Park maszyn w PGE Ekstralidze to – przynajmniej w teorii – miejsce zarezerwowane wyłącznie dla osób zaangażowanych w przebieg meczu: zawodników, mechaników, trenerów, lekarzy oraz przedstawicieli klubów z odpowiednimi identyfikatorami. To przestrzeń sportowego skupienia i bezpieczeństwa. Tym większe poruszenie wywołała sytuacja z meczu Włókniarza Częstochowa z Falubazem Zielona Góra, kiedy w okolicach boksu Leona Madsena pojawiła się znana instagramerka, pani Magda Brandtke, blisko związana z klubem z Częstochowy.

„Relacje z zarządem” nową przepustką do parkingu?

Jak ustalili dziennikarze serwisu PoKredzie.pl, kobieta, która wzbudziła poruszenie swoim zachowaniem oraz bliskością wobec byłego zawodnika Włókniarza, obecnie lidera Falubazu Zielona Góra, przebywała w parku maszyn na zaproszenie klubu. Co więcej, rzecznik prasowy CKM Włókniarz Częstochowa, Mateusz Żesławski, nie widzi w tym nic nadzwyczajnego:

– Podchodzimy do tego w taki sposób, że Magda była w parku maszyn, gdy Leon u nas jeździł, ale bywała też w tym sezonie, gdy Leon już jest poza klubem. W klubie też bardzo często się pojawiała i nawiązała różne relacje z zarządem czy innymi osobami związanymi z Włókniarzem. Po tylu latach jazdy Leona ma w klubie wielu znajomych – tłumaczył Żesławski w rozmowie z PoBandzie.pl.

Według tych zapewnień, pani Magda „dalej kibicuje Włókniarzowi” i ma prawo bywać w parku maszyn – także w meczach przeciwko byłym zawodnikom klubu. Klub jednoznacznie stwierdza, że nie zamierza nikomu ograniczać dostępu do tej strefy tylko dlatego, że może to komuś nie przypaść do gustu:

– Jeśli będzie chciała, to będzie w parkingu. Nie będziemy specjalnie kogoś nie zapraszać, aby kogoś nie urazić. Wtedy moglibyśmy przy każdej osobie rozważać, czy nie wpłynie nerwowo na danego zawodnika czy działacza – dodał rzecznik.

Tylko instagramerka czy narzędzie prowokacji?

Oficjalne stanowisko Włókniarza Częstochowa, mimo tonacji „nic się nie stało”, nie rozwiewa wątpliwości kibiców i dziennikarzy. Kim właściwie jest osoba, która – jak sugerują świadkowie – przemieszczała się swobodnie po parku maszyn, nagrywając filmiki lub robiąc zdjęcia w bliskiej odległości od boksu Madsena? Czy realizowała zlecenie medialne klubu? A może była tam wyłącznie prywatnie?

Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Brakuje również informacji, czy miała oficjalną akredytację, jaką funkcję pełniła oraz czy klub powiadomił Ekstraligę o obecności dodatkowej osoby w zamkniętej strefie.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż Magda Brandtke przez lata była partnerką Leona Madsena i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet speedwaya. O ich rozstaniu swego czasu było bardzo głośno, nie tylko w światku żużlowym. Obecnie Brandtke sama wychowuje ich dwie córki Marikę oraz Manuelę.

A może jednak chodziło o Madsena?

W całej sytuacji nie można pominąć kontekstu – to był pierwszy występ Leona Madsena w Częstochowie w barwach Falubazu po transferze, który wielu w klubie i wśród kibiców uznało za zdradę. Dodatkowo Duńczyk z Brandtke przez lata tworzyli parę. Sam zawodnik był podczas meczu wyraźnie skoncentrowany, ale po jego zakończeniu emocje wzięły górę. Podjeżdżanie pod trybuny, gestykulacja i – jak określił to prezes klubu Michał Świącik – „manifestowanie emocji” spotkało się z dezaprobatą władz Włókniarza:

– Gesty zawodnika, który przez lata ścigał się dla Włókniarza, były ostentacyjne i prowokacyjne. Podjazdy pod nasze trybuny, manifestowanie emocji – to nie było fair wobec kibiców – napisał Świącik w swoich mediach społecznościowych.

Prezes dodał, że Leonowi Madsenowi zabrakło „klasy”, którą według niego wykazywali byli zawodnicy tacy jak Fredrik Lindgren, Tai Woffinden czy Rune Holta. Trudno nie odnieść wrażenia, że klub nadal nie pogodził się z odejściem Duńczyka i próbuje interpretować każdy jego gest jako atak.

Ale czy tej samej klasy i przede wszystkim jaj, nie zabrakło także klubowi z Częstochowy? Znając kulisy odejścia Madsena, a także rozstania z byłą partnerką, po cóż dolewano oliwy do ognia wpuszczając instagramerkę w miejsce, gdzie „zwykli” dziennikarze podczas meczu nie mają wstępu? Czyli wg klubu „nic się nie stało”. Jak zwykle każdy kij ma dwa końce…

Działacz FIM dosadnie o całej sytuacji w parku maszyn Włókniarza

Darija Pavlic, członek Komisji Torowej FIM, a więc osoba bezpośrednio odpowiedzialna za światowy żużel, którego szefem jest Armando Castagna, w swoim wpisie na platformie X sugeruje, że zaproszenie Magdy Brandtke do parku maszyn podczas tego szczególnego meczu było celowe. To są poważne zarzuty, a gdy padają z ust działacza światowej federacji nie powinny przejść bez echa.

Chorwatka napisała wprost:
– Czy naprawdę przyprowadzili jego (Leona Madsena – dop. red.) byłą partnerkę na stadion, aby wpłynąć na jego jazdę? Czy ci, którzy podjęli taką decyzję są o zdrowych zmysłach? Kobietę, która nie pozwalała mu widywać się z dziećmi przez ponad rok?

Ekstraliga – liga profesjonalna tylko z nazwy?

Sytuacja ta zadaje fundamentalne pytania o jakość organizacyjną i standardy obowiązujące w PGE Ekstralidze. Jeśli w najbardziej newralgicznej części stadionu mogą pojawiać się osoby spoza sztabów i ekip technicznych, a jedynym warunkiem jest „utrzymywanie relacji z zarządem”, to gdzie leży granica profesjonalizmu?

Również sama Ekstraliga, choć znana z rygorystycznych przepisów i licznych regulacji, nie odniosła się dotąd do sprawy. Czy osoby z zewnątrz mogą być wykorzystywane jako narzędzia presji lub dekoncentracji wobec przeciwników? Czy rzeczywiście wystarczy odpowiedni identyfikator i znajomość z prezesem, by znaleźć się w miejscu, gdzie w grę wchodzą nie tylko emocje, ale i bezpieczeństwo?

Co dalej?

Rewanżowy mecz w Zielonej Górze odbędzie się już 22 czerwca. Czy pani Magda Brandtke znów pojawi się przy boksie Madsena? I czy Włókniarz ponownie uzna, że wszystko odbywa się w granicach „normalnych relacji”? Na razie klub nie wycofuje się z żadnych swoich decyzji. Władze Włókniarza nie tylko nie przepraszają za kontrowersje, ale wręcz oczekują przeprosin… od Leona Madsena.

Tymczasem środowisko żużlowe z coraz większym niepokojem spogląda na ligę, która lubi nazywać się „najlepszą na świecie”, ale wciąż ma problem z podstawami organizacyjnymi, transparentnością i… klasą.

Czy to koniec sprawy? Madsen przeprasza

27 maja po południu Stelmet Falubaz Zielona Góra opublikował na swojej stronie internetowej (falubaz.com.) oświadczenie duńskiego zawodnika:

Leon Madsen przeprasza za słowa skierowane w stronę Pani Dyrektor Włókniarza Częstochowa po niedzielnym meczu Stelmet Falubazu Zielona Góra w Częstochowie. Zawodnik zaznacza, że tego typu zachowanie się więcej nie powtórzy”

Czy to zakończy całą „sprawę w parku maszyn” Włókniarza?

Zdjęcie: publiczny Fb PoKredzie.pl