Sezon 2026 zapowiada się jako jeden z najbardziej przełomowych w ostatnich latach polskiego żużla. Zmiany regulaminowe, nowe rozwiązania sprzętowe oraz przetasowania kadrowe sprawiają, że zawodnicy stoją przed koniecznością szybkiej adaptacji. W centrum tych wydarzeń znajduje się Dominik Kubera, jeden z najbardziej utalentowanych polskich żużlowców swojego pokolenia.

Dla 26-letniego zawodnika nadchodzące rozgrywki będą szczególne nie tylko ze względu na regulaminową rewolucję, ale także z powodu zmiany barw klubowych. Po pięciu sezonach spędzonych w Orlen Oil Motorze Lublin, Kubera zdecydował się na transfer do Stelmetu Falubazu Zielona Góra, z którym podpisał kontrakt na lata 2026–2027.

Jak podkreśla sam zawodnik, przygotowania fizyczne pozostaną w dużej mierze niezmienne, jednak w sferze sprzętowej zajdą poważne korekty. To efekt braku pełnej satysfakcji z sezonu 2025.


„Z torem Falubazu mam bardzo fajne wspomnienia”

W rozmowie z „Gazetą Lubuską” Kubera wraca do swoich wcześniejszych doświadczeń z Zieloną Górą i nie ukrywa, że ten tor budzi w nim pozytywne emocje:

– W Zielonej Górze cały stadion zawsze krzyczy. To są dodatkowe emocje, które mnie akurat napędzały do przodu – mówi Dominik Kubera.

Wspomnienia są tym silniejsze, że właśnie tutaj odnosił ważne sukcesy jeszcze jako młody zawodnik, w tym mistrzostwo Polski juniorów. Zielonogórski tor był także miejscem jego pierwszych „kompletów” punktowych.


Kulisy decyzji o odejściu z Lublina

Kubera jasno tłumaczy, że decyzja o zmianie klubu nie była impulsem, lecz efektem dojrzewania do nowego etapu kariery:

– Tak naprawdę urodziło się to dlatego, że chciałem zmienić klub, więc jeżeli dojrzałem do tej decyzji i tak postanowiłem, to zacząłem się rozglądać, co wokół mnie się dzieje. I wtedy spływały do mnie telefony z różnych zakątków Polski. Pojawił się też ten z Zielonej Góry, więc po kilku rozmowach, gdy nadszedł czas na decyzję, podjąłem ją i jestem.

Nie bez znaczenia była również logistyka. Odległość z rodzinnego Leszna do Zielonej Góry to około 100 kilometrów, podczas gdy dojazdy do Lublina oznaczały wielogodzinne podróże:

– Czas na dojazd i powrót zajmuje mi maksymalnie dwie godziny i czterdzieści minut. Lublin, tam i z powrotem, to było minimum około dziewięciu godzin. (…) Od kwietnia do końca września zrobiliśmy 80 tysięcy kilometrów busem.


Presja? „Jakoś jej nie odczuwam”

Transfer do Falubazu naturalnie rodzi oczekiwania, jednak Kubera nie zamierza ulegać presji:

– Ja przyszedłem tutaj, żeby zrobić swoje i pociągnąć wszystko w jak najlepszym kierunku, i tyle. A presja? Jakoś jej nie odczuwam. Pewnie ją odczuję, gdy wsiądę na motocykl i będziemy przed pierwszym meczem.

Zawodnik podkreśla, że kluczowe jest dla niego solidne przygotowanie i poczucie gotowości fizycznej oraz mentalnej.


Lata w cieniu mistrza świata?

W rozmowie pojawia się także temat jazdy w jednej drużynie z Bartoszem Zmarzlikiem. Kubera nie traktuje tego jako ograniczenia:

– Bartek jest najwybitniejszym żużlowcem w historii. Niesamowicie fajnie jest się z nim ścigać i rywalizować. (…) Rywalizowanie z nim jest bardzo trudne, choć ja zawsze to lubiłem.

Zwraca uwagę na niezwykłą kontrolę motocykla przez mistrza świata oraz bezpieczeństwo jazdy w bezpośrednim kontakcie.


Dwa różne zestawy sprzętowe – Ekstraliga i Grand Prix

Jednym z kluczowych wątków wywiadu są zmiany sprzętowe, wynikające z nowych regulaminów:

– Kolejne duże zmiany szykują się pod względem regulaminu, bo tak naprawdę będziemy jeździć na zupełnie innych motocyklach, silnikach i oponach w naszej ekstralidze, a zupełnie inaczej będzie to wyglądać na świecie i w Grand Prix, więc muszę zbudować dwa osobne zestawy.

Kubera nie ukrywa, że poprzedni sezon pozostawił u niego niedosyt:

– W motocyklach zmian trochę będzie, dlatego, że nie byłem w ogóle zadowolony z tego, jak to wyglądało w minionym sezonie. Może nie w ogóle, ale z wielu elementów nie byłem zadowolony.


Perfekcjonista do granic

Zawodnik przyznaje, że techniczna strona żużla fascynuje go na tyle, iż często ingeruje w sprzęt nawet po wygranych wyścigach:

– Rozbieram i zmieniam charakterystykę motoru po wygranym wyścigu, bo nie jestem z niego zadowolony. (…) Lubię w to wchodzić, choć chyba trochę za dużo.


Mistrzostwo świata? Bez presji

Na koniec Kubera jasno określa swoje podejście do ambicji sportowych:

– Nigdy nie stawiałem sobie tego za cel, że muszę tego dokonać. Chcę po prostu z każdych zawodów wyciągać maksimum. (…) Chcę czuć, że dałem z siebie wszystko i nie mogłem już z tego więcej wyciągnąć.


Źródło: wywiad Dominika Kubery dla „Gazety Lubuskiej”