Choć regulacje dotyczące wynagrodzeń żużlowców w PGE Ekstralidze wydają się jasne i precyzyjne, życie po raz kolejny wyprzedziło zamierzenia twórców regulaminu. W teorii wszystkie kwoty, na jakie zawodnicy umawiają się z klubami, powinny być wpisane do oficjalnych kontraktów i podlegać kontroli władz ligi. Praktyka pokazuje jednak, że w niektórych ośrodkach znalazł się sposób na omijanie przepisów – i to kosztem samych zawodników.


Stowarzyszenia zamiast klubów

Najbardziej jaskrawym przykładem jest Włókniarz Częstochowa, który od jakiegoś czasu boryka się z problemami finansowymi. Zamiast ograniczyć zobowiązania do realnych możliwości klubu, część wynagrodzeń zawodników była „zaszywana” w stowarzyszeniu powiązanym z klubem, ale niepodlegającym PGE Ekstralidze.

Taka konstrukcja pozwalała na sztuczne ukrywanie faktycznego zadłużenia. Oficjalnie kontrakty zgłaszane do ligi wyglądały na bezpieczne, a dodatkowe zobowiązania – często o znacznej wartości – istniały poza systemem kontroli.


Zawodnicy zostali na lodzie

Tego rodzaju praktyka rodziła poważne problemy. O ile wynagrodzenia wynikające z oficjalnych kontraktów muszą być wypłacone do końca października pod rygorem wykluczenia klubu z rozgrywek, o tyle kwoty „ukryte” w stowarzyszeniach nie były w żaden sposób zabezpieczone.

Efekt? Żużlowcy często nie otrzymywali całości pieniędzy. Mieli dwie możliwości: zrezygnować z części wynagrodzenia – jak zrobił to odchodzący z Częstochowy Leon Madsen – albo rozpocząć żmudną batalię sądową. A to proces długi i skomplikowany, nie dający gwarancji szybkiego odzyskania należności.

Najgłośniejszym przypadkiem jest Jakub Miśkowiak, któremu Włókniarz wciąż zalega około 650 tysięcy złotych. Podobny kontrakt miał mieć w tym roku Wiktor Lampart, a w środowisku mówi się również o kolejnym zawodniku, który wciąż czeka na pieniądze.


Reakcja PGE Ekstraligi i PZM

Do tej pory władze rozgrywek mogły jedynie bezradnie rozkładać ręce, bo przepisy nie obejmowały stowarzyszeń powiązanych z klubami. To ma się zmienić. Po zakończeniu sezonu planowana jest nowelizacja regulaminu, która umożliwi kontrolowanie nie tylko klubów, ale i stowarzyszeń związanych z ośrodkami żużlowymi.

Nowe przepisy mają dać PGE Ekstralidze i PZM narzędzia do przeprowadzania audytów w razie podejrzeń problemów finansowych. W ten sposób władze ligi będą mogły poznać pełny obraz zadłużenia.


Audyty w praktyce

Przedsmak tego, jak nowe zasady mogą działać, już mieliśmy. Niedawno dodatkowy audyt został zlecony w Gezet Stali Gorzów. Celem jest uzyskanie pełnej wiedzy na temat sytuacji finansowej klubu i przygotowanie się na ewentualną decyzję o niedopuszczeniu go do przyszłorocznych rozgrywek. W przypadku Gorzowian taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny, ale ostateczne rozstrzygnięcia mogą zapaść dopiero po audycie w listopadzie.


Problem dla Salary Cap

Cała sytuacja stoi również w sprzeczności z planami wprowadzenia Salary Cap, czyli limitu wydatków na wynagrodzenia żużlowców w odniesieniu do przychodów klubów. System nie będzie miał sensu, jeśli część klubów wciąż będzie mogła omijać regulacje, zawierając dodatkowe umowy w stowarzyszeniach.


Wizerunkowe straty Włókniarza

Choć władze Włókniarza nie otrzymają oficjalnej kary za stosowanie takich praktyk, klub ponosi poważne straty wizerunkowe. W środowisku zawodników wieści rozchodzą się szybko – i efekt jest taki, że czołowi żużlowcy omijają oferty z Częstochowy szerokim łukiem.

W ostatnich miesiącach działacze mieli problem z prowadzeniem poważnych rozmów kontraktowych, a jedyną realną nadzieją na zbudowanie konkurencyjnego składu stał się ewentualny spadek Stali Gorzów. Bez tego, skład częstochowian w 2026 roku może być słabszy od niektórych drużyn z Metalkas 2. Ekstraligi.


Nowy rozdział dla Włókniarza?

W czwartek wieczorem (18 września) klub poinformował w komunikacie o porozumieniu między dotychczasowym prezesem Michałem Świącikiem a właścicielem firmy Krono-Plast Bartłomiejem Januszką w sprawie przeniesienia własności. To było zapowiedzią istotnych zmian organizacyjnych w Częstochowie.

Już w minioną środę (24 września) na spotkaniu władz ekstraligi żużlowej z Janoszką, nowy właściciel klubu z Częstochowy przekazał ważne informacje dotyczące najbliższej przyszłości Włókniarza.

Bartłomiej Janoszka oznajmił, że już w październiku zaległości wobec zawodników zostaną spłacone. Dotyczy to Jakuba Miśkowiaka i zobowiązań wobec niego wynoszących 650 tysięcy złotych. Wiktor Lampart, który miał umowę ze stowarzyszeniem dostał już swoje należne, zaległe wynagrodzenie.

Prezes PGE Ekstraligi Wojciech Stępniewski nie chciał zdradzać szczegółów rozmów, ale z wyraźnym zadowoleniem podsumował spotkanie z nowym właścicielem Włókniarza:

– Mogę jedynie powiedzieć, że mamy za sobą pierwszą bardzo udaną rozmowę z nowym właścicielem Włókniarza. Wygląda na to, że Częstochowianie nie mają powodów, by obawiać się o licencję na kolejny rok. Dość jasno przedstawiliśmy nasze warunki i będziemy konsekwentni. Jednocześnie od razu dostaliśmy zapewnienie, że każdy z punktów zostanie wypełniony. Jesteśmy wdzięczni panu Bartłomiejowi Januszce za poważne podejście do sprawy.  

Czy zmiana za sterami klubu z Częstochowy sprawi, że zawodnicy będą mieć spokojną głowę podpisując kontrakty z Włókniarzem? Działania Januszki (np. spłata zobowiązań stowarzyszenia wobec zawodników) w wielu sprawach świadczą o poważnym podejściu do poprawy wizerunku klubu spod Jasnej Góry i zdecydowanych działaniach naprawczych.

Zdjęcie: Marek Niewiedzioł