Michał Szmaj bardzo ciekawie opowiadał o początkach swojej kariery w speedrowerze. Zdradził też dlaczego nie został żużlowcem oraz wspomniał o tym jak poznał Adriana Kocura i dlaczego współpracują ze sobą w Szarży.

Zapraszamy na drugą cześć rozmowy z Michałem.

Nw: Czy bycie w samym „centrum zamieszania” – mimo wielu trudności sprawia tobie satysfakcję z tego co robisz dla klubu?
MS: Jest to ogromna satysfakcja, radość, że to co robimy ma sens. Gdy słyszmy ”fajnie to robicie”, „dobra robota” to nie da się przestać i spocząć na laurach. Po każdym sukcesie organizacyjnym, satysfakcja jest duża, bo wiemy, że idziemy w dobrą stronę.

Nw: Speedrower po latach powraca do Wrocławia. Czy tylko ty i Adrian staracie się, by tor na Sępolnie tętnił życiem, czy czujecie wsparcie i zaangażowanie innych osób?
MS: Bez wątpienia to Adrian gra pierwsze skrzypce , ja w każdej wolnej chwili służę mu pomocą, a co do innych… to każdy kto jest w klubie, sam wie jak się angażuje i pomaga w prowadzeniu klubu oraz organizacje poszczególnych zawodów. Niech to będzie odpowiedzią na powyższe pytanie.

Nw: Czy instytucje miejskie wspierają działania Szarży w powrocie speedrowera do Wrocławia?
MS: Na początku września odbyło się spotkanie w Urzędzie Miasta i może nie wyszliśmy po tym spotkaniu z walizka pieniędzy, ale wyczuliśmy chęć pomocy, a to już bardzo dużo. Liczymy, że w przyszłym roku, gdy ruszymy w rozgrywkach ogólnopolskich, miasto zaangażuje się w speedrower i mieszkańcy Wrocławia usłyszą o nas :-).

Nw: Na treningach Szarży były już różne telewizje (TVN Turbo i TVP Wrocław). Z Memoriału Jakuba Kroczaka była przeprowadzona bezpośrednia internetowa transmisja. Macie wsparcie mediów elektronicznych (w tym Na wirażu – nieskromnie przyznam). Co sądzisz o wsparciu speedrowera przez media? Czy myślałeś, że pisanie i mówienie o wrocławskim speedrowerze będzie aż na taką skalę?
MS: Z jednej strony jestem zaskoczony takim rozgłosem, a z drugiej speedrower to tak emocjonująca dyscyplina sportu, że warto ją promować i pokazywać, więc nic dziwnego, że media „huczą”. Dziękuję w tym miejscu, portalowi „Na wirażu” za zaangażowanie i promowanie tego pięknego i dynamicznego sportu, oraz prosimy o więcej.

Nw: Jak oceniasz mijający rok (a w zasadzie pół roku) pod kątem funkcjonowania Szarży? Na pewno został wykonany ogrom pracy. Czy sukcesy najmłodszych wychowanków Szarży – Tomka Górala i Antka Szymańskiego w IPP i IMP oraz liczne turnieje organizowane dla najmłodszych wpłynęły na popularyzację speedrowera wśród wrocławskich dzieci?
MS: Myślę, że mijający sezon, przerósł nasze oczekiwania, pod względem osób chętnych do trenowania speedrowera, z czego oczywiście bardzo się cieszymy. Reaktywacja speedrowera we Wrocławiu rozpoczęła się w kwietniu, czyli w czasach pierwszej fali epidemii, a już w lipcu na treningu najmłodszych, było 30 dzieciaków. To pokazuje wielkie zainteresowanie ze strony dzieci, ale i również rodziców. Efektem tak krótkiego funkcjonowania klubu i stawiania na dzieci, jest złoty medal Indywidualnych Mistrzostw Polski żaków Tomasza Górala, jak i bardzo dobre występy w Pucharze Polski  wyżej wymienionego Tomka jak i Antoniego Szymańskiego (chłopaki zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce w cyklu trzech turniejów w ramach IPP).

Nw: Ostatnio w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o powstaniu Akademii Speedrowera przy Szarży Wrocław. Kto był pomysłodawcą tego przedsięwzięcia i czy uważasz, że to jest ten czas by powstała akademia szkoląca dzieci we Wrocławiu?
MS: Pomysłodawcą Akademii Speedrowera jest nie kto inny, jak prezes Adrian Kocur. Uważam, że mimo krótkiego funkcjonowania klubu, taka akademia ma sens i przyniesie w przyszłości wymierne korzyści. Być może, w tej grupie młodych chłopców jak i dziewcząt rośnie przyszły mistrz świata, czego sobie i naszym żakom, z całego serca życzę.

Nw: We wrześniu został zorganizowany Memoriał Jakuba Kroczaka. Wznowienie tego turnieju było nie lada wysiłkiem organizacyjnym i sportowym. Jak ty – jako jeden z głównych organizatorów postrzegasz tę imprezę?
MS: Myślę, że wielkim sukcesem było samo to, że ten turniej się odbył po kilkunastu latach przerwy… W tym miejscu, serdeczne podziękowania dla Pawła Rańdy z wrocławskiego Aquaparku, Marka Mutora z Centrum Historii Zajezdnia, oraz dla wszystkich innych, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się aby ten turniej się odbył. Nie odbyło się bez paru niedociągnięć, ale ogólnie myślę, że samo pojawienie się na naszym torze topowych zawodników z Polski, świadczy o tym, że musimy uznać turniej za duży sukces. W tym miejscu, chciałbym zaprosić wszystkich kibiców, na kolejną edycję memoriału w przyszłym roku.

Nw: Zmarły przedwcześnie Jakub Kroczak był zawodnikiem Sparty. Czy podczas swojej kariery miałeś okazję do wspólnych startów z Kubą? Jakim był kolegą, rywalem na torze?
MS: Tak, miałem okazje do wspólnych startów z Kubą w drużynie, podczas, gdy ja zaczynałem swoją przygodę ze speedrowerem, to razem z Kubą oraz Witoldem Strzelcem tworzyliśmy skład juniorskiej drużyny z Wrocławia. Kuba był bardzo pracowitym, ambitnym zawodnikiem. Myślę, że gdyby nie odszedł tak szybko i nagle, to osiągnąłby bardzo dużo w tym sporcie, bo było widać ze czuje to, i jest zaangażowany w 100 %. Opowiem może taką ciekawostkę… Pojechaliśmy na finał Mistrzostw Polski Par Klubowych do Bydgoszczy i mimo ze zajęliśmy tam 5 miejsce, to wracaliśmy z dwoma pucharami… Kuba otrzymał nagrodę za najbardziej widowiskowo jeżdżącego zawodnika, a Witek dla najmłodszego… Odważę się nawet powiedzieć, że po śmierci Kuby klub zjeżdżał po równi pochyłej, aż do upadku, co może świadczyć o tym, jak Kuba był ważnym zawodnikiem, mimo młodego wieku, dla ówczesnej Sparty Wrocław.

Na zdjęciu Michał Szmaj i Jakub Kroczak

Nw: Oprócz działania na rzecz klubu, również aktywnie włączyłeś się w ściganie na torze na rowerze. Jak czujesz się ścigając się nie tylko ze swoimi dawnymi kolegami?
MS: Z tym ściganiem się, to też taka śmieszna sytuacja… Gdy przyjechałem na pierwszy trening, to mówiłem głośno, że to już nie dla mnie, że mam swoje lata i bardziej będę chciał się skupić na pomocy w działalności klubu, niż na jeździe… Ale „niestety”, gdy z powodu braku chętnych do pierwszego Grand Prix, postanowiłem wystartować, to zmieniłem zdanie i załapałem bakcyla na nowo. W tym miejscu ogromne podziękowania, dla kolegi z drużyny Marka Mutora, za użyczenia mi roweru. Jazda na nowo zaczęła mi sprawiać radość, i już nie mogę doczekać się kolejnego treningu, nie mówiąc już o nowym sezonie. Ogromną satysfakcję sprawiają mi występy z nowymi zawodnikami, jak i kolegami, z którymi ponad 15 lat temu zakończyliśmy speedrowerową przygodę… Pozdrowienia dla Witka Strzelca i Piotra Spławskiego… Do zobaczenia pod taśmą.

Nw: Niedawno po jednej z rund GP Wrocławia stwierdziłeś, że nie sądziłeś, że po takiej przerwie będziesz miał nie tylko frajdę z jazdy ale i również tak dobre wyniki. Przypomnijmy, że w tegorocznym cyklu Grand Prix zająłeś trzecie miejsce, uzyskując tyle samo punktów o drugi Franek Lignowski. Czy planujesz również starty na rowerze w przyszłym sezonie?
MS: Poszczególne rudny Grand Prix traktowałem jak dobra zabawę, ale im dalej w las, a wyniki nie były najgorsze, to chęć „zwycięstwa” była co raz większa… Tym sposobem jestem na pudle, a jak wiadomo dobre wyniki mobilizują do dalszej pracy , wiec jestem pewny, że za rok również wystartuję w kolejnych turniejach z tego cyklu, ale i nie tylko… Ale o tym, może innym razem :-).

Nw: W drużynowych Mistrzostwach Wrocławia w barwach „Na wirażu” startując wspólnie z Mateuszem Ślęzakiem, Pawłem Szkudlarkiem i Witoldem Strzelcem zdobyliście ten tytuł. Co takiemu zawodnikowi jak ty dają wspólne starty z obecnymi „czynnymi” ligowcami? Mam tu na myśli Mateusza, Pawła, ale też i Marcina Szymańskiego czy Piotra Jamroszczyka.
MS: Drużynowe Mistrzostwo Wrocławia… Czyż to nie brzmi fantastycznie, tym bardziej dla kogoś kto skończył 40 lat, systematyczne starty w zawodach miał 20 lat temu, i daleko mu do idealnej formy… Na samą myśl o tym turnieju się uśmiecham. Wracając do pytania, to jazda z Mateuszem Ślęzakiem w parze, była czymś wyjątkowym, czułem się „zaopiekowany” i „bezpieczny”, więc jazda z tak doświadczonym zawodnikiem, to czysta przyjemność. Co do pozostałych czynnych zawodników, to bardzo pouczające jest, obserwowanie ich na torze jak i w parkingu, może trudno w to uwierzyć ale od samego patrzenia, tez można się czegoś nauczyć. Mając w drużynie takich Mistrzów, to tylko powód do większej mobilizacji, i jeszcze większego zaangażowania.

Nw: Jakie cele sportowe i nie tylko te sportowe stawiasz sobie na przyszły sezon?
MS: Z tych sportowych, to jednym z celów, jest poprawa miejsca w klasyfikacji Grand Prix Wrocławia, obrona Drużynowego Mistrzostwa Wrocławia, start w Mistrzostwach Polski Weteranów oraz… Mistrzostwa Świata Weteranów. Jeśli chodzi o plany poza sportowe, to niech będzie tak jak dotychczas, a będę szczęśliwy i spełniony.

Nw: I na koniec czego sobie życzy Michał Szmaj?
MS: W tym trudnym czasie, życzę sobie, jak i innym zdrowia, a poza tym sukcesów w przyszłym roku z Szarżą Wrocław. Trzymajcie kciuki za nas a my odwdzięczymy się dobrymi wynikami oraz pasjonującymi widowiskami na naszym torze na ul. Krajewskiego. Do zobaczenia na torze.
Na koniec, chciałbym podziękować za wsparcie w mijającym sezonie, wszystkim bliskim, którzy trzymali kciuki i mocno mi kibicowali. A w szczególności mojej dziewczynie Agacie, która nie raz marzła, patrząc jak banda facetów ściga się w kółko 🙂 :-).

Dziękuję bardzo za rozmowę i trzymamy kciuki za przedsięwzięcie pod nazwą Szarża Wrocław.

07.06.2020 Michał Szmaj udziela wywiadu telewizji TVN Turbo