Nie wystartowała jeszcze – podobno – najlepsza liga żużlowa – PGE Ekstraliga a już wiele się wydarzyło.

W całym żużlowym świecie wielkim echem odbiło się przejście Jarosława Hampela z Unii Leszno do Motoru Lublin. Były reprezentant Polski na treningach koziołków był bardzo szybki. Ten 38 letni zawodnik nic nikomu nie musi udowadniać. Powinien mieć więc pewne miejsce w wyjściowym składzie Motoru. Ale czy tak będzie?

W awizowanym składzie Motoru na pierwszy mecz ze Spartą we Wrocławiu nie ma Jarosława Hampela. Menadżer drużyny może przed meczem dokonać jeszcze dwóch zmian w zestawieniu swojej ekipy. Może chodzi o zaskoczenie gospodarzy „za pięć dwunasta”?

Jednak pojawiło się małe ale… Przed jednym z treningów doszło do małego buntu, ale jak stwierdził menadżer Motoru, Jacek Ziółkowski – po naszych rozmowach atmosfera jest już normalna. Czy powstała w ten sposób rysa na misternie budowanych fundamentach, nie okaże się źródłem kłopotów Lublinian?

Gdy Jakub Jamróg jesienią 2018 przechodził do Sparty Wrocław wielu znawców tematu pukało się wówczas w czoło. Twierdzili, iż Kuba podzieli los Damiana Dróżdża i pod numerem 2/10 będzie tylko kevlarem. Przedsezonowe czarnowidztwo wszystkich „fachowców” nie sprawdziło się.

W 2019 r. Jamróg spełnił pokładane w nim nadzieje, gdyż był poważnym wzmocnieniem drugiej linii wrocławskiej Sparty. Bardzo dobrze punktował zwłaszcza w okresie, gdy kontuzje leczyli Maciej Janowski i Tai Woffinden. Przywoził wówczas nawet dwucyfrowe zdobycze punktowe. Z drużyną Sparty zdobył wicemistrzostwo Polski, a sezon zakończył drugim miejscem w Finale Złotego Kasku, ulegając tylko Krzysztofowi Kasprzakowi.

Co więc poszło nie tak, że Kuba postanowił odejść ze Sparty? Jakub Jamróg jest niesamowicie charakternym zawodnikiem. Chce jak najwięcej jeździć. W drużynie wrocławskiej w sezonie 2019 na pięć miejsc było sześciu zawodników gotowych do walki. Oprócz tego był junior Max Drabik, który również nie chciał „odjechać w meczu” tylko swoich trzech obowiązkowych wyścigów. Rywalizacja o miejsce w składzie była silna. Każdy z zawodników chciał jak najwięcej razy jechać w meczu swojej drużyny. W Sparcie – jak powiadali „znawcy tematu” – była ogromna presja na żużlowcach. Zawodnik po nieudanym biegu mógł być zastąpiony rezerwowym (zazwyczaj Glebem Czugunowem) lub Maxem Drabikiem. Taka sytuacja nie odpowiadała zawodnikom, a szczególnie Jakubowi Jamrogowi. Czarę goryczy dolała na pewno sytuacja z finału DMP 2019 z Leszna. Wówczas Kuba Jamróg po pierwszym nieudanym biegu, w którym był ostatni, nie wystąpił już więcej w swoich regulaminowych biegach. Oprócz Maksa Drabika cała drużyna Sparty jechała w tym meczu źle. I cóż się okazało? Jamróg wystartował w biegu nominowanym! W XIV biegu przyjechał trzeci, za swoim kolegą z drużyny przywożąc jeden punkt i bonusa. Ostatecznie w dwóch startach, w finale DMP w Lesznie, Kuba uzyskał lepszą średnią na bieg niż wrocławscy liderzy – Tai Woffinden oraz Maciej Janowski.

Po meczu zawodnik rodem z Tarnowa był bardzo niezadowolony i nie ukrywał tego. Już wówczas wydawało się być przesądzone jego odejście z Wrocławia.

Po przejściu do Motoru Lublin tak opowiadał o tym fakcie menadżer zawodnika Paweł Racibor:

„Oprócz kontaktu z czterema klubami, Wrocław dalej widniał w naszych planach. Daliśmy sobie po prostu czas do namysłu. Na końcu okazało się, że Speed Car Motor daje nam większe szanse na rozwój. O tym, że kluczowe nie były sprawy finansowe niech świadczy fakt, iż z dwóch klubów te propozycje były wyższe, dlatego kierując się pieniędzmi wybralibyśmy na pewno inną opcję

Z prezesem Motoru nie znaliśmy się wcześniej. Ale od naszego pierwszego spotkania minęło już trochę. Do tej pory odbyliśmy kilka rozmów i z całą stanowczością mogę powiedzieć, że w większości kwestii na temat nie tylko żużla w Lublinie nasze poglądy są spójne. Myślę tutaj pod kątem sportowym, marketingowym i zarządzania klubem. Niewiele jest ośrodków, które są wyciągane praktycznie z dna i co roku uzyskają awans klasę wyżej, a skazywane na pewny spadek utrzymuje się w PGE Ekstralidze bez konieczności jazdy w barażach. Oprócz tego, jeżeli atmosfera jest doskonała, wszystko dopięte na ostatni guzik, czego chcieć więcej? Niech nikt od razu nie myśli, że uderzam we Wrocław. Tam poziom prowadzenia klubu był równie wysoki, dlatego zmiana otoczenia przeszła wyjątkowo płynnie. Poróżniły nas wyłącznie aspekty typowo sportowe, większe perspektywy na bycie ważniejszą, bardziej docenianą częścią zespołu.

Cóż – pięknie to wszystko wygląda, wręcz sielankowo prawda?

A jak przedstawia się sytuacja w Lublinie po dołączeniu do drużyny żużlowej Jarosława Hampela?

Menadżer Motoru Lublin Jacek Ziółkowski powiedział ostatnio o przyjściu do drużyny „Małego”: Na pewno jest to jakimś dyskomfortem, że nastąpiło to tydzień przed meczem, ale mówię, że w rywalizacji sportowej, żużlowcy muszą być przyzwyczajeni do rywalizacji także z kolegami o miejsce w drużynie. Osobiście wolę, gdy mam sześciu zawodników na pięć miejsc, niż czterech dobrych zawodników na pięć miejsc i jedną dziurkę. Po prostu szybsi na treningach będą jeździli, a jeden zawodnik będzie czekał przez dwie kolejki. Potem najsłabsze ogniwo wypadnie i będziemy starali się rotować zawodnikami, tak żeby każdy otrzymał szansę do startu – zdradził szczegóły wyboru składu Motoru w sezonie 2020.

Kartą przetargową, na którą postawił Kuba Jamróg przechodząc do Motoru miał być dalszy rozwój sportowy zawodnika poprzez dużą ilość startów oraz spokój zawodnika związany z miejscem w składzie. Jesienią Menadżer Motoru twierdził, iż mając takie warunki Jakub pokaże na co go stać.

We Wrocławiu Kuba wystartował we wszystkich ekstraligowych meczach Sparty…

Obecnie Ziółkowski twierdzi: Do tej pory było pięciu na pięć miejsc i wydawało się, że każdy dostanie przynajmniej te dwa-trzy wyścigi szansy w meczu, jednak teraz rzeczywiście się to zmieniło i ktoś będzie musiał odpoczywać. Kuba to silny psychicznie chłopak, który nie boi się rywalizacji. On z charakteru przypomina mi Pawła Miesiąca, który bardzo ciężko pracował i czekał na swoją szansę. Ta rywalizacja pomoże mu w tym, że pokaże swoje umiejętności.

Widać niestety jak koronawirus wpłynął na menadżera drużyny Motoru. A już na poważnie. Czytając wypowiedzi menadżera Koziołków nasuwa się twierdzenie, iż zawsze można dopasować swoje wypowiedzi do zaistniałej sytuacji…

Miejmy tylko nadzieję, że w Lublinie od przybytku nie będzie bólu głowy.

Spoglądając na sprawę szerzej silny zawodnik rezerwowy na pewno jest potrzebny w każdej drużynie. W ubiegłym sezonie ekipa Sparty miała w swoim składzie sześciu zawodników gotowych do jazdy w ekstralidze. Jednak nie dla każdego zawodnika taka sytuacja była dobra. Kontuzje liderów Taia Woffindena i Macieja Janowskiego na pewno osłabiły wrocławską drużynę, ale dzięki temu, że Sparta miała szeroki skład drużyna wygrywała swoje mecze ligowe.

W innych drużynowych dyscyplinach sportu, są zawodnicy rezerwowi, którzy zastępując liderów niejednokrotnie przesądzali o wynikach całych zawodów. Speedway, to dyscyplina sportowa, w której bardzo łatwo o kontuzję. Dlatego w drużynach powinni być zawodnicy rezerwowi (i nie chodzi tu o juniorów), by ewentualny przypadek losowy nie przesądzał o wynikach meczy. Ale to już temat na osobny artykuł.