Wywiad z żużlowcem H.Skrzydlewska Orła Łódź po powrocie na tor po dramatycznym wypadku
Powrót na tor po dramatycznej kontuzji kręgosłupa? Patrick Hansen nie tylko tego dokonał, ale w ostatnim meczu Metalkas 2. Ekstraligi (piątek 25 lipca przeciwko ekipie z Ostrowa) wygrał pierwszy bieg w polskiej lidze od czasu swojego wypadku. Duńczyk nie kryje wzruszenia, ale też rozczarowania. „Niektórzy cieszyli się z moich niepowodzeń” – mówi otwarcie i bez ogródek.
„Po wypadku nie ma ani śladu”
Sierpień 2023 roku. Stadion w Ostrowie Wielkopolskim. Chwila nieuwagi, uślizg motocykla i dramat – Patrick Hansen z pełnym impetem uderza w bandę. Diagnoza była druzgocąca: uraz kręgosłupa, utrata czucia w nogach. Wielu sądziło, że to koniec kariery młodego zawodnika. On jednak wrócił. Z determinacją, z bólem, ale i z wiarą w siebie.
— „Bardzo przyjemne uczucie” – mówi Hansen, pytany o pierwsze zwycięstwo po kontuzji.
— „Przeszedłem długą drogę. W samym meczu najadłem się stresu. Nie jest łatwo przystępować do ścigania pod koniec zawodów. Na treningach spisywałem się dobrze, ale z każdym kolejnym wyścigiem tor się zmienia, co stanowi dodatkowe wyzwanie.”
Choć sam przyznaje, że jego sylwetka na motocyklu nieco się zmieniła, to kontuzja fizycznie już go nie ogranicza.
— „Na pewno moja sylwetka się delikatnie zmieniła. (…) Teraz moja postawa jest bardziej defensywna, co widać, ale cały czas nad tym pracuję i czynię widoczne postępy.”
„Nie zgadzam się z taką opinią”
W meczu z drużyną z Ostrowa wystąpił późno. Za późno. Zdobył trzy punkty i wygrał jeden bieg – ale nie miał wpływu na końcowy wynik. Czy mógł?
— „Tak nie mogę powiedzieć. Przegraliśmy bardzo wysoko. Nie zamierzam robić z siebie bohatera i powiedzieć, że ze mną od pierwszej serii startów byśmy wygrali te zawody. (…) Czułem się gotowy i mogłem pojawić wcześniej. Nie musiało to jednak wpłynąć na rezultat spotkania.”
Decyzję o wystawieniu Hansena… podjęto rzutem monetą.
— „No niestety wylądowała na niewłaściwej stronie. Cóż mogę powiedzieć. Jestem zawodnikiem. Muszę szanować to, co każe mi robić sztab szkoleniowy. Nie z każdą decyzją się zgadzam, co nie zmienia faktu, że powinienem dalej wykonywać swoją pracę najlepiej, jak tylko potrafię. Mam nadzieję, że zwycięstwo dało niektórym sygnał – na Patricka Hansena warto stawiać. Nie zamierzam tworzyć kontrowersji. Szanuję wszystkich i robię swoje.”
W klubie pojawiła się opinia, że nie jest jeszcze gotowy do ścigania „na kontakcie”. Hansen odbija piłeczkę:
— „Nie zgadzam się z taką opinią, bo na treningach były biegi, w których musiałem się trochę namęczyć i jeździć w kontakcie z chłopakami. Wychodziłem z nich obronną ręką. (…) Szkoda, że nikt nie zwraca uwagi na wyniki ligi niemieckiej. W niej jechałem nawet 6-7 razy, rywalizując z solidnymi żużlowcami, punktując przy tym zadowalająco.”
„Odnoszę wrażenie, że niektórzy ucieszyli się z moich niepowodzeń”
To najmocniejsze słowa tego wywiadu. Hansen nie ukrywa, że czuje żal i zawód – nie tylko wobec decyzji sztabu, ale i niektórych osób ze środowiska.
— „Może popełniłem błąd, jadąc do Szwecji i Danii, gdzie są bardziej wymagające tory i wypadłem blado. Niemniej przed kontuzją także nie brylowałem na tamtejszych owalach. Odnoszę wrażenie, że niektórzy ucieszyli się z moich niepowodzeń w Skandynawii. Dzięki temu mogli obrać wygodną dla siebie narrację, że nie potrafię jeździć na żużlu. Na szczęście powoli udowadniam, że się mylili.”
— „Chciałbym rozwiać wątpliwości, że to nie jest żaden przytyk do osób pracujących w klubie. Opisuję jak myślą niektórzy kibice i inne osoby ze środowiska.”
„To jeszcze nie koniec”
Hansen podkreśla, że nie przestaje wierzyć w siebie. I że nadal może dawać punkty drużynie.
— „Czułem też duże wsparcie. Rzesza ludzi mnie skreślała, ale nie brakowało także kibiców prezentujących zupełnie odmienną postawę. Zapewniam, to jeszcze nie jest koniec.”
Niepokojące są jednak jego słowa dotyczące przyszłości. Finansowej i sportowej.
— „Nawet jeśli teraz wskoczę do składu i zacznę robić komplety, i tak będę stratny, biorąc pod uwagę wkład własny na przygotowanie do sezonu. (…) Jeśli uda mi się pod koniec sezonu odjechać kilka przyzwoitych spotkań, będę przynajmniej miał coś na stole na przyszły rok. I o to walczę.”
— „Obawiam się, że jeśli nie zostanę zatrudniony na przyszły rok, nie otrzymam gwarancji startów w jakimś klubie, powiem pas. Nie chcę tego, ale rzeczywistość jest nieubłagana.”
„Nie chcę kończyć kariery. Ale wszystko ma swoje granice”
Patrick Hansen to zawodnik, który przeżył koszmar i wrócił – i to nie tylko na tor, ale na odpowiedni poziom. Teraz walczy o coś więcej niż punkty. Walczy o swoje miejsce w polskim żużlu i… o przyszłość.
— „Nie chciałbym [jechać ligę niżej]. Tam też dobrze płacą, ale to byłby dla mnie pewien cios. Mimo wszystko wiem, co sobą prezentuję, i że mogę wygrać z żużlowcami rywalizującymi na zapleczu najlepszej żużlowej ligi świata.”
— „Zrobię wszystko, by dalej ścigać się na żużlu. Niemniej jeśli nie będzie mi to dane, trudno. Trzeba żyć dalej. Na szczęście to nie jest jedyna rzecz, na której się znam i mogę zarabiać także w inny sposób. Chciałbym natomiast robić to, co najbardziej lubię.”
— „Jestem wdzięczny za każdy start i możliwość samorealizacji, za co dziękuję klubowi i wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Przede wszystkim teamowi, sponsorom i kibicom. A w szczególności rodzinie. Ona daje mi siłę i napędza, by przekraczać kolejne granice w drodze na szczyt.”
Komentarz redakcyjny:
Patrick Hansen to przykład żużlowca, który nie tylko pokonał fizyczne ograniczenia, ale i walczy z niewidzialną barierą – brakiem zaufania. Jeśli coś udowodnił, to przede wszystkim to, że ma charakter. Czy znajdzie się klub, który w niego uwierzy? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne – na takiego zawodnika warto postawić.
Niestety rozpędzającego się po kontuzji Duńczyka prześladuje prawdziwy pech. Jak podał w mediach społecznościowych Łódzki Żużel,
Patrik Hansen we wtorkowym (29 lipca) meczu Bauhaus-Ligan (liga szewdzka) między Kumla Indianerna a Dackarną Målilla Patrick Hansen uległ groźnemu upadkowi. Patrick dobrze rozpoczął zawody. Do momentu upadku zdobył 4 punkty (3+1).
Według relacji szwedzkiego portalu (dagensvimmerby.se) w 7. biegu Hansen stracił przyczepność przy wejściu w łuk – tor był bardzo śliski po deszczu. Patrick upadł, a bezpośrednio za nim jechał Szymon Woźniak, który niestety nie zdążył go ominąć.
Jak przekazała Martyna Skiba: „Patrick wrócił do domu cały i zdrowy”
Hansen znalazł się w podanym dzisiaj składzie na sobotni mecz Orła z Poznaniem. Decyzja co do jego występu zapadnie zapewne w najbliższych dniach.
Trzymamy kciuki za zdrowie Patricka
Patrik Hansen zdecydowaną wypowiedzią zapewnia, że po jego wypadku w Szwecji nie ma już praktycznie żadnego śladu:
– „Stanowczo dementuję doniesienia, jakobym miał trafić do szpitala po upadku w Szwecji albo odczuwać jakiekolwiek poważniejszej skutki zapoznania się z nawierzchnią. Być może dla niektórych sytuacja była poważna, ale skończyło się na kilku drobnych potłuczeniach.
Uspokajam zaniepokojonych kibiców. Czuję się dobrze, a upadek w żaden sposób nie wpływa na moją dyspozycję. Będę w pełni gotowy na zmagania ligowe. Ból już prawie minął, ze wsiadaniem na motocykl nie ma żadnego problemu.” – zakończył Duńczyk.






