W polskim speedwayu sporo się ostatnio dzieje. I nie chodzi tutaj o sprawy czysto sportowe. Mamy koniec lipca, a karuzela transferowa rozkręciła się już na dobre i w zasadzie z pierwszej ligi pod kątem sportowym nie opłaca się awansować do ekstraligi.

Rynek jest przebrany, a beniaminek znów zostanie w… szczerym polu, jeśli chodzi o ewentualne kontrakty zawodników prezentujących ekstraligowy poziom.

Wiemy, że Bartosz Zmarzlik odchodzi z Gorzowa. Wielu nie zna podłoża odejścia dwukrotnego mistrza świata. Ale teraz jest dobry moment, żeby zaistnieć w mediach. Żeby dorzucić swoje „trzy grosze”.

Odezwał się – i owszem – były prezes Stali, obecnie radny Gorzowa Jerzy Synowiec. W dość niewybredny sposób, przedstawił swój punkt widzenia dotyczący odejścia Zmarzlika ze Stali.

Synowiec nie kryje zaskoczenia z odejścia ze Stali dwukrotnego mistrza świata:

Jestem zaskoczony i to bardzo. Był najbardziej szanowanym zawodnikiem w historii klubu. Był bardzo szanowanym obywatelem jako gorzowianin, choć nie mieszkający tutaj, ale związany z Gorzowem. Osiągnął tutaj sukcesy niebywałe jak na polskiego żużlowca. Machnął na to wszystko ręką tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Dla mnie to jest niezrozumiałe. Jestem głęboko rozczarowany jego postawą.

On (Zmarzlik – red.) mówi nieprawdę. Odszedł tylko dla pieniędzy, a mówił o tym, że doszedł do ściany i chce się rozwijać. Gdzie się chce rozwijać? W mieście, które żużel gościło sporadycznie w swojej historii? Bywały okresy, kiedy w ogóle go tam nie było. Chce się rozwijać na stadionie, który pamięta lata pięćdziesiąte?

My jako radni kupiliśmy za 10 milionów prawa do Grand Prix w Gorzowie dla niego. Nie dla Daniela Bewleya czy kogoś innego, tylko dla Bartosza Zmarzlika, żebyśmy mogli go tu oglądać. Kogo teraz kibice będą oglądać? Zawodnika Motoru Lublin? To jest kompletne niepoważne, co on zrobił.

Radny swoją wypowiedź zakończył wg niektórych w sposób chamski. Słowa Synowca oburzyły min. jedną z legend Bogusława Nowaka. Krzysztof Cegielski przyjął słowa byłego prezesa ze spokojem.

Synowiec stwierdził:

Nie chcę być brutalnym, ale większość zawodników, która odeszła ze Stali, wróciła tutaj, ale niestety w charakterze tylko i wyłącznie widzów. Myślę tutaj o Krzysztofie Cegielskim, który wrócił na wózku inwalidzkim. Podobnie Bogusław Nowak. Zenon Plech też wrócił z ciężką kontuzją ręki, bo zaprosiłem go, żeby został trenerem. Piotr Świst też odszedł z Gorzowa i niczego dobrego mu to nie przyniosło. To jest taki sygnał ostrzegawczy. Co innego być rozsianym po całej Polsce, a co innego być u siebie. Kiedyś rozmawiałem z Zenkiem Plechem, który zapytał się mnie, czy wiem, co mu najlepiej wyszło w Gdańsku. Ja się zapytałem, co takiego. A on odpowiedział, że włosy z głowy. Tak skwitował swoje odejście po latach. Jest coś jeszcze.

Przed laty, w 2006 roku, w Lublinie jeździła legenda Stali Gorzów, Piotr Świst. Objechał tam jeden sezon, za który mu nie zapłacono. Wytoczyliśmy w jego imieniu sprawę do sądu. Wygraliśmy „na papierze” te pieniądze, ale Motor Lublin nigdy Świstowi tych pieniędzy nie zapłacił, bo klub się rozpadł i przez parę lat w lidze nie jeździł. To powinno być przestrogą dla każdego przed Lublinem. Teraz Motor pokazywany jest jako zbawiciel ligi, najbogatszy klub itd. Pierwsze, co zrobię, to odgrzebię ten wyrok i prześlę do Lublina celem realizacji. Jak nie, to będę ich ośmieszał w prasie, że jak to, tacy bogacze, pieniądze wydają na naszego zawodnika, a kiedyś skrzywdzili innego. Wiem, że ci ludzie nie odpowiadają za czyjeś winy, natomiast jest jakaś ciągłość. Nadal jest to Motor Lublin, ten sam stadion.

Mocne słowa padły z ust radnego Gorzowa Wlkp. Niestety nie widać w nich pokory, chęci podjęcia konstruktywnych negocjacji.

Były prezes potraktował żużel i spotkania ligowe jak wojnę. Zapomniał o tym, że żużel powinien łączyć – nie dzielić.

Wytacza ogromne armaty i kopie głęboki rów pomiędzy Stalą a Zmarzlikiem. Zamiast szukać jakiegoś wspólnego punktu, jakiejś nici porozumienia, to pręży muskuły i wymachuj szabelką. Przecież na jednym sezonie świat się nie kończy. A dwukrotny mistrz świata przecież po sezonie spędzonym w Motorze może wrócić na „stare śmieci”.

Krzysztof Cegielski stwierdził:

Chyba wszyscy pamiętamy sytuację, kiedy prezes Marek Grzyb zrównał z ziemią Bartka za jego działania dla Orlenu. To wtedy padło słynne zdanie, że „można wybaczyć, ale nie zapomnieć”. To jeden z przykładów, że w relacjach osobistych pewne rzeczy narastały. Ten cytat dobrze to obrazował. Dla mnie to już wtedy był sygnał, że on może kiedyś odejść.

Jerzy Synowiec zapomina, że zawodnik nie jest niewolnikiem. Oczywiście Bartosz  wiele zawdzięcza Stali, ale Stal sporo zyskała dzięki Zmarzlikowi.

Ale radny zdaje się tego nie zauważać. Lepiej ponownie zaistnieć w mediach, niż spróbować zastanowić się jakie najlepsze rozwiązanie znaleźć w tej sytuacji…