami. On wie, że może na mnie liczyć. A ja cieszę się, że jest ktoś, kto niesie ten sztandar. Nie wierzę w cuda, ale wierzę w Bartka” – mówi z uśmiechem.


„Najgorsza jest bezsilność” – życie po życiu

Niestety, sportowa wielkość Golloba kontrastuje dziś z jego osobistym dramatem. Od 2017 roku, po koszmarnym wypadku na torze motocrossowym, porusza się na wózku. Osiem lat po tragedii wciąż toczy codzienną walkę – nie tylko o sprawność, ale często po prostu o przetrwanie.

„Staram się żyć normalnie, ale moje życie jest dalekie od normalnego. Codziennością są wizyty w szpitalu, a przede wszystkim niewyobrażalny ból” – mówi.

Choć medycyna czyni postępy, Gollob nie chce uczestniczyć w eksperymentalnych terapiach. – „Za dużo w życiu wycierpiałem, by znów narażać się na coś takiego. Ufam profesorowi Haratowi i czekam na przełom”.

Ból, który towarzyszy mu każdego dnia, jest trudny do opisania. – „Zdarza się, że nawet podmuch wiatru, dotyk innej osoby czy właśnie kołdra sprawiają wielki ból. Bóle spastyczne to coś, czego nie da się porównać z żadnym urazem ze sportu”.


„Pokonywałem mistrzów, dziś walczę z infekcjami”

To, co kiedyś było codziennością – adrenalina, walka z najlepszymi na świecie – dziś zamieniło się w walkę z rzeczami, które dla większości są oczywiste.

„Kiedyś pokonywałem największych mistrzów, a dziś muszę walczyć z bardzo prozaicznymi sprawami. Nauczyłem się cieszyć z każdego wyjścia z domu i traktować je jako sukces”.

Organizm Golloba nie wytrzymuje już tylu obciążeń. – „Układ odpornościowy mam tak rozregulowany, że każda infekcja to groźba sepsy. Często mam gorączkę 40 stopni. Zimą znów trafiłem do szpitala, dwa tygodnie leżałem. To była najtrudniejsza zima od lat”.


„Nie jestem cudotwórcą. Ale nie przestaję wierzyć”

Choć Tomasz Gollob nigdy nie odzyskał pełnej sprawności, nie przestał być obecny w żużlowym świecie. Komentuje mecze w Canal+, pojawia się na stadionach, wspiera młodych zawodników. Jak sam mówi – to daje mu siłę.

„To moje środowisko. Cieszę się, że mogę dzielić się wiedzą. Czasem sam sobie powtarzam, że skoro mogłem wygrywać z Rickardssonem, to mogę też wygrać z bólem” – mówi.

Mimo że nie wróci już do rywalizacji na torze, wciąż ma marzenia. – „Chciałem wystartować w Rajdzie Dakar, spełniać inne marzenia. Na razie to nierealne, ale kto wie? Mam już 54 lata i coraz mocniej czuję, że czas nie działa na moją korzyść. Ale nie przestaję wierzyć”.


Zakończenie: od Wrocławia 1995 do Pragi 2025

20 maja minęło dokładnie 30 lat od pierwszego Grand Prix we Wrocławiu – turnieju, który rozpoczął nową erę żużla. Wygrał go właśnie Tomasz Gollob. 31 maja w Pradze, Bartosz Zmarzlik – jego duchowy następca – wystartuje po raz setny w cyklu SGP.

To symboliczne domknięcie historii. Jedna legenda ustępuje miejsca kolejnej. Ale Tomasz Gollob nie znika – jego duch walki, odwaga i siła wciąż inspirują. Na torze był niezłomny. Dziś tę samą niezłomność pokazuje poza nim. I za to kocha go żużlowy świat.