Brak Taia Woffindena nie wpływa na razie na wyniki Sparty.

Podczas ostatniej 9 kolejki PGE Ekstraligi mieliśmy kilka sytuacji – z tych kontrowersyjnych. Jak najlepsza liga na świecie (podobno) to też i ściganie powinno być najlepsze…

A jak każdy chce wygrać, to z oczywistych względów dochodzi do różnych sytuacji na torze, w wyniku których następują upadki zawodników. Ostatnia kolejka – mecz Toruń – Lublin i Jack Holder zajeżdżający drogę Pawłowi Miesiącowi, mecz Zielona Góra – Leszno i Bartosz Smektała rozpruwający hakiem szprychy koła Martina Vaculika, nie zostawiając mu miejsca przy bandzie.

Jak skomentował to Leszek Demski, nie ma czegoś takiego jak żużlowiec na prowadzeniu dyktujący warunki jazdy.

Otóż w ostatnim meczu w Sparty w Lublinie, w pierwszym biegu gospodarze wygrali start. Na prowadzeniu jechał Dawid Lampart, za nim Grigori Łaguta, na trzecim napędzający się po zewnętrznym polu Tai Woffinden, na końcu Kuba Jamróg.

Sytuacja taka trwała od startu przez całe pierwsze okrążenie. Po wejściu w pierwszy wiraż drugiego okrążenia D. Lampart jadący jako pierwszy przejechał szczyt łuku blisko krawężnika, Łaguta za nim, a napędzający się Tai jechał po zewnętrznej.

Na torze w Lublinie w takiej sytuacji po wyjściu z pierwszego łuku zawodnicy jadą do bandy – co jest istotne w tej sytuacji. Jadący na drugim miejscu Łaguta też doskonale o tym wie.

Jeśli zawodnik ma szybki motocykl (a taki był motocykl Łaguty, gdyż po biegu Łaguta miał pretensje do Lamparta, ze był za wolny) to zawodnik jedzie do przodu – możliwą do jazdy ścieżką. Taką Łaguta w tym przypadku miał między Lampartem a krawężnikiem.

Ale Łaguta nie był zainteresowany jazdą do przodu. On chciał zablokować napędzającego się po zewnętrznej Taia! Jego manewr – skrętu w prawo do bandy, po wyjściu z pierwszego wirażu drugiego okrążenia był wykonany celowo i świadomie. A że nie przewidział, że zahaczy o tylne koło kolegi z drużyny – to właśnie mamy taki efekt jaki jest – Tai wyeliminowany na miesiąc z jazdy na żużlu. Całe szczęście, że kontuzja i całe zdarzenie nie wywołało poważniejszych konsekwencji.

Wg wydarzeń z ostatniej, 9 kolejki (i decyzji sędziów) Łaguta zmieniający w sposób drastyczny tor jazdy i powodujący kontakt z „jadącym swoje” Woffindendem zostałby wykluczony.

Zawodnik drużyny z Lublina miał świadomość, że po zewnętrznej (w swoim stylu) jedzie Tai. Przecież jechali w taki sposób przez całe pierwsze okrążenie.

Należy tylko żałować, że są zawodnicy którzy nie szanują swoich rywali i za wszelką cenę (jak w tym przypadku kontuzji rywala), chcą wygrać.

Cóż – po dyskusji, która się rozpoczęła po tym zdarzeniu uważam, że bezwzględnie przypadki w wyniku których zawodnik faulujący eliminuje z meczu zawodnika drużyny przeciwnej powinny skutkować wykluczeniem winowajcy do końca meczu. Nad pozostałymi konsekwencjami dotyczącymi sprawcy należy się spokojnie zastanowić. I z automatu w takiej sytuacji drużyna poszkodowana powinna mieć możliwość stosowania zz-tki do końca meczu. Argument, iż drużyny pod nr 8 i 16 mają zawodników rezerwowych jest zupełnie nietrafiony. Często zawodnicy ci (limit wieku 23 lata) nie są objeżdżeni w naszej lidze (przypadek Damiana Dróżdża, który w meczu ze Spartą wyjechał pierwszy raz na ekstraligowe tory od jesieni 2018 r jest tego najlepszym dowodem). Dlaczego drużynie poszkodowanej, nie z własnej winy odbierać możliwość walki o zwycięstwo wg zasad fair play?

Po wyeliminowaniu jednego zawodnika z drużyny (kontuzja) sprawca może dalej brać udział w meczu…

Taki straszak w postaci wyeliminowania sprawcy wypadku i kontuzji przeciwnika działałby ponadto odstraszająco na potencjalnych naśladowców G. Łaguty. Byłoby to tylko z korzyścią dla żużla i dało by do myślenia tym którzy nie szanują kości swoich kolegów.

Autor zdjęcia: Afanasyev Sergeyhttp://vk.com/album-29678582_177972654