Skazana na pożarcie drużyna Stali Gorzów, mimo remisu w Gorzowie i braku Andersa Thomsena, awansowała do wielkiego finału PGE Ekstraligi. Miano bohaterów weekendu bez wątpienia należy do zawodników klubu z miasta nad Wartą: Bartosza Zmarzlika, Szymona Woźniaka oraz Martina Vaculika. Osobne wyrazy uznania należą się Patrickowi Hansenowi.

Zmarzlik miał trochę problemów na swoim torze, bo jego występ nie był taki, z którego mógłby być zadowolony. Minęły dwa dni i w Częstochowie był po prostu poza zasięgiem rywali. Faza play-off w wykonaniu lidera gorzowian jest po prostu zjawiskowa. Zdobył w niej już 67 punktów i 2 bonusy!

Woźniak to bez wątpienia bohater zawodów w Gorzowie, a także bardzo ważne ogniwo w rewanżu w Częstochowie. Wrócił na poziom z początku sezonu, kiedy to imponował startami i odważną, zdecydowaną jazdą na dystansie. Końcówki obu półfinałów należały do niego.

Vaculik starał się dorównywać Zmarzlikowi i to mu się udawało. Pod nieobecność Andersa Thomsena spoczęła na nim większa odpowiedzialność i on to udźwignął. A należy pamiętać, że słowacki jeździec dopiero co wrócił po kontuzji i miesięcznej przerwie.

Drużyna Stali pokazała, iż nawet jadąc bez juniorów robiących po kilkanaście punktów w meczu można być lepszym w półfinałowej konfrontacji. Gorzowianie skazywani Byli na porażkę już podczas ćwierćfinałów z Apatorem. Oni, mimo iż jechali bez dwóch kluczowych zawodników omal nie zremisowali w Toruniu, a potem w półfinale po remisie na Jancarzu, wygrali arcyważny mecz w Częstochowie.

Zawodnicy Stali nie tylko uporali się z przeciwnikiem na torze, ale także wygrali mimo niekorzystnych, a wręcz skandalicznych decyzji sędziego Piotra Lisa w końcówce meczu pod Jasną Górą. Najpierw, po incydencie na pierwszym wirażu 14 biegu z udziałem Szymona Woźniaka i Kacpra Woryny, arbiter nie zdecydował się na wykluczenie częstochowianina i zarządził powtórkę w pełnej obsadzie. W drugiej odsłonie tego wyścigu, po następnym spięciu między zawodnikami obu drużyn, zakończonym kolejnym upadkiem Woryny, sędzia,  wykluczył Hansena, co wywołało ogromne oburzenie w ekipie Stali. Zdenerwowany Stanisław Chomski skwitował te decyzje: „żenująca”.

Najlepszym zawodnikiem drużyny Włókniarza był Jakub Miśkowiak, który cały czas potwierdza, że jest najlepszym juniorem w PGE Ekstralidze. Chociaż w starciu ze Stalą w półfinale lepiej spisał się na wyjeździe niż u siebie, ale i tak pretensji do niego mieć nie można. Wygrał 6 z 10 biegów przeciwko gorzowianom. Punktowo był w półfinałowym dwumeczu lepszy od Leona Madsena.

Starcie Motoru z For Nature Solutions Apatorem również dostarczyło kibicom sporo emocji.

Zawodnicy Apatora pokazali klasę na własnym torze, pokonując faworyzowany Motor Lublin różnicą dziesięciu punktów 50-40. Taki wynik dawał nadzieję torunianom na awans do finału ligi. Jednak na torze w Lublinie na swoim poziomie pojechali tylko Robert Lambert oraz Paweł Przedpełski. Pozostali zawodnicy zawiedli, zwłaszcza Patryk Dudek oraz jadący bardzo słaby mecz Jack Holder. W takiej dyspozycji nie ma szans na pokonanie drużyny lidera rozgrywek ekstraligi po części zasadniczej sezonu 2022.

Jarosław Hampel podczas meczu w Toruniu nie zachwycił swoją jazdą. Natomiast na własnym torze zaprezentował się bardzo dobrze. Wrócił „stary” dobry Hampel. Prawdziwy rollercoaster był natomiast w wykonaniu Mateusza Cierniaka. W piątkowy wieczór nie radził sobie na torze w Toruniu, by w niedziele zdobyć niemal komplet punktów i odjechać najlepszy dotychczas mecz w ekstraligowej karierze.

W Lublinie nie popisali się także pseudokibice z Torunia, którzy nie mogli pogodzić się z porażką zawodników Apatora i rywalizacją tylko o brąz, wszczynając w swoim sektorze zamieszki. Sytuacja była na tyle poważna, że mecz przerwano na dobrych kilkanaście minut, a jednemu z kibiców gości, po upadku z wysokości trzeba było udzielić pomocy lekarskiej. Takie chuligańskie  zachowania na obiektach PGE Ekstraligi nie były i nie będą tolerowane.