Zielona Góra drży po pirotechnicznym pokazie, który może zakończyć się zamknięciem stadionu żużlowego. W minioną niedzielę 13 lipca br. podczas derbowego starcia Stelmet Falubazu z Gezet Stalą Gorzów (50:39) doszło do incydentów, które zbulwersowały całą żużlową Polskę. Pirotechnika, zadymienie, przerwy w meczu i interwencja policji – to nie tylko wizerunkowa katastrofa, ale także realne zagrożenie dla dalszej organizacji meczów w Winnym Grodzie.
Początek z hukiem – i opóźnieniem
13 lipca 2025 roku miały miejsce Derby Ziemi Lubuskiej – jedno z najbardziej elektryzujących spotkań w kalendarzu PGE Ekstraligi. Emocje sięgały zenitu już na długo przed pierwszym biegiem. Niestety, emocje przerodziły się w nieodpowiedzialne działania kibiców, które doprowadziły do ponad 40-minutowego opóźnienia startu zawodów.
Jeszcze przed próbą toru stadion został spowity gęstym dymem. Kibice Stelmet Falubazu Zielona Góra zorganizowali pokaz pirotechniczny z użyciem rac, co nie tylko uniemożliwiło przeprowadzenie próbnych kółek, ale także doprowadziło do uszkodzenia jednego z elementów dmuchanej bandy. Powietrze zaczęło uchodzić, co wymusiło wymianę segmentu – przerwa się wydłużała, a cierpliwość organizatorów i władz ligi była wystawiona na próbę.
Pod bandą ukryta pirotechnika. Sędzia reaguje
Najpoważniejszym incydentem była sytuacja ujawniona przez telewizję Canal+ – podczas wymiany segmentu bandy znaleziono pod nią ukryty środek pirotechniczny. Co więcej, miał być odpalany zdalnie. Sędzia zawodów natychmiast poinformował o tym fakcie policję.
To nie tylko skandaliczna próba wykorzystania infrastruktury stadionu do nielegalnych działań, ale także zagrożenie dla zdrowia i życia zawodników oraz kibiców. Tego typu zachowania to nie żaden „ultrasowski folklor” – to przestępstwo.
Race po raz drugi – przerwa po 10. biegu
Wydawało się, że po pierwszym incydencie organizatorzy i służby porządkowe nie dopuszczą już do podobnych scen. Niestety, po 10. biegu spotkania, kiedy Falubaz prowadził 33:26, fani ponownie sięgnęli po race. Trybuny zamieniły się w płonące morze świateł i dymu – na tyle gęstego, że sędzia znów przerwał mecz.
Tym razem kibice zaprezentowali również tzw. oprawę zgodową – z herbami Falubazu i zaprzyjaźnionego Górnika Konin. W tle jednak – ponownie nielegalna pirotechnika. Kolejna kompromitacja, która mogła zakończyć się przedwczesnym zakończeniem zawodów. Przypomnijmy – zgodnie z regulaminem przerwa z winy organizatora nie może przekroczyć 30 minut, w przeciwnym razie grozi walkower.
Grożą surowe konsekwencje. Zamknięcie stadionu realne
Jak udało się ustalić, Komisja Orzekająca Ligi zajmie się sprawą jeszcze w tym tygodniu. Prezes PGE Ekstraligi, Wojciech Stępniewski, zapowiedział zdecydowaną reakcję:
– To sprawa, którą KOL bezwzględnie się zajmie. Nie możemy tolerować sytuacji, w której bezpieczeństwo uczestników zawodów jest zagrożone. Musimy działać stanowczo – powiedział w rozmowie z mediami.
Na razie mówi się o wysokiej karze finansowej dla klubu – niemal przesądzonej. Ale nieoficjalnie wiadomo, że brane pod uwagę są także inne sankcje, w tym zamknięcie stadionu przy Wrocławskiej 69 na jedno lub więcej spotkań. Byłby to cios zarówno sportowy, jak i finansowy – Falubaz straciłby wpływy z biletów, a atmosfera domowych meczów, tak ważna w kontekście walki o play off, uległaby całkowitemu rozbiciu.
Falubaz pod lupą. Kara w zawieszeniu już wcześniej
To nie pierwszy raz, kiedy kibice zielonogórskiego klubu znajdują się pod lupą Komisji Orzekającej. W sezonie 2024 po rzucaniu butelkami w Patryka Dudka (mecz z Apatorem Toruń) oraz w Bartosza Zmarzlika i Dominika Kuberę (mecz z Motorem Lublin) klub otrzymał karę zamknięcia stadionu na jeden mecz – w zawieszeniu na rok.
Niedzielne wydarzenia nie oznaczają automatycznego odwieszenia tej kary, ponieważ odpalanie pirotechniki i rzucanie przedmiotami na tor to inne przewinienia. Ale każda kolejna sytuacja naruszenia przepisów przez tych samych kibiców działa na niekorzyść klubu. Komisja może zdecydować się na osobną, niezależną decyzję – zamknięcie stadionu nie w zawieszeniu, a realnie.
Żużel nie może iść drogą stadionowego chuligaństwa
To, co miało być wielkim świętem żużla w województwie lubuskim, zostało przyćmione przez bezmyślne działania grupy fanatyków. Żużel nie może iść drogą piłkarskich stadionów, gdzie race, zadymienie i prowokacje stały się smutną normą. Dla bezpieczeństwa zawodników i kibiców, ale także dla wizerunku całej PGE Ekstraligi, takie incydenty muszą być bezwzględnie tępione.
Jeśli Falubaz rzeczywiście zostanie ukarany zamknięciem stadionu – będzie to nauczka nie tylko dla klubu, ale też dla całego środowiska. Kibicowanie to pasja, ale nie może być usprawiedliwieniem dla łamania prawa.
Co dalej? Decyzja w rękach Komisji
Sprawa jest rozwojowa. Komisja Orzekająca Ligi ma zebrać się jeszcze przed końcem tygodnia, by wydać werdykt. Tymczasem klub milczy – do mediów nie trafiło żadne oficjalne oświadczenie Stelmet Falubazu Zielona Góra. Być może czekają na rozwój wydarzeń i dopiero potem zabiorą głos.
Wiadomo jedno – nastroje w Zielonej Górze po wygranych derbach zamiast euforii przynoszą niepokój. Falubaz może stanąć przed ogromnym problemem organizacyjnym i wizerunkowym. Wszystko przez kilka osób, które pomyliły stadion z poligonem.






