Legenda polskiej kadry wspomina największe sukcesy polskich żużlowców, mówi o problemach i przyszłości reprezentacji.
Marek Cieślak – jeden z najbardziej utytułowanych trenerów w historii polskiego żużla – w rozmowie z ekstraliga.pl wraca do czasów, gdy biało-czerwoni zdobywali medal za medalem w Drużynowym Pucharze Świata. Z kadrą zdobył 10 medali: 7 złotych, 2 srebrne i 1 brązowy, a jego drużyny zdominowały międzynarodowe rozgrywki przez ponad dekadę. Dziś jako ekspert Canal+ opowiada, jak zmieniała się reprezentacja, dlaczego DPŚ był wyjątkowy, co zabiło Speedway of Nations, i kto mógłby walczyć dla Polski w finałach w Warszawie.
„Prowadziłem kadrę sam, bez sztabu. Wszyscy chcieli w niej jeździć”
(ekstraliga.pl): Co zmieniło się w kadrze przez ostatnie 20 lat – poza sprzętem?
Marek Cieślak:
„Obecnie nie ma mnie przy kadrze, więc niewiele mogę w tym temacie powiedzieć. W czasach, gdy ja obejmowałem kadrę to było tak, że dorzucili mi Piotra Żyto i bodajże Mirosława Kowalika, ale szybko zrezygnowałem z ich działań. Ja przez wszystkie lata prowadziłem kadrę w pojedynkę, bez żadnego sztabu szkoleniowego.
Na początku zaczynaliśmy z trochę starszymi zawodnikami takimi jak Tomasz Gollob, Krzysztof Kasprzak, Grzegorz Walasek czy Jarosław Hampel. W późniejszym czasie kadra się zmieniała, gdy doszli młodsi żużlowcy czyli Maciej Janowski, Patryk Dudek i Bartosz Zmarzlik. Kadra to była dla mnie świetna sprawa i każdy chciał w niej jeździć.
Sporo wygraliśmy, bo za mojej kadencji aż 7 złotych medali, 2 srebrne i 1 brązowy czyli łącznie 10 medali w Drużynowym Pucharze Świata. Momentem przełomowym było odejście z kadry Tomka Gollob i odbyło się to na jego własne życzenie, a nie na moje i miałem z tego powodu mnóstwo problemów. Jego powiernik sądził się ze mną przez 1,5 roku i choć wygrałem tę sprawę, to satysfakcji z tego nie było.
Drużynowy Puchar Świata to były najważniejsze turnieje sezonu i zawsze zawody od race–off po finały oglądał komplet publiczności. Bardzo żałuję, że zrezygnowano z tych imprez w takim formacie jak dawniej, bo uważam, że żużel sam sobie tym zaszkodził, ponieważ lepszych imprez nie ma i nie będzie.”
„Wynik robił się sam. Trzeba było zmienić mentalność”
Pytanie o lata 2002–2003, gdy Polska była poza podium DPŚ: co zawiodło?
Cieślak:
„W Drużynowych Pucharach Świata nie ma trenera jest tylko menedżer i w tamtych czasach menedżerem był Andrzej Rusko, a ja tak naprawdę byłem wtedy tylko osobą do pomocy. Ja później obserwując jak to wszystko wygląda od menedżera, po trenera stwierdziłem, że mogę przejąć kadrę wyłącznie na moich warunkach – jednoosobowo biorąc pełną odpowiedzialność za wynik kadry.
Myślę, że ten wynik po prostu robił się sam i nawet nie chcę tego tłumaczyć, bo ludzie dorabiają różne teorie i nie chcą mi wierzyć, ale prawda jest taka, że wszystko ruszyło ze względu zmianę sposobu myślenia zawodników. Potrzeba było zdjąć z nich ciężar braku wiary w swoje umiejętności…
Głównym powodem naszych sukcesów było jednak wprowadzenie diametralnych zmian mentalnych.”
„Gollob trzy razy ostatni, a potem wygrał decydujący bieg”
Wspomnienia z pamiętnych finałów. Cieślak wspomina m.in. dramatyczny finał w 2009 roku i wielokrotne zwroty akcji.
Nasz były Narodowy:
„Zawody odbyły się wtedy po deszczu i tor był naprawdę trudny, a Tomek Gollob wybitnie sobie na nim nie radził i chyba trzy razy przyjechał ostatni, jednak gdy przestało padać wszystko się odwróciło i nasz lider na motocyklu Krzysia Kasprzaka zwyciężył decydujący bieg z Leigh Adamsem i zostaliśmy mistrzami świata.
Podobnie było w Pradze, gdzie pierwszy raz pojechaliśmy bez Golloba i również w ostatnim biegu zapewniliśmy sobie złoto dzięki wygranej Jarka Hampela.
W 2007 roku również ostatni bieg zdecydował, ale również Tomek Gollob wygrał…
Pamiętam też, jak przegraliśmy, gdy Janusz Kołodziej na ostatnim łuku stracił pozycję na rzecz Nielsa Kristiana Iversena. Wszystkie te zawody wspominam z uśmiechem na twarzy i ogromna szkoda, że odsunięto pomysł rozgrywania tych mistrzostw w taki sposób.”
„DPŚ wygrywaliśmy dzięki świeżej krwi”
Cieślak mówi o zmianie pokoleniowej na początku lat 2010.
Cieślak:
„Grzegorz Walasek to w tamtym momencie była już tak naprawdę melodia przeszłości. Po kolei zacząłem wprowadzać Patryka Dudka, Bartka Zmarzlika i innych zawodników, z którymi wygrywaliśmy Drużynowe Puchary Świata, bo potrzeba było powiewu świeżości w kadrze i ten plan się sprawdził patrząc na nasze osiągnięcia w tamtych sezonach.”
SoN? „Nigdy nie czułem tych zawodów”
Dlaczego Polska nie błyszczała w Speedway of Nations?
„Uważam, że to są po prostu zawody parowe, które cechują się wielką loteryjnością…
Ja prowadziłem naszą kadrę trzykrotnie w Speedway of Nations i nie dawaliśmy wtedy ciała tylko cały czas walczyliśmy o wygraną, ale w samych końcówkach zawsze nam coś uciekało.
Jeśli chodzi o trzecie i ostatnie Speedway of Nations pod moim dowództwem, to można powiedzieć, że my te zawody w Lublinie wygraliśmy… Taka niefortunna sytuacja dotyczyła nie tylko nas, bo Australijczycy zostali pokrzywdzeni i powiedzieli, że już więcej nie przyjadą na takie zawody.
Czy Speedway of Nations jest tak bardzo ważne? Nie przekonuje mnie w tej imprezie zupełnie nic, począwszy od bardzo dziwnej nazwy. Topowymi imprezami nadal dla mnie są Speedway Grand Prix i Drużynowy Puchar Świata.” – podsumował Cieślak.
Największe zagrożenie w DPŚ? Australia i Dania
Były selekcjoner zauważa:
„Do składu Australii dojdzie z pewnością Max Fricke i Jason Doyle, a do Duńczyków Mikkel Michelsen i Anders Thomsen, więc te składy będą piekielnie mocne… Spodziewam się, że Wielka Brytania również się pozbiera i będzie silna.”
Kogo do finału w Warszawie?
„Nie wytypuję nikogo tak wcześnie… Wiadomo, że gdyby zawody były za tydzień to pewniakami byliby Bartek Zmarzlik, Patryk Dudek, Przemek Pawlicki i wybierałbym między Dominikiem Kuberą, a Piotrem Pawlickim.” – odparł były Narodowy.
„Juniorzy mają za dobrze. Cieplarniane warunki ich nie hartują”
Pod koniec rozmowy Cieślak powiedział mocne słowa o szkoleniu młodzieży:
„Wszyscy patrzymy na to, co robi Wiktor Przyjemski, ale czy on będzie miał determinację… Trudno powiedzieć. Zobaczymy, jak rozwinie się Maksymilian Pawełczak.
Ja nie widzę zbyt wielu utalentowanych młodzieżowców… Problem leży w prowadzeniu tych młodych chłopców od początku… Australijczyk jest zdeterminowany, a nasz junior od początku jest otoczony specjalną opieką i dostaje pieniądze, jakie rodzinie się nie śniło… Cieplarniane warunki nie wyostrzają instynktu zwycięzcy.”
O trudnych torach ekspert żużlowy powiedział:
„Młodzi muszą jeździć na przyczepnym torze, ale koniecznie regulaminowym… Młodzieży nie można uczyć jazdy w skrajnie trudnych warunkach, ponieważ kontuzje ich nie rozwiną…
Kiedy widzę naszych juniorów z rodzicami, którzy pracują przy sprzęcie za nich, to dziwnie się to ogląda.”
Źródło: ekstrlaiga.pl






