W artykule „Lublin bez nowego stadionu. Miasto zrywa umowę z projektantem: „Nie dostaliśmy nawet dokumentacji” i wydaje miliony na dotychczasowy obiekt” pisaliśmy, iż miasto Lublin zdecydowało się na remont dotychczasowego obiektu z którego korzystają żużlowcy Orlen Oil Motoru Lublin. Wszystko wskazuje, iż budowa nowego żużlowego obiektu zostanie odłożona na kolejne lata.

Decyzja o przeznaczeniu aż 83 milionów złotych na remont przestarzałego stadionu przy Alejach Zygmuntowskich to ostateczny gwóźdź do trumny marzeń kibiców żużla w Lublinie o nowoczesnym obiekcie z prawdziwego zdarzenia. Choć przez lata zarówno politycy lokalni, jak i ci z pierwszych stron gazet obiecywali stadion na miarę XXI wieku, wszystko wskazuje na to, że Motor Lublin na długo pozostanie na torze z ubiegłego wieku — tylko po lekkim liftingu.

Nie mamy nic przeciwko modernizacji obecnego obiektu. Przeciwnie — skoro wymaga tego Ekstraliga Żużlowa i grozi to brakiem licencji, miasto musi działać. Tyle że ten krok wygląda nie jak przemyślana inwestycja, lecz jak desperacka próba ratowania twarzy i żużla w Lublinie jednocześnie. Co więcej, rozłożenie tej inwestycji na aż cztery lata budzi uzasadnione wątpliwości, czy modernizacja nie zamieni się w przedłużającą się farsę — dokładnie taką, jaką była historia z dokumentacją nowej hali.

Zniknięcie nowego stadionu z Wieloletniej Prognozy Finansowej miasta to nie tylko decyzja księgowa. To symboliczne porzucenie ambitnej wizji rozwoju sportu żużlowego w jednym z najbardziej zakochanych w tej dyscyplinie miast w Polsce. I choć prezydent Żuk oraz radni mogą mówić o racjonalizacji wydatków i trudnej sytuacji finansowej, to w oczach kibiców wygląda to jak zwykłe złamanie obietnic.

Zamiast stadionu-marzenia — będziemy mieć stadion-konserwę. Zamiast rozwoju — prowizorkę. A przecież Motor Lublin, aktualny mistrz Polski i klub z ambicjami, zasługuje na więcej niż tylko poprawione toalety i lepsze światło.

Warto zadać pytanie: skoro na „tymczasowy remont” wydajemy 83 miliony złotych, to co stoi na przeszkodzie, by dołożyć do tej kwoty i budować od podstaw? Odpowiedź może być prosta i brutalna: brak woli. Bo pieniądze — jak pokazują liczby — przynajmniej częściowo już są.

Redakcja