Piątkowy mecz (z 8 maja br.) 5. kolejki PGE Ekstraligi pomiędzy Bayersystem GKM Grudziądz a Fogo Unią Leszno przyniósł nie tylko wielkie emocje sportowe, ale również ogromny niepokój o zdrowie jednego z najlepszych polskich żużlowców ostatnich tygodni – Piotra Pawlickiego. Lider leszczyńskiego beniaminka zaliczył bardzo groźny upadek w piątym biegu spotkania, jednak mimo wyraźnego bólu i problemów z poruszaniem się wrócił na tor i dokończył zawody, zdobywając dla swojej drużyny aż 13 punktów w siedmiu startach.

Dziś wiadomo już, że skutki tego heroicznego występu są poważniejsze, niż początkowo przypuszczano. Pawlicki nie wystąpi w dzisiejszym (sobota 9 maja br.) finale Drużynowych Mistrzostw Europy w Rzeszowie, a jego miejsce w reprezentacji Polski zajmie Wiktor Przyjemski.

To decyzja selekcjonera Stanisława Chomskiego, który musiał błyskawicznie reagować na sytuację zdrowotną zawodnika Fogo Unii. Wielu kibiców zastanawia się jednak, czy w tej sytuacji nie warto było postawić na doświadczonego i będącego od początku sezonu w bardzo dobrej dyspozycji Macieja Janowskiego z Betard Sparty Wrocław. „Magic” mógłby być dziś znaczącym wzmocnieniem polskiej drużyny walczącej o kolejne złoto.

Koszmarny upadek podczas prowadzenia

Do zdarzenia doszło podczas pierwszej odsłony wyścigu numer 5 meczu w Grudziądzu. Pawlicki jechał po pewne trzy punkty. Wszystko wskazywało na to, że znów będzie jednym z liderów Unii. Nagle na wyjściu z drugiego łuku jego motocykl złapał bardziej przyczepną część toru. Maszynę poderwało, a zawodnik stracił kontrolę i z ogromną siłą uderzył w drewnianą część bandy, w miejscu, gdzie nie było już dmuchanej osłony.

Upadek wyglądał dramatycznie.

Przez dłuższą chwilę Pawlicki nie podnosił się z toru. Gdy już stanął na nogi, było widać wyraźnie, że ma ogromne problemy z lewą nogą. Mimo to lekarz zawodów dopuścił go do dalszej jazdy. I właśnie to może dziś budzić najwięcej pytań.

Czy to było rozsądne?

W środowisku żużlowym już pojawiają się głosy, że sytuacja wymaga dyskusji.

Czy zawodnik, który wyraźnie utykał, nie był w stanie samodzielnie dojść do motocykla i przed każdym kolejnym startem wymagał pomocy fizjoterapeutów, powinien być dopuszczany do dalszej jazdy?

Z jednej strony podziw budzi jego determinacja i charakter. Z drugiej – pojawia się pytanie o bezpieczeństwo.

Sam Pawlicki nie ukrywał skali problemu. W rozmowie dla Canal+ powiedział:

– Nie mogę sam dojść do motocykla. Jest problem z moją lewą kostką. Myślę, że coś się mogło zadziać, ale na razie się na tym nie skupiam. Trzeba mecz dokończyć.

To były słowa zawodnika, który wyraźnie cierpiał, ale mimo wszystko postawił drużynę ponad własny komfort.

Heroiczna walka do samego końca

Mimo urazu Pawlicki pojechał dalej. I to jak. Zdobył dla Fogo Unii 13 punktów w siedmiu startach (2, w, 3, 2, 3, 2, 1)

Po upadku wrócił na tor i pokonał nawet lidera gospodarzy Michaela Jepsena Jensena, pokazując ogromną wolę walki.

Wraz z Nazarem Parnickim (11 punktów) był motorem napędowym leszczynian. Obaj aż siedem razy pojawiali się na torze, próbując odrobić straty.

Ostatecznie Fogo Unia przegrała w Grudziądzu 40:50, ale postawa Pawlickiego została powszechnie uznana za symbol heroizmu.

Komunikat Fogo Unii Leszno

W sobotę rano klub wydał oficjalne stanowisko dotyczące stanu zdrowia swojego lidera:

– Po piątkowym upadku w Grudziądzu Piotr Pawlicki nie wystąpi w finale DME w Rzeszowie. Nasz zawodnik w sobotę przejdzie badania, które pozwolą określić stan lewej nogi. Więcej informacji podamy, gdy poznamy kompletne wyniki badań i diagnozę lekarzy.

To oznacza jedno – w Lesznie panuje duży niepokój.

Zwłaszcza że zespół już wcześniej zmagał się z problemami zdrowotnymi Janusza Kołodzieja, którego również zabrakło w meczu z GKM-em, a wcześniej w spotkaniu z Betard Spartą we Wrocławiu.

Cios dla reprezentacji Polski

Brak Piotra Pawlickiego to również poważna strata dla reprezentacji Polski przed finałem Drużynowych Mistrzostw Europy w Rzeszowie. Pawlicki miał być jednym z filarów drużyny Stanisława Chomskiego.

Ostatecznie selekcjoner zdecydował, że jego miejsce zajmie Wiktor Przyjemski.

To zrozumiały wybór regulaminowo i sportowo, ale trudno nie zastanawiać się, czy bardziej doświadczony Maciej Janowski, będący obecnie w bardzo dobrej formie w barwach Betard Sparty Wrocław, nie byłby dziś mocniejszym wsparciem dla Biało-Czerwonych.

„Magic” zna wielkie finały, ma ogromne doświadczenie i świetnie radzi sobie pod presją. To jednak temat, który zapewne będzie szeroko komentowany po zawodach.

Leszno czeka. Kibice też

Najważniejsze pytanie brzmi dziś: Jak poważny jest uraz Piotra Pawlickiego?

Jeśli okaże się, że doszło do poważniejszego uszkodzenia lewej kostki, Fogo Unia może znaleźć się w ogromnych tarapatach. Pawlicki jest jednym z najważniejszych ogniw drużyny i jednym z najlepszych zawodników początku sezonu.

W ostatnich miesiącach widać było wyraźnie, że wraca do swojej najlepszej dyspozycji. Teraz wszystko zależy od wyników badań.

Jedno jest pewne: piątkowy wieczór w Grudziądzu pokazał wielki charakter Piotra Pawlickiego.

Ale być może również przypomniał całemu środowisku, że czasem między bohaterstwem a ryzykiem i zagrożeniem nie tylko dla siebie, granica jest bardzo cienka.

Zdjęcie: Maciej Trubisz