Sezon 2026 w polskim żużlu przyniósł nie tylko sportowe emocje, ale również jedną z najbardziej gorących dyskusji ostatnich lat. W centrum uwagi znalazły się opony dętkowe, które stały się obowiązkowym elementem rywalizacji w PGE Ekstralidze. Temat, który początkowo miał charakter techniczny, bardzo szybko przerodził się w ogólnopolską debatę – analizowaną w studiach telewizyjnych, komentowaną przez ekspertów i szeroko omawianą przez samych zawodników.
Wielu obserwatorów zaczęło wskazywać, że zmiana ogumienia może mieć bezpośredni wpływ na dyspozycję czołowych żużlowców. W kontekście słabszych występów niektórych zawodników – w tym m.in. Wiktora Przyjemskiego czy Patryka Dudka – coraz częściej pojawiały się sugestie, że to właśnie nowe opony są jednym z głównych powodów problemów na torze.
Na takie tłumaczenia nie zgadza się jednak były znakomity żużlowiec i doświadczony ekspert – Jan Krzystyniak. 68-latek, który w latach 1978–1998 rywalizował na torach w Polsce i za granicą, postanowił zabrać głos w sposób jednoznaczny i bezkompromisowy.
— „Jak słyszę temat nowych opon, który poruszają zawodnicy, czy eksperci, to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. To jest żałosne tłumaczenie się, że niby opony są powodem jakichś tam problemów u żużlowców. Czysty absurd” — rozpoczął ostro Jan Krzystyniak.
Jego zdaniem różnice pomiędzy oponami dętkowymi a bezdętkowymi są marginalne, zwłaszcza na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej.
— „Wszyscy zawodnicy na tym poziomie (w PGE Ekstralidze — dop. red.) wiedzą, że opony bezdętkowe i dętkowe niczym się nie różnią. Dziwi mnie to, że eksperci w magazynach robią z tego niesamowicie jaki temat, a żużlowcy to podłapują i zganiają swoją słabą jazdę na opony. Śmiać mi się chce” — dodawał w rozmowie.
„Kiedyś nikt nie narzekał”. Powrót do realiów sprzed lat
Krzystyniak w swojej wypowiedzi odniósł się również do realiów, w jakich funkcjonowali zawodnicy w jego czasach. W latach 80. i 90. dostęp do sprzętu był znacznie ograniczony, a opony stanowiły towar deficytowy.
— „Za moich czasów w Polsce wszyscy jeździli na starych, zwykłych 'Barumkach’ i nikt nie narzekał. Jak ktoś wyjeżdżał za granicę na jakieś eliminacje, to wtedy dostawali Dunlopy, ale prawdę mówiąc ja nigdy z nich nie skorzystałem. Te opony leżały kupę lat na magazynach w Warszawie i były twardsze od kamienia, dlatego wolałem zwykłe 'Barumki’. Z drugiej strony zawodników nie było stać na zakup nowej, świeżej Dunlopy, bo to był koszt kilkumiesięcznej pensji. To było nierealne, żebym musiał wydać wszystkie pieniądze zarobione przez pięć miesięcy na nową oponę” — wspominał.
To porównanie ma dla eksperta jednoznaczny wydźwięk – dzisiejsze narzekania są jego zdaniem nieadekwatne do realiów współczesnego sportu.
„Wciskają ludziom ciemnotę”. Ostra krytyka środowiska
Najmocniejsze słowa padły jednak w kontekście medialnej narracji wokół opon. Krzystyniak nie szczędził krytyki zarówno zawodnikom, jak i ekspertom występującym w telewizyjnych magazynach.
— „Strasznie mnie to irytuje, jak na każdym programie, każdym magazynie, każdym meczu, słyszę narzekania i dywagacje na temat nowych opon dętkowych. To jest żałosny absurd. Wciskają ludziom zwykłą ciemnotę, bo myślą, że widzowie przed telewizorami i kibice na stadionach nie znają się na sprzęcie żużlowym” — kontynuował.
Były zawodnik zwrócił również uwagę na to, jak w przeszłości radzono sobie z ograniczeniami sprzętowymi – często w sposób kreatywny i daleki od dzisiejszych standardów.
— „Teraz by to nie przeszło, ale za moich czasów ludzie eksperymentowali z tymi oponami. Próbowali je nacinać różnymi nożyczkami i pod odpowiednim kątem, żeby ta opona bardziej 'kleiła’. Wtedy to było jeszcze dozwolone i każdy sobie z tym radził. Też nacinałem. Pamiętam to jak dziś, jak siedziałem w warsztacie na krzesełku i własnoręcznie robiłem wszystko, aby te opony bardziej 'kleiły’ się z nawierzchnią. To tyczyło się również zawodów za granicą. A dzisiaj żużlowcy, mówią, że mają problem z oponami? Mnie śmiech pusty ogarnia. Człowieku, jeśli masz problem z oponą, to masz problem z samym sobą i ze sportem żużlowym. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to niech da sobie spokój i kończy karierę, a widzę po tych wszystkich programach żużlowych, że ten problem mają 'wszyscy’, więc rozwiążmy tę dyscyplinę całkowicie” — stwierdził bez ogródek.
Głos z zaplecza mistrza świata
Na koniec Krzystyniak przytoczył również rozmowę z mechanikiem jednego z najlepszych zawodników świata – Brady’ego Kurtza, co miało stanowić dodatkowy argument w całej dyskusji.
— „Wielcy eksperci i mędrcy świata boją się o to, że zawodnicy nie będą wiedzieli, co zrobić, bo przecież na Grand Prix będą opony bezdętkowe. Rozmawiałem z mechanikiem Kurtza, który mi powiedział: 'Panie Janku, Brady nie widzi żadnej różnicy w oponach. One się niczym praktycznie nie różnią’. To kto wie lepiej? Sam wicemistrz świata i jego mechanik, czy może ludzie podający się za ekspertów?” — zakończył retorycznie.
Sprzęt czy wymówka?
Dyskusja o oponach dętkowych w polskiej lidze z pewnością jeszcze długo nie ucichnie. Jedno jest jednak pewne – głos Jana Krzystyniaka wnosi do niej perspektywę opartą na doświadczeniu, realiach dawnych lat i bezpośrednim spojrzeniu na współczesny żużel.
Czy opony rzeczywiście mają aż tak duże znaczenie, jak sugerują niektórzy? A może – jak twierdzi były zawodnik – problem leży zupełnie gdzie indziej?
Źródło: Przegląd Sportowy Onet (wypowiedzi Jana Krzystyniaka)
Zdjęcie: Maciej Trubisz








