Wrocławscy kibice żużla przyszli w piątkowy wieczór 30 maja br, na Stadion Olimpijski pełni nadziei na wielkie emocje w starciu Betard Sparty z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa. Tymczasem zamiast ryku silników i brawurowych akcji na torze, usłyszeli… spikera odwołującego zawody. Mecz został odwołany z powodu nieregulaminowego stanu toru, choć… nad Wrocławiem świeciło już wtedy słońce. Co poszło nie tak?


Deszcz, słońce i brak plandeki. Tor bez ochrony

Od rana do popołudnia przez Wrocław rzeczywiście przetaczały się opady deszczu, ale prognozy pogody nie wskazywały na nic dramatycznego. Co więcej, piątkowy mecz nie miał statusu zagrożonego, a tor nie został przykryty plandeką. Efekt? Gdy nad Olimpijskim wyszło słońce, wciąż nie było szans, by nawierzchnia nadawała się do bezpiecznej jazdy.

Ekstraliga Żużlowa tłumaczyła, że prognozy nie przewidywały opadów, więc nie zalecano plandeki. Ale czy to wystarczające usprawiedliwienie? Wielu kibiców twierdzi, że nie.


Pierwsze sygnały – 40 minut przed startem

Już kilkadziesiąt minut przed pierwszym biegiem dało się zauważyć niepokojące sygnały. Na pierwszym łuku rozpoczęły się nerwowe prace torowe – próby dosuszania i wyrównania nawierzchni. Niedługo później sędzia Michał Sasień zarządził próbę toru mającą pokazać jak radzą sobie na tej nawierzchnizawodnicy – co już samo w sobie było sygnałem alarmowym.

Na tor wyjechali najbardziej doświadczeni zawodnicy obu drużyn. I choć starali się przejechać cztery okrążenia, nie byli w stanie pokonywać łuków płynnie.


„Decyzja słuszna”. Ale kibice tego nie zrozumieli

Po próbie toru decyzja mogła być tylko jedna – odwołanie meczu.

Ten tor wyglądał tak, że połowa była fajna, ale połowa była przyczepna. Trudno było wjechać w łuk i nie wyobrażam sobie, jakby pojechała tam czwórka. Można było jechać szerzej i mocno w krawężnik, ale było tak, że szeroka powodowała wyprostowanie motocykla. Nie wiem, co mieliby zrobić z pierwszym wirażem – mówił po wszystkim Artiom Łaguta w rozmowie z Eleven Sports. – Jak z pierwszego pola bym wygrał start, to przy krawężniku bym jechał dalej. Ale nie dałoby się ścigać na tym torze. Byłaby to walka z motocyklem, by cało i zdrowo dojechać do mety. Wydaje mi się, że decyzja jest słuszna – dodał.

Ale kibice mieli inne zdanie. Na trybunach rozległy się głośne gwizdy, nie tylko z wrocławskiej, ale i częstochowskiej strony. W końcu przez kilka godzin świeciło słońce, a mimo to tor nie nadawał się do jazdy. Dla wielu to zwyczajna kompromitacja organizacyjna.


Co zawiniło? Trybuna, która zasłania tor

W rozmowie z telewizją sędzia Sasień wskazał, że mimo ogromu pracy włożonej w przygotowanie toru, zasłonięta trybuną część toru (głównie pierwszy łuk i prosta startowa) nie mogła odpowiednio wyschnąć. W efekcie nawierzchnia była nieprzewidywalna i niebezpieczna.

Zarządziłem próbę toru z szacunku dla organizatora, bo od rana naprawdę robiono wiele – tłumaczył Sasień. – Ale bezpieczeństwo zawodników było ważniejsze.


Ekstraliga czeka na dokumenty. Kara? Raczej nie

W tej chwili Ekstraliga Żużlowa nie planuje podejmowania decyzji dotyczących odpowiedzialności klubu za zaistniałą sytuację. Najpierw musi otrzymać listę kontrolną od komisarza toru oraz sprawozdanie sędziego – na to przewidziano 24 godziny.

Warto przypomnieć, że komisarz toru obecny był we Wrocławiu już od czwartku, a mimo to nie zalecił rozłożenia plandeki. Wszystko wskazuje więc na to, że organizatorzy padli ofiarą zaskakujących warunków pogodowych i błędnych prognoz – choć brak plandeki wielu kibiców uważa za niedopuszczalny błąd.


A miało być tak pięknie…

Cała sytuacja boli tym bardziej, że… weekend we Wrocławiu zapowiada się słonecznie. W sobotę i niedzielę tor prawdopodobnie byłby w idealnym stanie. Niestety – terminarz PGE Ekstraligi nie przewidywał rezerwy toru, a zawodnicy mają już zaplanowane inne starty. Choćby dzisiejsze turnieje SEC Challenge, czy trzecia runda SGP.

Nowy termin meczu ma zostać ogłoszony wkrótce.


Internetowy wpis prezesa PGE Ekstraligi

Co bardziej nerwowi dziennikarze już chcieliby wyciągać konsekwencje od gospodarza tego pojedynku. Do tych rewelacji na chłodno ustosunkował się we wpisie na platformie X prezes PGE Ekstraligi Wojciech Stępniewski:

Nie znam przyczyn i nie będę wyrokował na SM. Choć to teraz bardzo modne. Zapoznamy się z okolicznościami i jako Ekstraliga zdecydujemy co dalej. Uprzejmie proszę o zachowanie spokoju, bo nie sądzę, z całym szacunkiem, aby WTS Sparta miała wielkie oczy ze strachu przed tym meczem.

Niektóre gorące głowy wypadałoby więc schłodzic. Jednak niestety będzie to coraz trudniejsze, gdyż w najbliższym czasie czekają nas coraz cieplejsze dni.


Komentarz: „E to w piątek mecz” – czyli jak dać plamę w najlepszym czasie antenowym

Piątkowe wieczory to telewizyjne prime time żużlowej Ekstraligi i kanału Eleven Sports. Mecz Betard Sparty z Włókniarzem miał być hitem tego dnia – a stał się symbolem nieudolności i niedopatrzeń. Niepokryty plandeką tor, brak statusu zagrożonego, długotrwałe, choć nie obfite opady deszczu – to wszystko sprawiło, że PGE Ekstraliga kolejny raz zaliczyła poważną wizerunkową wpadkę.

I choć decyzja sędziego była logiczna i odpowiedzialna, to gorzkiego smaku tej sytuacji nie da się już osłodzić. Kibice nie przyszli na stadion oglądać prób toru i przemówień spikera. Przyszli na mecz.

Wnioski? W Ekstralidze nie ma miejsca na improwizację, zwłaszcza gdy stawką są bezpieczeństwo zawodników i zaufanie tysięcy kibiców. W profesjonalnej i podobno najlepszej lidze żużlowej świata to powinien być priorytet. Wielogodzinne starania organizatorów tego meczu, już po opadach deszczu, by tor nadawał się do jazdy spełzły na niczym. Ich wysiłek poszedł po prostu na marne. Ale kto się z tym liczy?