Patryk Wojdyło do Argentyny jechał przede wszystkim po naukę. Był to jego pierwszy wyjazd do Argentyny. Faworytem do złota w Międzynarodowych Indywidualnych Mistrzostwach Argentyny – oprócz „stałego” uczestnika tej rywalizacji Paco Castagny – był Paweł Miesiąc, który już dwukrotnie stawał na podium tej imprezy.

Łełek w 2016 roku zajął trzecie miejsce, a w roku następnym był drugi. W obu przypadkach plasował się za Dawidem Stachyrą. Jednak wyjątkowy pech i praktycznie nieprzychylność sędziów wobec Miesiąca sprawiły, że wychowanek rzeszowskiej Stali do ostatniego turnieju rywalizował z Paco Castagną o … drugie miejsce. Ostatecznie Paweł Miesiąc zakończył tegoroczną rywalizację w MIMA na drugiej pozycji, czym powtórzył swoje najlepsze osiągnięcie z 2017 roku.

A tak o swoim pobycie w Argentynie napisał w mediach społecznościowych Patryk Wojdyło:

Trwający dwa i pół miesiąca argentyński sen dobiegł końca. Jestem już w domu. Czas spędzony tam był intensywny i dostarczył mi niesamowitych wrażeń. Zyskałem sportowo, poznając nowe, wymagające tory i mając nieustanny kontakt z motocyklem. Wziąłem udział w dwunastu (!) turniejach, które jak wiemy trwają po kilka godzin i kończą się późną nocą. Koledzy z toru nie oddawali punktów za darmo i trzymali gaz. Uwieńczeniem tego wysiłku był tytuł Indywidualnego Międzynarodowego Mistrza Argentyny a puchar wrócił ze mną do Europy. Zyskałem również prywatnie. Odkryłem wspaniałe miejsca, byłem świadkiem wielkiej fety po zdobyciu przez Argentynę tytułu Mistrza Świata w piłce nożnej a przede wszystkim zawarłem nowe przyjaźnie. Wszyscy byli dla mnie otwarci i przyjaźni. Szczególnie chciałbym podziękować chłopakom, którzy pracowali przy moim sprzęcie Juan Manuel Carretero oraz Sebastian Clemente a także Cris Zubillaga Racing i jego rodzinie, którzy gościli mnie w swoim domu i pokazali piękno Argentyny. Pozdrawiam również wszystkich z którymi miałem kontakt a nie jestem w stanie każdego wymienić z osobna. To było niesamowite doświadczenie. Nie mówię do widzenia, mówię do zobaczenia.

Źródło i zdjęcia: fb Patryka Wojdyły