Po tygodniach napięcia, rozczarowań i coraz większej presji w Moonfin Malesa Ostrów wreszcie pojawił się powód do optymizmu. Ostrowianie w czwartkowy wieczór 4 czerwca odnieśli niezwykle cenne wyjazdowe zwycięstwo nad H.Skrzydlewska Orłem Łódź 52:38, a spotkanie było jednocześnie debiutem Tomasza Gapińskiego w roli pierwszego trenera drużyny.

Nowy szkoleniowiec nie mógł wymarzyć sobie lepszego początku pracy. Ostrovia pojechała zdecydowanie najlepiej od początku sezonu. Zespół imponował przede wszystkim skutecznością na starcie, spokojem w parkingu i wyraźnie lepszą atmosferą niż w poprzednich tygodniach. Po spotkaniu Gapiński nie ukrywał ogromnej satysfakcji.

– Dziękuję bardzo. Dokładnie, nie wymarzyłbym sobie chyba lepszego debiutu. Jestem ogromnie szczęśliwy, bo dzisiaj cała drużyna pojechała świetne zawody. Dziękuję całemu zespołowi i sztabowi szkoleniowemu, bo należy nadmienić, że dołączył do nas Grzegorz Czarnecki oraz Marcel Kajzer, więc wszystko pięknie się ułożyło i w końcu się „zazębiło” – powiedział po meczu nowy trener Ostrovii.

Od pierwszych wyścigów było widać, że goście przyjechali do Łodzi doskonale przygotowani. Ostrowianie znacznie poprawili element startowy, który w poprzednich spotkaniach był jedną z największych bolączek zespołu. Tym razem zawodnicy Moonfin Malesa Ostrów bardzo często wychodzili spod taśmy na prowadzenie i kontrolowali przebieg wyścigów.

Gapiński zwrócił uwagę właśnie na ten element.

– Zgadza się. Dzisiaj nasi zawodnicy bardzo dobrze startowali, a kiedy wygrywa się start i dobrze rozgrywa pierwszy łuk, jest o wiele łatwiej. Serce się radowało, widząc, jak wszyscy dzisiaj walczyli – podkreślał szkoleniowiec.

Choć wynik był bardzo przekonujący, trener nie ukrywał, że drużyna nadal ma elementy wymagające poprawy. W trakcie meczu błędów nie uniknęli między innymi Jakub Krawczyk oraz Paweł Sitek. Szczególnie sytuacja tego drugiego wzbudzała przed zawodami ogromny niepokój.

Jak ujawnił Gapiński, młody zawodnik jeszcze kilka dni wcześniej mógł w ogóle nie wystąpić w Łodzi.

– Kuba mógł zdobyć dwa lub trzy punkty więcej, ale bardzo się starał i szarpał. Po jednej „zerówce” musieliśmy go uspokajać, bo emocje wzięły górę, ale na szczęście wygrał kolejny bieg, co pozwoli mu odzyskać spokój. Co do Pawła, to cieszymy się, że w ogóle wystartował. Ostatnie dni były dla niego ciężkie. Podczas poniedziałkowego treningu w Toruniu miał nieprzyjemny upadek i jego występ stał pod znakiem zapytania. Miał mocno pokiereszowaną prawą dłoń, więc wielki szacunek dla niego, że był z drużyną i dołożył cenne punkty. Dopiero w czwartek rano podjęliśmy decyzję, że w ogóle wystartuje w tym meczu – zdradził trener Ostrovii.

Jednym z bohaterów spotkania był również Jonas Seifert-Salk, który kapitalną akcją w 12. biegu pomógł ostrowianom utrzymać kontrolę nad meczem. Gapiński nie chciał jednak indywidualnie wyróżniać żadnego ze swoich zawodników.

– Tak, ale nie chciałbym wyróżniać i podkreślam, że cały zespół zrobił świetną robotę. Byliśmy zgrani w parkingu, przed meczem i po meczu. Przed spotkaniem powiedziałem chłopakom: „odkreślamy grubą kreską to, co było i piszemy nowy rozdział”. Udało nam się to zrealizować – powiedział.

Bardzo ciekawie wyglądał także występ Chrisa Holdera. Australijczyk początkowo miał problemy i przypominał zawodnika z poprzednich, dużo słabszych spotkań. W drugiej części meczu przeszedł jednak wyraźną metamorfozę i stał się jednym z liderów drużyny.

– Tak, Chris pozmieniał dysze i zębatki. W dwóch pierwszych biegach nie był wolny, cały czas walczył w kontakcie. Wraz z mechanikami podjęli odpowiednie decyzje na kolejne wyścigi i przyniosło to efekt. Wielki szacunek dla niego, że zdołał się pozbierać po słabszym początku i pojechał na swoim dobrym poziomie – oceniał Gapiński.

Wygrana w Łodzi może okazać się dla Moonfin Magnusa momentem przełomowym. Drużyna wcześniej znajdowała się pod ogromną presją, a po zmianie szkoleniowca atmosfera wokół klubu była wyjątkowo napięta. Teraz w Ostrowie znów pojawiła się wiara, że zespół jest w stanie odwrócić losy sezonu.

Sam trener tonuje jednak nastroje przed kolejnym spotkaniem w Poznaniu.

– Na spokojnie, nie pompujmy balonika. Jedziemy tam powalczyć o korzystny wynik, a patrząc realnie, naszym głównym celem jest zdobycie punktu bonusowego. Jedziemy oczywiście walczyć o wygraną, jak sportowcy, ale chcemy przede wszystkim, by to zgranie i atmosfera w zespole była jak w czwartek w Łodzi – zaznaczył.

Gapiński definitywnie rozwiał także wszelkie spekulacje dotyczące ewentualnego łączenia funkcji trenera i zawodnika. Choć przed meczem w Łodzi jego nazwisko pojawiło się w awizowanym składzie, dziś szkoleniowiec jasno deklaruje, że skupia się już wyłącznie na prowadzeniu zespołu.

– Nie. Tego nie da się łączyć. To są dwie różne rzeczy i albo skupiasz się na jeździe albo na prowadzeniu drużyny. Nie zdradzałem przed meczem w Łodzi czy pojadę czy nie, ale kiedy zostałem trenerem, wiedziałem od razu, że tych dwóch ról nie da się łączyć. Kiedy był jeszcze Tomasz Bajerski, była rzeczywiście opcja, żebym pojechał w Łodzi. Teraz, kiedy jestem odpowiedzialny za pierwszy zespół, nie wyobrażam sobie bycia jeżdżącym trenerem – zakończył.

Wyjazdowe zwycięstwo w Łodzi nie rozwiązuje jeszcze wszystkich problemów Moonfin Malesa Ostrów, ale bez wątpienia daje drużynie nową energię i nadzieję przed dalszą częścią sezonu Metalkas 2. Ekstraligi. Po raz pierwszy od wielu tygodni w ostrowskim klubie można było zobaczyć zespół, który nie tylko walczył o punkty, ale przede wszystkim wyglądał jak prawdziwa drużyna.

Źródło: ifostrow.pl