Licencję żużlową otrzymał w wieku 18 lat, w 1967 roku. Antoni Fojcik, wychowanek ROW-u urodził się 13 stycznia 1949 roku w miejscowości Przegędza. Jest ojcem Marka Fojcika również żużlowca. Na żużlu startował w latach 1968-1981. Przez całą karierę związany był z ROW Rybnik z którym zdobył 7 medali DMP (3 złote- 1968, 1970, 1972, 1 srebrny – 1980, 3 brązowe – 1969, 1971, 1974). Należał do czołowych zawodników swego klubu, a najlepsze średnie ligowe osiągnął w sezonach 1971 – 2,13 i w 1977 – 2,10 na bieg.
W 1972 wystąpił w ćwierćfinale kontynentalnym IMŚ w Gorzowie, gdzie z pozycji rezerwowego zdobył 6 pkt. Wielokrotnie startował w eliminacjach IMP, trzykrotnie docierając do finału (1977 – 17msc; 1978 – 9msc z 6pkt; 1979 – 15msc).
Czterokrotnie wystąpił w finale MIMP (1968 – 14msc 4pkt; 1969 – 7msc 9pkt; 1971 – 7msc 9pkt i 1972 – 7msc 8pkt). Wystąpił w cyklu turniejów o Srebrny Kask zajmując w 1969 roku 4 miejsce i 5 miejsce w 1970. W turniejach o Złoty Kask startował kilkunastokrotnie, ale cały cykl zaliczył w 1977 roku plasując się w nim na 15 miejscu
Klub Olimpijczyka Sokolnia od kilkunastu lat przyznaje Złote Sokoły. To odznaczenie klubowe, które otrzymują osoby osiągające wysokie wyniki sportowe bądź działające na rzecz Klubu. W środę, 18 kwietnia 2018 roku trafiło ono do znakomitego żużlowca Antoniego Fojcika, odnoszącego największe sukcesy w latach 60. i 70. ubiegłego wieku.
Złotego Sokoła wręczył panu Antoniemu Aleksander Larysz, prezes Klubu Olimpijczyka Sokolnia. Uroczystość odbyła się w salce klubowej, chociaż miało być inaczej.
Antoni Fojcik powiedział wówczas:
Moja kariera żużlowca, to już są odległe czasy. Dzisiaj na mieście zdarzy się, że jeszcze ktoś mnie rozpozna, ale są to osoby z roczników pięćdziesiątych. W naszych czasach żużel bardziej przypominał sport. Musieliśmy być bardzo sprawni, tor nie był tak równy jak obecnie, były dziury, kałuże i nikt nie mówił, że nie pojedzie. A proszę mi uwierzyć, że jak się przejechało przez taką kałuże, to przeciwnika nie było widać – stwierdzi laureat Złotego Sokoła.
Jak wtedy mówił, nadal interesuje się żużlem, śledzi wyniki rybnickiej drużyny. Żałuje tylko, że obecnie kibic ma ograniczony dostęp do swojego ulubionego zawodnika. Za jego czasów było inaczej: Każdy mógł przyjść do parkingu i zamienić z zawodnikiem dwa zdania. Dziś przypomina to wszystko trochę legię cudzoziemską. Czasami zawody się nie skończą, a żużlowców już nie ma w parkingu. Nie ma ducha drużyny. To oczywiście tylko moje odczucia. Nie chcę nikogo oceniać, ale mam takie wrażenie, że kiedyś panowała zasada: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dziś tego mi brakuje – przyznaje Antoni Fojcik, który przez kilka lat był również toromistrzem.
Pytany, czy gdyby ponownie miał 15 lat, zdecydowałby się na uprawiania żużla, szybko odpowiada: – Bez jakiekolwiek zastanowienia. Dla mnie była to pasja. Nie jeździłem dla pieniędzy, wtedy ważne były zupełnie inne idee – dodaje na zakończenie jeden z najbardziej utytułowanych rybnickich żużlowców.
Źródło i zdjęcie: publiczny Fb Ringo sportkolekcja, sport.nowiny.pl






