Początek sezonu 2026 przyniósł pierwszy wyraźny sygnał z Leszna – Benjamin Cook jest w znakomitej dyspozycji i zamierza odegrać jedną z głównych ról w rozgrywkach. Australijczyk triumfował 2 kwietnia w 76. Memoriale Alfreda Smoczyka, zdobywając 13 punktów w pięciu startach i potwierdzając, że jego rozwój wciąż nabiera tempa.

Choć jego zwycięstwo można rozpatrywać w kategorii niespodzianki, sam zawodnik nie miał wątpliwości co do swoich możliwości.

„Oczywiście, że myślałem o wygranej. To byłoby niedorzeczne, gdybym przed zawodami nie wierzył we własne zwycięstwo. Oczywiście, to były trudne zawody, ale mam już 28 lat, więc liczy się każdy bieg. To dobre uczucie być w stabilnej formie i mieć na koncie wygrane biegi. Koniec końców, jestem bardzo zadowolony. Na początku sezonu mamy kilka ważnych spotkań, w ogóle mamy cały sezon przed sobą. Mam nadzieję, że utrzymam poziom, który prezentuję teraz” – powiedział w rozmowie dla ekstraliga.pl.


Od solidnego początku do pełnej dominacji

Droga Cooka do zwycięstwa była bardzo charakterystyczna. W dwóch pierwszych startach zdobywał po 2 punkty, uznając wyższość rywali – Grzegorza Zengoty i Piotra Pawlickiego. Kluczowa była jednak druga część zawodów. Od swojego trzeciego biegu Australijczyk był już nie do zatrzymania, notując trzy kolejne zwycięstwa i przypieczętowując triumf.

To właśnie ta przemiana w trakcie turnieju pokazuje, jak dobrze Cook radzi sobie z dopasowaniem sprzętu do warunków torowych.

„Myślę, że można tak powiedzieć, bo widać, że wszystko działa naprawdę dobrze. Z drugiej strony każdy tydzień jest inny, zakładasz to samo w następny weekend i nagle nie działa. To naprawdę ważne, żeby dostosowywać ustawienia do warunków torowych. Wszystko zagrało świetnie. Nie powiedziałbym, że brakuje mi jazdy. To znaczy, fajnie jest porobić parę kółek na torze o tej porze roku, ale jak wiadomo, pogoda nie rozpieszczała. Teraz już jest dobrze, tor był świetnie przygotowany. Liga brytyjska startuje w przyszłym tygodniu, więc będę dużo bardziej zapracowany niż jestem teraz. Nie wybiegam zbytnio do przodu i skupiam się na każdym kolejnym tygodniu” – podkreślił.


Bez kompleksów wobec legend

Memoriał Alfreda Smoczyka to zawody o szczególnym znaczeniu dla środowiska leszczyńskiego. W przeszłości dwukrotnie wygrywał je legendarny Leigh Adams. Cook nie zamierza jednak podchodzić do historii z nadmiernym respektem – wręcz przeciwnie, otwarcie mówi o swoich ambicjach.

„Przebić dwa zwycięstwa Leigh Adamsa? Czemu nie? A tak poważnie, ciężko było wygrać raz, a co dopiero więcej, ale to oczywiste, że jeżeli pojawię się w tych zawodach ponownie, to moim celem jest zwycięstwo. Taką mam nadzieję, ale nie planuję nic konkretnego. Chcę prostu równo jeździć i nadal się rozwijać. Bardzo chciałbym utrzymać poziom z zeszłego roku. Jak na razie dobrze mi idzie, ale tak jak powiedziałem, przede mną długi rok, więc oby bez kontuzji i równo cały sezon. Nie chcę wybiegać do przodu, bo nie wszystko da się kontrolować. Będę działał tydzień po tygodniu i czerpał radość z tego, co robię” – zaznaczył.


Stabilność składu i cel – medal

W sezonie 2026 FOGO Unia Leszno przystępuje do rywalizacji z niemal niezmienionym składem, choć pojawiły się nowe twarze – Keynan Rew i Piotr Pawlicki. Cook podkreśla jednak, że nie wpłynie to na atmosferę i funkcjonowanie zespołu.

„To praktycznie ta sama drużyna. Są co prawda dwie nowe twarze, ale oni dobrze znają leszczyńskie środowisko, więc jest dobrze. Nie mogę doczekać się sezonu ligowego, w sumie wszyscy nie możemy się doczekać. Wszyscy trenujemy, mamy sparingi, więc jesteśmy gotowi do rywalizacji. Teraz tylko czekać na pierwszą kolejkę. Na pewno fajnie jest mieć w zespole rodaka, kogoś z kim mogę porozmawiać, dla kogo angielski jest pierwszym językiem, bo to całkiem przydatne. Naprawdę nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że będę miał kolejny udany rok i zdobędę złoty medal” – przyznał.


Nowe opony i nowe wyzwania

Jednym z tematów przed sezonem są nowe opony, które będą obowiązywać w rozgrywkach ligowych. Cook podchodzi do zmian ze spokojem, choć zauważa różnice.

„Na pewno jest inaczej. Dla mnie to nie jest aż tak ogromna różnica, bo w Anglii używamy opon dętkowych, ale mimo wszystko jest trochę inaczej, bo polskie tory różnią się od tych brytyjskich. Potrzebuję trochę czasu, żeby się przyzwyczaić, ale każdy ma teraz ten sam problem” – ocenił.


Sezon prawdy dla Australijczyka

Dla Cooka sezon 2026 będzie pierwszym pełnym rokiem startów w PGE Ekstralidze. Po znakomitym wejściu do ligi w 2024 roku nie jest już anonimowy – teraz oczekiwania są znacznie większe.

„Nie jestem już nowy w te klocki, więc może nie będzie to już niespodzianka. Mam nadzieję, że podtrzymam formę i będę przełamywał kolejne bariery. Zawsze chcę wygrywać i w tym roku nie będzie inaczej. Już pokazałem rywalom, że nie ma ze mną żartów, więc nie ma żadnego powodu, żeby nie udowodnić im tego jeszcze raz. Fajnie by było dla drużyny, żebyśmy zawalczyli w tym roku o medal. Jeżeli chodzi o Grand Prix, to tego nie dam rady zrobić, bo nie ma mnie nawet w kwalifikacjach, więc nie ma po prostu o czym gadać. Dla nas Australijczyków trudno jest dostać się do kwalifikacji do Grand Prix, bo mamy tylko 3 miejsca i dużo więcej kandydatów do jazdy w cyklu. Australia to trudne miejsce do wejścia do Grand Prix. Muszę mieć dobry sezon, gdy wrócę do domu po tym sezonie i mocno o to zawalczę, żeby dostać się do kwalifikacji w przyszłym roku” – podsumował.


Zwycięstwo w Lesznie to nie tylko udany występ w prestiżowym turnieju, ale przede wszystkim wyraźny sygnał dla rywali. Benjamin Cook wchodzi w sezon 2026 z dużą pewnością siebie i konkretnymi celami. Jeśli utrzyma poziom z początku kwietnia, może okazać się jednym z kluczowych zawodników całych rozgrywek.

Źródło: ekstraliga.pl