Hit 11. kolejki PGE Ekstraligi pomiędzy Fogo Unią Leszno a Betard Spartą Wrocław dostarczył wszystkiego, czego kibice oczekują od meczu dwóch wielkich klubów. Na torze trwała zacięta walka praktycznie do ostatnich metrów piętnastego biegu, na trybunach od początku panowała niezwykle gorąca atmosfera, a po zakończeniu zawodów emocje wcale nie opadły. Wręcz przeciwnie – przeniosły się z toru pod sektor najzagorzalszych kibiców gospodarzy.

Sportowo lepsza okazała się Betard Sparta Wrocław, która wygrała 46:44, zdobywając także punkt bonusowy za lepszy bilans dwumeczu. Wrocławianie wywieźli z Leszna trzy niezwykle cenne punkty do ligowej tabeli, umacniając się na pozycji lidera PGE Ekstraligi i wykonując ogromny krok w kierunku zwycięstwa w rundzie zasadniczej.

Jednak jeszcze długo po ostatnim biegu mówiło się nie tylko o kapitalnej jeździe Brady’ego Kurtza czy znakomitej postawie Macieja Janowskiego i Artioma Łaguty. Równie głośno komentowano wydarzenia rozgrywające się na trybunach i bezpośrednio po zakończeniu spotkania.

Atmosfera zaczęła się już podczas prezentacji

Rywalizacja Sparty z Unią od lat należy do najbardziej prestiżowych pojedynków w polskim żużlu. Nic więc dziwnego, że komplet blisko 16 tysięcy kibiców od pierwszych minut stworzył niezwykle głośną atmosferę.

Jak później przyznał Maciej Janowski, już podczas prezentacji zawodnicy Sparty usłyszeli przyśpiewki, które wykraczały daleko poza sportową rywalizację.

Kapitan wrocławskiego zespołu po zakończeniu spotkania nie ukrywał, że właśnie one miały wpływ na jego zachowanie po ostatnim wyścigu.

— Może to było niepotrzebne, ale te emocje rosły w nas wszystkich od początku. Od prezentacji śpiewano w naszym kierunku, żeby połamać nasze kości. Dużo nieprzyjemnych rzeczy. Wiadomo, że jako zawodnicy powinniśmy być na to odporni i byliśmy. Na końcu postanowiłem podgrzać atmosferę. Może faktycznie niepotrzebnie, ale to było silniejsze ode mnie.

Emocje rosły wraz z kolejnymi wyścigami

Na torze niemal każdy bieg dostarczał emocji. Przewaga żadnej z drużyn nie przekroczyła czterech punktów, dlatego trenerzy nie mogli korzystać z rezerwy taktycznej.

Sparta objęła prowadzenie dopiero po szóstym wyścigu i nie oddała go już do końca zawodów, choć gospodarze do samego finiszu utrzymywali kontakt punktowy.

Przed piętnastym biegiem wynik 43:41 pozostawiał otwartą sprawę zwycięstwa. Ostatecznie kapitalny start Brady’ego Kurtza i świetna jazda na dystansie przez cztery okrążenia, przesądziła o triumfie gości 46:44.

Janowski świętował pod sektorem gospodarzy

Po ostatnim biegu emocje eksplodowały.

Maciej Janowski podjechał motocyklem pod sektor najbardziej zagorzałych kibiców Unii Leszno. Tam rozpoczął świętowanie zwycięstwa.

Reakcja trybun była natychmiastowa. W kierunku zawodnika poleciały liczne plastikowe butelki. Kapitan Sparty nie przerwał jednak celebracji. W pewnym momencie podniósł jedną z butelek, i udał że napił się z niej wody, a następnie odjechał, wykonując efektowną jazdę na jednym kole.

Po zawodach wyjaśnił motywy swojego zachowania.

— Jestem przyzwyczajony do tego… w Lesznie. Słyszeliśmy bardzo blisko trybunę gospodarzy. Chciałem im podziękować. Czy żałuję? Raczej kibice powinni żałować tych przyśpiewek, w których życzą zawodnikom gości połamania kości. To niepotrzebne. Obserwowałem najgłośniejszą trybunę gospodarzy i zauważyłem tam mnóstwo dzieciaków. Gdzie są ich rodzice? Źle się tego słuchało. Wiadomo, że kibice obu klubów walczą między sobą, ale zawodnicy przyjeżdżają robić „show”. Nie mogę zrozumieć życzenia komuś kontuzji czy jakiejś krzywdy. Udzieliło mi się to mocno i tyle.

Szef polskich sędziów w niedzielnym magazynie PGE Ekstraligi, stwierdził, że zachowanie Macieja Janowskiego mogło zostać ukarane nawet pokazaniem mu czerwonej kartki, gdyż w momencie zaistniałej sytuacji zawody formalnie nie zostały zakończone. Po biegu zawodnik Sparty nie zjechał do parku maszyn:

– Jeżeli chodzi o kibiców, to nie podlega to mojej ocenie. Od tego jest Komisja Orzekająca Ligi. Na pewno zostaną z tego wyciągnięte jakieś konsekwencje. Jeżeli natomiast chodzi o zawodnika, to oczywiście taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. To, że doszło do niej po 15. biegu, nie ma tutaj żadnego znaczenia. Zawody wciąż trwały, a zawodnik nie zjechał jeszcze do parku maszyn. W tej sytuacji konsekwencje powinien wyciągnąć sędzia. To należy do jego oceny. Nie mieliśmy pełnego materiału pokazującego, co dokładnie się wydarzyło. Jednak za takie zachowanie co najmniej żółta, a nawet czerwona kartka jest możliwa. Chodzi o prowokowanie publiczności. To jest niesportowe zachowanie.

Nerwy już podczas zawodów

Dla Janowskiego spotkanie rozpoczęło się zresztą pechowo.

Już w trzecim biegu kapitan Sparty został wykluczony za dotknięcie taśmy. Wiele osób zastanawiało się, czy wcześniejszy ruch Piotra Pawlickiego nie sprowokował tej sytuacji.

Sam zawodnik nie miał jednak pretensji do rywala.

— Nie wydaje mi się, żeby Piotrek zrobił to celowo. To były ogromne emocje. Wiedziałem, że mam wokół siebie mocnych rywali i muszę dobrze wystartować, ale ta ręka nie słuchała tak, jak powinna.

Mimo tego incydentu Janowski zakończył zawody z dorobkiem 11 punktów i bonusu, będąc jednym z liderów zwycięskiej drużyny.

Łaguta również znalazł się w centrum wydarzeń

Przez całe spotkanie jednym z najbardziej obrażanych zawodników był Artiom Łaguta.

Rosjanin posiadający polskie obywatelstwo wielokrotnie słyszał z trybun obraźliwe okrzyki pod swoim adresem. Z trybun często było słychać wyzwisko „ruska k…”.

Po zakończeniu zawodów postanowił odpowiedzieć kibicom gospodarzy.

Podczas wspólnego świętowania z fanami Sparty przejął megafon i zaintonował przyśpiewkę:

— Unia Leszno…

Hasło natychmiast podchwycili sympatycy wrocławskiego zespołu. Kontynuując „… to nie jest polski klub”.

Łaguta nie zamierzał przejmować się wyzwiskami

Po meczu mistrz świata z 2021 roku odniósł się również do obraźliwych okrzyków kierowanych pod jego adresem przez większą część zawodów.

Krótko podsumował całe zajście.

— Ja o nich nie myślę. Bo oni są na dole, a ja na górze. (…) Co będę się przejmował, co oni tam gadają.

Lider coraz bliżej play-offów

Choć wydarzenia pozasportowe zdominowały wiele pomeczowych dyskusji, nie zmienia to faktu, że na torze kibice obejrzeli jedno z najlepszych spotkań obecnego sezonu.

Sparta wygrała 46:44, zdobyła także bonus za dwumecz i dopisała do ligowej tabeli trzy punkty.

Wrocławianie pozostali liderem PGE Ekstraligi i są już bardzo blisko zapewnienia sobie pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej. Dla Unii porażka oznacza natomiast, że walka o miejsce w fazie play-off pozostaje całkowicie otwarta.

Piątkowy wieczór w Lesznie pokazał jednak również drugie oblicze wielkich derbów polskiego żużla. Kapitalne ściganie przeplatało się z ogromnymi emocjami na trybunach, a granica między sportową rywalizacją i kibicowską pasją chwilami została wyraźnie przekroczona. Dlatego o meczu przy ulicy Strzeleckiej mówi się nie tylko ze względu na znakomity poziom sportowy, ale również z powodu wydarzeń, które rozegrały się przed pierwszym biegiem, w jego trakcie i długo po zakończeniu rywalizacji na torze.