Temat powrotu Taia Woffindena na tor od wielu tygodni elektryzuje całe żużlowe środowisko. Trzykrotny indywidualny mistrz świata, który w ubiegłym roku uległ koszmarnemu wypadkowi w Krośnie, stał się bohaterem licznych spekulacji, niedomówień i – jak sam podkreśla – całkowicie nieprawdziwych informacji. Fala medialnych doniesień była na tyle intensywna, że Brytyjczyk postanowił zareagować zdecydowanie i bez żadnych półśrodków. Na łamach brytyjskiego tygodnika Speedway Star Woffinden nie tylko zdementował plotki, ale zrobił to w sposób wyjątkowo emocjonalny i dosadny.
Już kilka dni wcześniej zawodnik dał do zrozumienia w mediach społecznościowych, że nie zgadza się z narracją, jaka zaczęła krążyć wokół jego osoby. W wywiadzie dla Speedway Stara poszedł jednak o krok dalej, ujawniając kulisy całej sytuacji i pokazując, jak realne konsekwencje mogą mieć nieodpowiedzialne publikacje.
– Krąży teraz mnóstwo plotek. Do tego stopnia, że zadzwonił do mnie klub ze Szwecji, odezwał się klub z Polski, a w tym tygodniu kontaktował się nawet mój były polski klub, żeby zapytać, co się ze mną dzieje. Ktoś napisał do mnie z pytaniem: „Czy możemy zrobić wywiad o twoim stanie zdrowia?”. Odpowiedziałem: „Nie ma żadnego problemu zdrowotnego”. Nie wiem, kto to zaczął, ale jest to kompletne pier******* – grzmi Woffinden.
To najmocniejsze zdanie całej rozmowy, które doskonale oddaje skalę frustracji jednego z najbardziej utytułowanych zawodników w historii żużla. Jak podkreśla Brytyjczyk, problemem nie są same pytania, lecz efekt kuli śnieżnej, który uruchomił się w środowisku.
– Najbardziej irytujące jest to, że niektóre media zaczynają mówić o sprawach, o których nie mają pojęcia i nie zdają sobie sprawy, jakie konsekwencje może to mieć dla drugiego człowieka. Odebrałem telefony od niemal wszystkich, z którymi współpracuję – od klubów i sponsorów – bo próbowali się dowiedzieć, co się właściwie dzieje. To dlatego, że ktoś do nich dzwoni i mówi: „Hej, Tai nie będzie jeździł w tym roku w Szwecji, chcecie to skomentować?”. A oni odpowiadają: „Przecież Tai nic nam o tym nie mówił”.
Te słowa pokazują, że medialne spekulacje nie funkcjonują w próżni. Woffinden wprost przyznaje, że ich skutki odczuwają nie tylko on sam, ale również kluby, sponsorzy i całe jego sportowe zaplecze. Dla zawodnika, który podpisał kontrakty i planuje normalny sezon startów, takie informacje są nie tylko irytujące, ale potencjalnie szkodliwe.
Tymczasem fakty są jednoznaczne. Tai Woffinden ma wrócić na tor wiosną, jedenaście miesięcy po dramatycznym wypadku w Krośnie. Obecnie przebywa w Australii, gdzie realizuje plan treningowy i przygotowuje się fizycznie do nowego sezonu. Jak sam podkreśla, nie podpisałby kontraktów w dwóch ligach, gdyby nie był przekonany o swojej gotowości do ścigania.
– Nawet nie muszę mówić o procesie leczenia, bo z moim ciałem jest wszystko w porządku. Było dobrze już wtedy, gdy siedem miesięcy po wypadku wyjeżdżałem z Wielkiej Brytanii do Australii. Mam dobry plan treningowy, bardzo mi się on podoba. Jestem sprawny, zdrowy i podekscytowany nadchodzącym sezonem – zapewnia.
Woffinden odnosi się również do samego wypadku w Krośnie, który z zewnątrz wyglądał dramatycznie i wywołał ogromne poruszenie w środowisku. Jak przyznaje, on sam nie pamięta samego zdarzenia ani kolejnych dni po nim. Dlatego – z jego perspektywy – był to po prostu kolejny upadek w długiej i pełnej kraks karierze.
Brytyjczyk miał pierwotnie wystartować w zawodach upamiętniających jego ojca, Roba Woffindena, jednak impreza nie znalazła się w oficjalnym kalendarzu i wiele wskazuje na to, że nie dojdzie do skutku. To jednak nie zmienia faktu, że głównym celem Taia pozostaje pełnoprawny powrót do rywalizacji ligowej i starty w cyklu FIM Speedway Grand Prix.
Wywiad dla Speedway Stara jest jasnym sygnałem: Tai Woffinden nie zamierza milczeć, gdy wokół jego osoby budowane są nieprawdziwe narracje. Emocjonalna, momentami brutalnie szczera reakcja mistrza świata to także mocny apel o odpowiedzialność w przekazywaniu informacji. Bo – jak sam dał do zrozumienia – w żużlu, podobnie jak w życiu, słowa mają realną wagę.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix






