Krono-Plast Włókniarz Częstochowa stoi u progu jednego z najważniejszych momentów w swojej najnowszej historii. Rok 2026 ma być początkiem zupełnie nowego etapu funkcjonowania klubu, który – jak podkreślają jego władze – ma doprowadzić do odbudowy sportowej i organizacyjnej pozycji biało-zielonych. To największa metamorfoza od momentu reaktywacji klubu i powołania go jako nowego podmiotu w 2015 roku.

Klub został przejęty przez nowego właściciela, Bartłomieja Januszkę, który na stanowisko prezesa mianował Jakuba Michalskiego. Obaj stoją na czele projektu, który w dłuższej perspektywie ma przywrócić Włókniarzowi stabilność oraz sportowy blask.


Zmiany, na które czekali kibice

Zmiany w Częstochowie były od dawna postulowane przez środowisko kibicowskie. Po wielu latach funkcję prezesa przestał pełnić Michał Świącik, a wraz z nim z klubem rozstało się także kilku innych pracowników. Poprzednim władzom zarzucano m.in. błędy organizacyjne i nietrafioną politykę transferową.

Nowy prezes Włókniarza odniósł się do oceny swoich poprzedników, podkreślając, że nie zamierza prowadzić publicznych rozliczeń z przeszłością:

Myślę, że było wiele starań, żeby było jak najlepiej, natomiast perspektywa, z którą trzeba było się zmierzyć, była trudna. Tak bym to ocenił i sądzę, że więcej o tej przeszłości nie ma co mówić ani się odnosić. Myślimy już tylko, co przed nami, co możemy zrobić, żeby było lepiej. Jestem przekonany, że w klubie było dużo starań i chęci, żeby było jak najlepiej, ale trzeba było też zmierzyć się z inną rzeczywistością, która wtedy panowała — mówi Jakub Michalski.


Odcięcie się od błędów, nie od ludzi

Jeszcze przed formalnym przejęciem klubu w kuluarach toczyły się rozmowy dotyczące zmian właścicielskich oraz konieczności modyfikacji sposobu zarządzania. Nowe władze nie ukrywają, że chcą wyciągać wnioski z przeszłości, ale bez negowania całego dorobku poprzedniego zarządu.

Wiem, że jest dużo złej krwi wśród wielu kibiców patrząc z perspektywy ostatnich lat. Ja pana Michała znam od wielu, wielu lat i cenię go za wiele rzeczy. Nigdy nikt nie uzyskał ode mnie złych informacji na temat pana Michała. Brałem udział w rozmowach, rozmawiamy na bieżąco. Wiemy, jakie perspektywy były poprzednio, co było złe, co można było zmienić i staramy się z tego wyciągać wnioski na bieżąco. Perspektywa czasu jest krótka, bo mamy za sobą dwa miesiące, które według mnie i tak wykorzystaliśmy do granic możliwości. Wierzę, że już ten okres pokazuje, że to na czym kibicom zależało, mimo wszystko się zadziało — nastąpiła zmiana właściciela oraz prezesa. Skrupulatnie jako jeden zespół pracujemy, żeby w tym klubie było lepiej, stabilniej i żeby ten plan długoterminowy, o którym wspominamy na każdym kroku, był sukcesywnie tworzony i w następnych krokach realizowany — podkreśla Michalski.


Ewolucja zamiast rewolucji

Choć w strukturach klubu pojawiło się wiele nowych twarzy, Włókniarz nie zdecydował się na całkowite zerwanie z dotychczasowym zapleczem organizacyjnym. W klubie nadal pracują osoby związane z nim od wielu lat.

Są w tym klubie od wielu lat i to nie jest żadna tajemnica, że właśnie z tego powodu ogromnie te osoby cenię — za ich wiedzę i doświadczenie. Nie ma mowy o absolutnych czystkach. Uważam, że nie mogliśmy czegoś takiego zrobić, bo strzelilibyśmy sobie sami w kolano. Co prawda wchodzimy z dużą dawką pomysłów oraz własnych, prywatnych doświadczeń, natomiast klub żyje od wielu lat i ma ustabilizowane pewne rzeczy, takie codzienne działanie. Absolutnie nie przychodziliśmy tutaj, żeby przeprowadzać rewolucję, a bardziej ugruntować i uporządkować to, co być może było złe i nieczytelne dla wielu kibiców. Na tym się skupiamy, rozmawiamy z partnerami, kibicami i dziennikarzami. Liczę, że na każdym kroku nie ma tutaj tajemnic. Od początku chcemy być transparentni i mówić kibicom to, co czujemy i co jest realizowane — zaznacza prezes „Lwów”.


Transparentność i długofalowy plan

Nowe władze Włókniarza jasno deklarują, że kluczowe będą: stabilność, przejrzystość działań oraz konsekwentna realizacja planu długoterminowego. Zamiast gwałtownych ruchów – stopniowe porządkowanie struktur i odbudowa zaufania wśród kibiców, partnerów i całego środowiska żużlowego.

Rok 2026 ma być pierwszym etapem tej drogi. Jak podkreśla Jakub Michalski, zmiany już się rozpoczęły, a ich efekty mają być widoczne nie tylko w gabinetach, ale także na trybunach i – w dalszej perspektywie – na torze.