Speedrower po wielu latach przerwy wraca do Wrocławia. Mimo trudnych czasów, w jakich żyjemy nie brakuje osób, które poświęcają swój czas (i nie tylko czas) rozwijając swoje pasje, realizując marzenia z młodzieńczych lat. Jedną z takich osób jest Michał Szmaj. Wspólnie z Adrianem Kocurem reaktywowali speedrower we Wrocławiu. Powstała nowa drużyna Szarża Wrocław, która w sezonie 2021 wystartuje w rozgrywkach o drużynowe mistrzostwo Polski. Jak to, co od wiosny tego roku działo się na wrocławskim Sępolnie, ocenia Michał Szmaj? Zapraszamy do lektury.

Na wirażu: Jesteś chłopakiem z wrocławskich Krzyków. Wielu młodych ludzi z tej części miasta marzyło raczej o karierze piłkarskiej. Jak to się stało, że młody Michał wsiadł na rower i zaczął trenować? I kiedy to się wszystko zaczęło?
Michał Szmaj: Może Cię zaskoczę, ale ja nigdy nie chciałem zostać piłkarzem (powiem więcej, do dziś nie byłem na żadnym meczu piłkarskim) za to na rowerze spędzałem każdą wolną chwilę, i podczas takiej jednej z przejażdżek do Parku Południowego, jak dobrze pamiętam był to lipiec bądź sierpień 1997r. zauważyłem chłopaka, ubranego w strój przypominający ówczesne kewlary żużlowe, jeżdżącego na „torze” na którym łukami były drzewa… Tym chłopakiem okazał się Marcin Szymański. Zauważył, że go obserwuję, podjechał i zapytał, czy wiem co to speedrower i czy nie chciałbym spróbować. Tak przez całkowity przypadek zaczęła się moja przygoda ze speedrowerem.

Nw: Spotkanie z Marcinem zaowocowało tym, że zacząłeś treningi w Sparcie. Jakim człowiekiem był nastoletni Martinez? Czy wspierał ciebie w początkach twojej kariery i udzielał cennych wskazówek?
MS: Z całą pewnością, to dzięki Martinezowi zacząłem trenować i bawić się w speedrower. Marcina z lat młodzieńczych, pamiętam jako bardzo gościnnego i otwartego chłopaka. Do dziś jako ciekawostkę opowiadam, że po tym spotkaniu w parku południowym, zaprosił mnie do siebie do domu, pokazał albumu ze zdjęciami z zawodów w których startował i oczywiście zaprowadził mnie do piwnicy, która dla Martineza do dziś jest miejscem szczególnym.

Nw: Kiedy byłeś nastolatkiem, wówczas po wielu chudych latach, o Sparcie zaczęło być głośno w żużlowej Polsce. Wrocławianie zdobyli 3 złota z rzędu. W drużynie jeździli znani zawodnicy. Czy nie chciałeś spróbować swoich sił na motocyklu żużlowym?
MS: Na żużel chodzę od 1992 roku i chyba naturalne było, że chciałem spróbować, ale jak to w większości przypadków bywa z przyszłymi żużlowcami, na przeszkodzie do wielkiej kariery stanęła mama :-).

Nw: Przez ile sezonów byłeś zawodnikiem Sparty? Czy byłeś w drużynie która zdobyła jedyny medal, brązowy, w DMP?
Niestety nie było mi dane posmakować tego sukcesu. Zadebiutowałem w 1998 roku na torze w Świętochłowicach, a zakończyłem starty, o ile mnie pamięć  nie myli, w 2000 roku na kończących sezon zawodach o Drużynowy Puchar Polski w Częstochowie. Po kilku latach przerwy, wróciłem jeszcze w 2004 roku na parę meczów, ale tylko i wyłącznie w charakterze „plastronu”, gdyż ówczesna drużyna borykała się z problemami kadrowymi i aby nie oddawać meczów walkowerem, jeździłem i pomagałem na ile mogłem.

Rok 2000. Wrocław. Na torze „A” Michał Szmaj

Nw: Czy pamiętasz swój pierwszy rower na którym wystartowałeś w zawodach? I jakie miałeś oba przełożenia?
MS: Tak pamiętam… To był klasyczny rower Wigry 3 , specjalnie wzmacniany „gaz rurką” wzdłuż ramy, co miało zapobiegać wyginaniu się ramy, co było niestety na porządku dziennym. Przełożenie z tyłu, to była zębatka 20 a na przodzie 46.

Nw: W którym roku zakończyłeś starty i dlaczego to się stało tak wcześnie?
MS: Tak jak wspomniałem wcześniej , zakończyłem starty podczas zawodów w 2000 roku, a powodem takiego stanu rzeczy, była kontuzja odniesiona na owych zawodach (zerwane powięzi mięśnia dwugłowego uda-2 krotna operacja, i gdy już wszystko się pogoiło, doszły problemy kardiologiczne ). Tym sposobem, plany o kontynuowaniu speedrowerowej przygody jako czynny zawodnik, trzeba było porzucić…

Nw:  To może powiesz coś o swoich największych sukcesach na speedrowerowych torach?
MS: Hahaha sukcesy? W czasach gdy ja startowałem, było tylu dobrych zawodników, że jakimś dziwnym trafem, zawsze dla mnie brakowało tego miejsca na podium :-).

Nw: Powiedz jak to było – być menadżerem drużyny w czasach kiedy Sparta startowała w drugiej lidze. Jakie były wówczas twoje obowiązki? Co skłoniło cię do tego, że postanowiłeś w takiej roli wspierać swoich kolegów?
MS: Do tej roli, to namówili mnie koledzy z drużyny. Głównym orędownikiem mianowania mnie na takie stanowisko, był Maciej Ganczarek. Skoro nie startowałem a i tak byłem na każdym meczu, to wspólnie postanowiliśmy, że będę takim dobrym duchem zespołu i pomagał chłopakom w parkingu. Przygoda z menadżerką trwała, o ile dobrze pamiętam, jeden sezon, i był to o tyle udany sezon, że udało nam się awansować z ówczesnej 2 ligi do 1 ligi (obecna super liga).

Nw: Przez długie lata nic nie działo się na wrocławskim Sępolnie. Czasem Marcin Szymański był przeganiany z toru przez okolicznych mieszkańców. Przychodzi wiosna 2020 r, wokół szaleje koronawirus. Co sprawia, że Michał Szmaj pojawia się na Krajewskiego 1 we Wrocławiu?
MS: Jest kwiecień 2020 roku, dostaję sms-a od Marcina Szymańskiego „będzie speedrower we Wrocławiu” i po takim sms-ie nie mogło mnie zabraknąć w tworzeniu na nowo tego, co 20 lat temu przestało istnieć.

Nw: Czy wcześniej znałeś się z Adrianem?
MS: Adriana nie znalem wcześniej, poznałem go na pierwszym spotkaniu na torze na wiosnę tego roku, i od razu wiedziałem ze ma pomysł, zapał i dużo dobrych chęci aby ruszyć „z kopyta”. Pozwolono mi doczepić się do tego składu, i tak oto mówiąc te słowa, jestem po całym bardzo udanym sezonie, co pokazuje że warto iść tą drogą. W tym miejscu, chciałbym podziękować Adrianowi za to co robi dla klubu, bo są to rzeczy jak na obecne realia nieocenione.

Nw: W twoim podejściu do speedrowera we Wrocławiu i w ogóle reaktywowaniu tej dyscypliny we Wrocławiu widać ogromne zaangażowanie. Czy prace na rzecz nowego klubu nie odbijają się na rodzinie?
MS: Dziękuję , jeśli tak to jest odbierane. Wszystko jest kwestią dobrego zorganizowania, a z tym u mnie nie ma problemu, więc i wilk syty i owca cała :-).

Nw: Jesteś bardzo zaangażowany w Szarżę. Zazwyczaj to Adrian jest osobą, która „jest medialna”. Jednak twoja praca dla klubu, poświęcany mu czas jest nieoceniony. Czy odpowiada tobie taka rola, że jesteś niejako w cieniu Adriana, ale równocześnie jesteś bardzo ważną osobą w funkcjonowaniu klubu?
MS: Nie mam z tym żadnego problemu. Adrian jest prekursorem tego przedsięwzięcia, wiec to on bryluje w mediach a ja ”z tylnego siedzenia, na ile mogę to służę pomocą i radą”. Myślę że się dobrze uzupełniamy i każdemu z nas odpowiada rola jaką ma przypisaną w klubie.

Nw: Czy wspólnie z Adrianem ustalacie strategię i wizję klubu na przyszłe lata, a co się z tym wiąże wspólnie ustalacie, którzy zawodnicy będą „pasowali” do budowanej (co jest oczywiste) od podstaw drużyny, która wystartuje w nowym sezonie CS Superligi?
MS: Tak, wszystkie plany dotyczące nowego sezonu ustalamy wspólnie, tzn. Adrian pierwszy podsuwa pomysł i pyta co o tym myślę. Tak jest, w przypadku składu na przyszły rok, czy z organizacją zawodów. Tak samo, gdy ja mam jakąś koncepcję, to pierwszą osobą której o tym mówię, jest Adrian.

Nw: Znamy już część zawodników, którzy wystartują w przyszłym sezonie w barwach Szarży. Na facebookowej stronie Szarży ogłoszono już trzech zawodników, którzy będą zdobywać punkty dla Wrocławia. Wszyscy czekamy na oficjalne ogłoszenie oczywistej kandydatury – jaką jest postać Mateusza Ślęzaka. Czy ty jako osoba z zarządu klubu zdradzisz jakieś kolejne nazwiska – bądź chociaż jedno – zawodników, którzy zasilą Szarżę w przyszłym sezonie?
MS: Niestety, zawiodę może czytelników, ale niestety nie mogę nic zdradzić. Zachęcam wszystkich do obserwowania profilu Szarży Wrocław na Facebooku, tam na bieżąco informujemy o zawodnikach którzy w przyszłym roku będą jeździć z Ratelem na piersiach :-). Cały skład, reprezentujący Wrocław w przyszłorocznych zawodach o Drużynowe Mistrzostwa Polski, będzie znany 28 listopada.

Nw: Czy podejmując się współpracy z Adrianem i pracy na rzecz nowego klubu spodziewałeś się, że będzie to tak trudna praca, wymagająca poświęcenia sporej ilości czasu, i nie tylko czasu?
MS: Nie spodziewałem się, że tak to wszystko się fajnie rozwinie, ale gdy widać efekty pracy, to nawet najcięższa praca przynosi ogromną satysfakcję. Więc nie przestajemy i działamy dalej, na rzecz speedrowera we Wrocławiu.

Rybnik 2000 r. Drużyna Sparty Wrocław. Stoją od lewej: Patryk Tomczyk, Łukasz Nowacki, Damian Wiżeń, Marcin Szymański, Dariusz Wychodil (ówczesny menadżer) Kleczą od lewej: Piotr Splawski, Michał Szmaj, Marcin Wychodil i Witold Strzelec