Opublikowane zasady organizacyjne rozgrywek PGE Ekstraligi na sezon 2025 wprowadzają rewolucję, która wzbudza mieszane reakcje w środowisku żużlowym. Choć podział na dwie czwórki po rundzie zasadniczej wydaje się na pierwszy rzut oka logiczny, przy głębszej analizie okazuje się, że nowe zasady mogą prowadzić do paradoksalnych i potencjalnie niesprawiedliwych sytuacji.
Podział na czwórki: nowe możliwości czy ryzyko absurdu?
Nowy system zakłada, że po zakończeniu rundy zasadniczej drużyny z miejsc 1-4 oraz 5-8 zostaną podzielone na dwie grupy, które rywalizować będą w formule pucharowej (mecz i rewanż). Zwycięzcy dwumeczów z grupy walczącej o miejsca 5-8 zapewnią sobie utrzymanie, natomiast przegrani będą zmuszeni do dalszej walki o uniknięcie spadku.
Taka formuła budzi jednak poważne wątpliwości. Może się bowiem zdarzyć, że drużyna, która przegra wszystkie mecze w rundzie zasadniczej, oszczędzając jednocześnie środki finansowe i kluczowych zawodników, wygra minimalnie jedno dwumeczowe starcie w play-down (np. 46:44 i 45:45) i zapewni sobie utrzymanie. W skrajnych przypadkach jedna wygrana w całym sezonie może wystarczyć do pozostania w elicie.
System premiujący minimalizm
Taki model rozgrywek nie tylko niesprawiedliwie upraszcza walkę o utrzymanie, ale także premiuje drużyny, które traktują rundę zasadniczą jako etap przygotowawczy do kluczowych spotkań w play-off lub play-down. W praktyce oznacza to, że drużyna, która starała się przez cały sezon, zdobywając punkty w trudnych warunkach i borykając się z kontuzjami, może zostać zdegradowana, podczas gdy ekipa praktykująca „minimalizm” utrzyma się w lidze.
Nieprzewidywalność – atut czy wada?
Nowe zasady wprowadzają ogromny element przypadkowości do walki o utrzymanie. Spadek z ligi może być wynikiem nie tylko słabej formy sportowej, ale również szeregu czynników losowych, takich jak kontuzje kluczowych zawodników, zła pogoda czy kontrowersyjne decyzje komisarzy toru. Jak zauważył jeden z działaczy: „Ktoś zajmie piąte miejsce, będzie miał całkiem niezłą rundę zasadniczą, a potem zostanie zdegradowany, bo coś się wydarzy”.
Przykład Fogo Unii Leszno jako przestroga
Sezon 2024 pokazał, jak trudne bywa utrzymanie w PGE Ekstralidze. Fogo Unia Leszno, mimo heroicznej walki z licznymi kontuzjami i angażowania mniej znanych zawodników, takich jak Ben Cook, nie zdołała się uratować. Gdyby obowiązywał nowy system, klub prawdopodobnie mógłby oszczędzić środki i siły, wiedząc, że o wszystkim zdecyduje runda play-down.
Czy system jest sprawiedliwy?
O ile nowy format może zwiększyć emocje i zainteresowanie kibiców w fazie play-off, to jego zastosowanie w walce o utrzymanie budzi poważne wątpliwości. Spadek z PGE Ekstraligi niesie za sobą ogromne konsekwencje finansowe, w tym utratę dochodów z praw telewizyjnych, co może mieć destrukcyjny wpływ na klub. W tej sytuacji o spadku powinna decydować forma prezentowana w całym sezonie, a nie wynik dwóch meczów.
Podsumowanie: konieczność przemyślenia zmian
Nowy system rozgrywek w PGE Ekstralidze jest krokiem, który z pewnością wywoła wiele emocji, ale może również prowadzić do sytuacji, które zaprzeczają sportowej rywalizacji. Jeśli drużyny zajmujące piąte miejsce po rundzie zasadniczej mogą zostać zdegradowane przez zespół, który przegrał wszystkie wcześniejsze mecze, to czy faktycznie promujemy najlepszych i najbardziej zasłużonych?
Warto zadać sobie pytanie, czy nie powinniśmy dążyć do wypracowania systemu, który lepiej oddaje sportową rywalizację i premiuje zespoły prezentujące równą formę przez cały sezon. Zasady te, choć wprowadzają dreszczyk emocji, mogą w dłuższej perspektywie narazić na szwank wizerunek ligi jako miejsca, gdzie triumfują najlepsi.








