Speedway à la Orwell – cenzura, autocenzura i święta regułka

6 czerwca 2025 roku. Na Motoarenie w Częstochowie odbywa się mecz Krono-Plast Włókniarza z Betard Spartą Wrocław. Widowisko pełne jest upadków, czerwonych i żółtej kartki, a tor bardziej przypomina kartoflisko z wąskim paskiem nadającym się do jazdy, przy bandzie niż żużlowy owal. W powietrzu unosi się nie tylko błoto, motocykle i zawodnicy ale także niedowierzanie… i jedno niewinne pytanie wypowiedziane na wizji przez Marcina Musiała:

„Nie wiem, czy takiego speedwaya chcemy.”

No i się zaczęło.


Jedna myśl – i jeden zawieszony dziennikarz

Dziennikarz Eleven Sports, znany z błyskotliwego stylu komentowania, błyskawicznie znika z anteny. Nie ma go w kolejnym tygodniu, nie ma go w magazynach, a zapowiadany materiał wideo o fatalnym stanie toru nigdy nie ujrzał światła dziennego. Zamiast niego, pojawia się… hasztag #GdzieJestMusiał i lawina memów, spekulacji i teorii spiskowych.

Jak donosi nieoficjalnie redakcja WP SportoweFakty, Musiał został zawieszony w obowiązkach służbowych – czyli, jak na dzisiejsze czasy przystało, tymczasowo anulowany. Powód? Cóż, oficjalnie nikt nie chce komentować, ale nieoficjalnie – za odwagę powiedzenia głośno tego, czego widzowie doświadczali przez ponad dwie godziny transmisji.


Tor nieregulaminowy, ale transmisja jak z Korei Północnej

W całym tym zamieszaniu jest jedno słowo klucz: regulamin. Ten, którego najwyraźniej nie przeczytali ani komentatorzy, ani realizatorzy, ani nawet delegaci obecni na stadionie.

Zajrzyjmy więc wspólnie do dokumentu, który powinien być żużlową biblią:

Regulamin Torów dla Zawodów Motocyklowych na Żużlu – Załącznik A, Część I, Punkt 7:

„Tor musi być tak przygotowany do zawodów, a następnie utrzymywany przed i w trakcie zawodów w taki sposób, aby jego nawierzchnia zapewniała podczas wszystkich biegów meczu płynną jazdę i możliwość wyprzedzania na całej długości i szerokości toru.”

A co mieliśmy? Festiwal upadków, karamboli, powtarzanych biegów i desperackich prób uniknięcia jazdy przy bandzie, gdzie – jak z rozbrajającą szczerością przyznał Leszek Demski – tak doświadczeni zawodnicy nie powinni! jeździć tam gdy „jest przecież 20 centymetrów luźnej nawierzchni”, czyli błota. BŁOTA!

„Zawodnicy nie powinni jeździć przy bandzie” – rzuca Demski z uśmiechem na ustach, i udziela wskazówek, iż kierowcy w zimie jak jest lód to też jeżdżą po ulicach swoimi samochodami bardziej ostrożnie! Cóż za nonsens!

Widz więc ma się cieszyć, że zawodnicy nie połamią kręgosłupa… o ile będą grzecznie trzymali się wewnętrznej części toru. Regulamin? Bezpieczeństwo? Kogo to obchodzi, skoro transmisja trwa, punkty się zgadzają, a SHOW MUST GO ON!


Freedom of speech, but only when it’s corporate-friendly

Można powiedzieć: „No dobrze, ale Musiał tylko zadał pytanie. Czyżby to była cenzura?” A jakże. Przecież zgodnie z klasycznym podręcznikiem nowoczesnej propagandy: wolność słowa jest dopuszczalna, dopóki nikt z niej nie korzysta.

W tym wypadku Marcin Musiał popełnił zbrodnię niewybaczalną – zasiał wątpliwość. A przecież to właśnie wątpliwość, nie błoto na torze, jest dziś największym wrogiem widowiska. Ktoś mógłby pomyśleć, że może rzeczywiście było niebezpiecznie. Że może zawodnicy byli zmuszani do jazdy na nieregulaminowym torze. Że może czasem warto coś skrytykować. A przecież w PGE Ekstralidze takie rzeczy się nie dzieją! Bo to przecież najlepsza liga żużlowa świata!


Speedway, ale w wersji „grzecznej” – bez błędów, bez emocji, bez pytań

Zawieszenie Marcina Musiała to nie pierwszy przypadek, kiedy dziennikarz zostaje wymazany za bycie niewygodnym. Wcześniej oberwało się m.in. Michałowi Łopacińskiemu za śmianie się z traktorów w Grudziądzu (kto by pomyślał, że ciągniki mogą mieć własną grupę lobbingową?), a także Maciejowi Markowskiemu za… aktywność w social mediach.

Czego to uczy młodych komentatorów? Że najlepiej mówić bezpiecznie: „Bardzo ciekawy mecz, ciekawe warunki, każdy może mieć swoje zdanie, ale my oczywiście nic nie sugerujemy.”.

Albo jeszcze lepiej – nic nie mówić. W końcu milczenie jest złotem. Zwłaszcza wtedy, gdy błoto przy bandzie jest głębokości łokcia.


Quo vadis, speedwayu?

Gdy zawodnicy upadają, a dziennikarze są uciszani, pojawia się pytanie – kto tak naprawdę rządzi żużlem? Czy kibice, którzy chcą rzetelnych transmisji? Czy dziennikarze, którzy mają jeszcze odwagę mówić to, co widzą? A może… PR-owcy i zarządzający ligą, dla których każda krytyka to zamach na świetnie prosperujący interes?

Jedno jest pewne: współczesny speedway w polskim wydaniu nie lubi niewygodnych pytań.

A do Marcina Musiała można dziś zacytować klasyka z czasów, gdy „jedyne słuszne słowa” były drukowane na papierze gazetowym:

„Marcin, nie jesteś sam!”


I na koniec – mała refleksja

Jeśli Musiał wróci na antenę – będzie to zwycięstwo zdrowego rozsądku. Jeśli nie – zostanie nam tylko milcząca zgoda na to, co się właśnie wydarzyło. Bo dziś może zawiesili dziennikarza. A jutro zawieszą… prawdę.

„Nie wiem, czy takiego speedwaya chcemy.”

A może właśnie taki mamy mieć?