Przez wiele lat był jednym z największych talentów światowego żużla. Zachwycał nieprzeciętnym stylem jazdy, odwagą i widowiskowością, a eksperci zgodnie twierdzili, że kwestią czasu jest zdobycie przez niego tytułu indywidualnego mistrza świata. Los napisał jednak zupełnie inny scenariusz.

Darcy Ward, którego karierę brutalnie przerwał wypadek w 2015 roku, ponownie odwiedził Polskę. Tym razem nie przyjechał jako zawodnik walczący o ligowe punkty, lecz jako gość Gdańsk Speedway Camp i turnieju Golden Boy Trophy. Podczas pobytu udzielił obszernego wywiadu portalowi Ekstraliga.pl, w którym opowiedział o swoim obecnym życiu, szkoleniu młodzieży, początkach kariery, drodze do światowej czołówki, wypadku oraz tym, jak wygląda jego codzienność jedenaście lat po tragedii.

Powrót do Polski po kilku latach

Ward przyznał, że poprzednio odwiedził Polskę podczas Drużynowego Pucharu Świata we Wrocławiu. Tegoroczna podróż była jednak znacznie dłuższa i bardziej intensywna. Odwiedził Wrocław, Gdańsk, Toruń i ponownie pojawił się na turnieju Golden Boy Trophy.

Podkreślał, że wyjątkowego charakteru wyjazdowi dodawała obecność jego dzieci, które mogły zobaczyć, jak ogromnym szacunkiem nadal cieszy się ich ojciec wśród polskich kibiców. Nie ukrywał, że to niezwykle emocjonalne doświadczenie dla całej rodziny.

Polska pamięta o Wardzie

Australijczyk nie miał wątpliwości, że największą popularnością cieszy się właśnie w Polsce. Starał się poświęcić kibicom jak najwięcej czasu, rozdając autografy i pozując do zdjęć.

Jak przyznał, ogromną satysfakcję sprawia mu fakt, że jego dzieci mogą zobaczyć, jak wiele znaczył dla środowiska żużlowego.

Nowy rozdział – szkolenie młodych zawodników

Jednym z głównych powodów wizyty był udział w Gdańsk Speedway Camp. Ward dzielił się z młodymi zawodnikami wiedzą zdobytą przez lata startów na najwyższym poziomie.

Wyjaśnił, że w Australii również szkoli młodzież, jednak podczas zajęć w Polsce przekazywał przede wszystkim podstawy prawidłowej techniki jazdy. Szczególny nacisk kładł na płynną pracę manetką gazu oraz odpowiednią sylwetkę na motocyklu, inspirując się stylem legendarnego Leigha Adamsa.

Przyznał również, że nauczanie jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Samo przekazanie wskazówek nie wystarcza – młodzi zawodnicy muszą je zobaczyć w praktyce. Dlatego podczas zajęć pomagali mu inni żużlowcy, którzy demonstrowali poszczególne elementy techniki.

Idolem pozostaje mimo upływu lat

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów rozmowy była refleksja dotycząca młodych uczestników obozu.

Wielu z nich przyszło na świat już po tragicznym wypadku Warda, a mimo to właśnie jego uważa za sportowego idola.

Australijczyk z uśmiechem stwierdził, że dużą rolę odegrał w tym internet i serwis YouTube, gdzie do dziś ogromną popularnością cieszą się nagrania jego najbardziej widowiskowych wyścigów.

Żużel nie pozwala rozpamiętywać błędów

Ward zwrócił uwagę na specyfikę speedwaya.

Jego zdaniem zawodnik nie może zbyt długo analizować nieudanego wyścigu. Jeśli jeden bieg zakończy się niepowodzeniem, kilkanaście minut później nadarza się kolejna okazja do rehabilitacji.

To właśnie umiejętność szybkiego wyciągania wniosków i koncentracji na następnym starcie uważa za jedną z najważniejszych cech dobrego żużlowca.

Australia czy Polska?

Ciekawym fragmentem rozmowy była analiza ścieżki rozwoju australijskich zawodników.

Ward zauważył, że dawniej naturalnym kierunkiem była najpierw Wielka Brytania, a dopiero później Polska.

Jego zdaniem Anglia nadal pozostaje bardzo dobrym miejscem dla młodych zawodników, ponieważ presja wyniku jest tam zdecydowanie mniejsza niż w Polsce. Pozwala to spokojniej rozwijać umiejętności i uniknąć zbyt szybkiego zderzenia z najwyższym poziomem rywalizacji.

Jednocześnie zdradził, że wspólnie z przedstawicielami polskiego środowiska żużlowego prowadzone są rozmowy dotyczące stworzenia nowego modelu szkolenia australijskich talentów.

Marzenia były silniejsze od strachu

Jednym z najbardziej poruszających momentów wywiadu było wspomnienie pierwszego przyjazdu do Polski.

Ward przyznał, że jako nastolatek nie odczuwał strachu przed wyjazdem na drugi koniec świata.

Najważniejsze były dla niego marzenia o wielkiej karierze, a dodatkowym wsparciem była obecność ojca podczas pierwszych zagranicznych startów.

Toruń i Zielona Góra

Australijczyk bardzo ciepło wspominał okres startów w Toruniu i późniejszy transfer do Falubazu Zielona Góra.

Wyjaśnił, że przejście do Zielonej Góry nie było przypadkowe. Klub należał wówczas do ścisłej krajowej czołówki, dysponował mocnym składem i fantastyczną atmosferą na stadionie.

Podkreślił również, że mieszkańcy Zielonej Góry zawsze traktowali go bardzo życzliwie.

Najlepszy sezon kariery

Zapytany o najlepszy okres swojej kariery nie miał żadnych wątpliwości.

Za swój sportowy szczyt uznał sezon 2015.

Wyjaśnił, że ogromne znaczenie miała zmiana podejścia mentalnego po wcześniejszym zawieszeniu. Wykorzystał ten czas na analizowanie jazdy takich mistrzów jak Greg Hancock, Tomasz Gollob czy Jason Crump, szczególnie zwracając uwagę na ich starty i technikę.

Czy zostałby mistrzem świata?

Ward nie ukrywał, że wierzy, iż w normalnych okolicznościach zdobyłby indywidualne mistrzostwo świata.

Przypomniał, że w sezonie 2013 regularnie zdobywał więcej punktów w rundach Grand Prix niż Tai Woffinden. Kontuzja barku wyeliminowała go jednak z kilku turniejów i odebrała szansę na walkę o najwyższe cele.

Wypadek już go nie definiuje

Choć temat wypadku wraca praktycznie w każdej rozmowie z Australijczykiem, dziś mówi o nim ze spokojem.

Podkreśla, że od tragedii minęło już jedenaście lat i zdążył pogodzić się z losem.

Nie unika nawet oglądania nagrania z tamtych wydarzeń razem ze swoimi dziećmi, ponieważ uważa, że powinny znać historię swojego ojca.

Grand Prix i Bartosz Zmarzlik

Ward został zapytany również o obecną rywalizację o mistrzostwo świata.

Jego zdaniem największe szanse na złoty medal mają Bartosz Zmarzlik i Brady Kurtz. Australijczyk nie chciał wskazać zdecydowanego faworyta, oceniając ich szanse jako bardzo wyrównane.

Australia znów na mapie Grand Prix?

Interesująco zabrzmiały także słowa dotyczące możliwego powrotu rundy Speedway Grand Prix do Australii.

Ward przyznał, że docierają do niego informacje sugerujące, iż taki scenariusz jest bardzo realny. Zaznaczył jednak, że nie zapadły jeszcze ostateczne decyzje.

Bardzo wysoko ocenił również działania nowego promotora cyklu Grand Prix, podkreślając, że jego doświadczenie klubowe może przynieść światowemu żużlowi wiele korzyści.

„Jestem szczęśliwy”

Na zakończenie rozmowy padło pytanie o życie po zakończeniu kariery.

Odpowiedź była wyjątkowo wymowna.

Ward podkreślił, że niczego nie żałuje. Największym szczęściem jest dla niego rodzina, która daje mu siłę każdego dnia. Choć sportowa kariera zakończyła się znacznie wcześniej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, dziś patrzy na swoje życie z ogromnym spokojem i wdzięcznością.

Historia Darcy’ego Warda pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych w historii światowego żużla. Jest opowieścią o wielkim talencie, niespełnionych marzeniach, dramatycznym zwrocie akcji, ale także o niezwykłej sile charakteru. Dziś Australijczyk nie ściga się już na torze, jednak nadal inspiruje kolejne pokolenia zawodników – tym razem jako mentor, szkoleniowiec i człowiek, który własnym przykładem pokazuje, że nawet po największej życiowej tragedii można odnaleźć szczęście.

Źródło: oficjalny wywiad Darcy’ego Warda dla Ekstraliga.pl.