Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=100084823056532)
Nastrój mam cokolwiek wisielczy. Bezradność dołuje. Szczegóły pozostawię dla siebie. Może z wiosną coś się poprawi. Skoro o wiośnie zaś. Pozwoliłem sobie zapoczątkować pewien eksperyment socjologiczny. Potrwa kwartał, a w marcu opowiem co z niego wynikło. Chyba, że nic nie wyniknie, to też powiem.
Na odpowiedź w sprawie finału IMP w Krośnie nadal czekam, ale… . Pojawiło się niedawno info, że oto Canal+ otrzyma odszkodowanie od… PZM (sic!) Podobno to sukces prezesa Sikory, bo nadawca chciał więcej, a skończyło się niżej. To dopiero wolta! Nie rozumiem dlaczego w ogóle PZM ma cokolwiek płacić. Nie. Nie żebym kwestionował roszczenia stacji. Mają rację i podstawy. Co więc boli Sieraka? Ano fakt, że płatnikiem jest federacja. Primo. Sprzedali (oddali?dopłacili?) prawa (część?jaką?) pośrednikowi. Pytań jest kilka. Po co? W jakim zakresie? Kto komu płacił? Dlaczego bez najmniejszej odpowiedzialności za cokolwiek przez Speedway Events? To tak na dobry początek. Kategorycznie żądam wyjaśnień, tym bardziej, że warunków przetargu (konkursu?sprzedaży z wolnej ręki?darowizny?) dotąd nikt nie ujawnił. Ta cisza daje do myślenia. Kto i co ma do ukrycia? Secundo. Już kilka tygodni temu pisałem, że w przypadku potwierdzenia odpowiedzialności związku za nawierzchnię, oczekuję zapłaty odszkodowania przez personalnie wskazanego przedstawiciela PZM, który ten tor spaprał, ze środków własnych. Prywatnych. Mamy oficjalne potwierdzenie, że to federacja zawaliła. Inaczej nie byłoby pertraktacji w kwestii wyłącznie wysokości zadośćuczynienia. Lista „chętnych” do nagrody za niekompetencję bardzo się w tym momencie kurczy. Czyż nie? Nie zgadzam się żeby PZM bulił kasę za radosną twórczość ignoranta. Stosując retorykę niektórych kręgów politycznych – można by te środki przeznaczyć choćby na pomoc byłym gladiatorom, w ramach prowadzonej przez związek Fundacji. Skoro nie sposób usankcjonować wpływów rzeczonej, zaś zasilanie odbywa się na zasadzie „widzi mi się” notabli, to ja teraz ogłaszam się notablem i mam fantazję przeznaczenia oszczędzonej (odzyskanej) kwoty na działalność statutową tejże.
Ostatnio miłościwie nam panujący nie mają dobrej passy. Szczególnie przed wymiarem sprawiedliwości. Ledwie co zakończył się spór z Unibaxem. To pokłosie niemal zapomnianej rejterady torunian z finału e-lipy. Rzecz miała miejsce dekadę temu, ale zważywszy tempo prac naszej Temidy, werdykt zapadł dopiero w tych dniach. Poszło nie o odjęte punkty, nakaz sprzedaży biletów po 1 zł, czy wszystkie jak leci kary finansowe. Poszło o część kar. Lwią część, którą Unibax, nota bene, zobowiązany był wpłacić niezależnie od toczącego się sporu. Bracia Karkosikowie, ówcześni właściciele Firmy i klubu, jedni z najbogatszych Polaków, wówczas jeszcze żyjący w komplecie, ostatecznie po latach dopięli swego. Przed sądem zawarto ugodę, mocą której nieznacznie ponad milion złotych należnych Karkosikom, a wpłaconych federacji (tak zdecydował sąd), PZM przeznaczy w jasno określony mocą ugody sposób na szkolenie. Tłumacząc z polskiego na zrozumiały. Unibax słusznie protestował co do części kar. Wymiar sprawiedliwości to potwierdził. Mieli jednak właściciele Firmy gest i postanowili przeznaczyć wygraną od PZM kwotę dla narybku, na wszelki wypadek (ciekawe z jakich powodów?) jednoznacznie określając w treści porozumienia komu, ile i kiedy ma związek odpalić. Naturalnie ze środków własnych, czy raczej zagarniętych wcześniej bezprawnie Karkosikom. Jakiś czas temu w federacji utworzono nawet rezerwę finansową na ten cel, przewidując zdaje się finał… nie, nie z 2013. Finał tej batalii. Tak czy siak, spór zakończono bez… nazwijmy to „orzeczenia winy”, acz zważywszy uległość związku w kwestii ugody – tej należy się domyślać. Znowu poczytamy o „sukcesie” Sikory i Stępniewskiego? Wszak zarezerwowali półtorej bańki „na poczet”, a wybulą jeno kapkę ponad bańkę i to jak w Pewexie – „eksportem wewnętrznym” na potrzeby najmłodszych. Przy tym nie ze związkowej kasy, a zdobycznej. To rozstrzygnięcie uczy jednakowoż czegoś jeszcze. Oto żeby wygrać ze związkiem trzeba mieć kasę, cierpliwość i stado papug (najlepiej w togach). Nie zawadzi przy tym łapać się w setce najbogatszych Polaków. Przeciętny Kowalski nie ma szans. A szkoda. Taka świadomość domniemanej nietykalności źle wpływa na dygnitarzy. Obrastają w piórka, rośnie zadufanie i przeświadczenie o swej nieomylności, pospołu z bezkarnością w pakiecie. Nie wróży to dobrze. Swoją drogą zaś Stępniewskiemu to chyba kamień z serca spadł. Pamiętacie czym i u kogo zajmował się przed „prezesowaniem”? Ja pamiętam.
Wymachiwania szabelką to jednak nie ukróciło, bo i nie mogło. Vide: decyzje w sprawie licencji dla poszczególnych klubów. Odmowne decyzje, bo o nich tu mowa. Nawymyślali włodarze wymagań, radośnie rozdawali klapsy – uczciwie mówiąc po trosze na życzenie klubów, bo to one dobrowolnie oddały stery, które dzierżyły – w ręce (nie?)kompetentnych władz. Zrezygnowali prezesi z pakietu kontrolnego w E-lipie, to sami nawarzyli piwa, które teraz przychodzi im pić. Co do wymagań „szkoleniowych”, pono przed wprowadzeniem konsultowanych „społecznie”, a potem gremialnie oprotestowanych, to tutaj wpływ samych zainteresowanych (kluby) był rzeczywiście znikomy. Co jest w tej sytuacji kuriozalnego z groteską w pakiecie? Ano to, że ukarani zostali główni maszyniści lokomotywy ciągnącej w Polsce terminy narybku. Ci zaś od dawna „skupujący”, czy też podkupujący adeptów na sztukę, by tylko zaliczyć wymagania, nawet bez prowadzenia zajęć u siebie – są czyści i można stawiać ich za wzór cnót wszelakich na tym polu. Zaiste – przewrotne. Jeszcze bardziej przewrotne i niedopuszczalne, takoż nielogiczne wydają się opłakane skutki owych decyzji dla… decydujących. A jeśli PZM odrzuci odwołania zainteresowanych klubów? Bez pięciu kolejnych to dopiero będzie najlepsza żużlowa liga na świecie. I nie tylko na świecie, bo i na cały powiat świecki. A najlepszy widok na Świecie i tak nadal będzie z Chełmna, po drugiej stronie rzeki. Co myślę o karach i licencjach? Ano tyle, że ostatecznie PZM odpuści, a raczej dopuści. Dograją ostatni odcinek telenoweli pt. Odwołanie zadziałało, ale warunkowo i tylko teraz. Wyrok zamieniamy na karę w zawieszeniu. Oj ktoś tu się kiepsko bawi, igrając przy tym z ogniem. A gdyby tak kluby się zbuntowały? Wszystkie jak jeden mąż. Praktycznie niewykonalne, ale teoretycznie… . Kto zapłaciłby odszkodowanie Canal+ za brak rozgrywek? Bawią się chłopcy odbezpieczonym granatem. To nie wróży happy endu. A niby wszyscy wokół czekają z utęsknieniem już tylko na terminarz, szczególnie E-lipy, by radośnie przydzielać medale przed rozgrywkami. O ile ruszą naturalnie. Żarcik.
Skoro zaś o terminarzu. Wstępny opublikowała FIM Europe. To tam gdzie pierwsze skrzypce gra nasz Szymański. I to… widać. Nawet w juniorskiej odsłonie nie uświadczysz choćby Norwegii czy Francji. Szwedzi we wstępnym kalendarzu takoż nie dostąpili zaszczytu organizacji czegokolwiek. Chciałoby się ekspansji. Tego co tak hucznie obiecywali najpierw księgowi z BSI, a teraz wciąż tym mamią komornicy z Discovery. Zobaczyłbym rundy wstępne w Austrii, Rumunii, we Włoszech czy na Węgrzech. Żeby przetrwali. Czasem odżyli choć raz do roku. A tu… nic. Większość imprez w PL. Peryferia wykazane szczątkowo. Oj nie tak panowie. Nie tak. O co więc pretensje do Amerykańskich „Odkrywców” (ang. Discovery)? SEC, IME, DME, w tym U19. Komu szkodziło wspaniałomyślnie odpalić imprezkę ubogim krewnym z prowincji? Mam nadzieję, iż ten „wstępny” kalendarz będzie się mocno różnił od wersji ostatecznej. Mam nadzieję. FIM Europe powinna wspierać i uaktywniać zapomniane kraje oraz ośrodki, a co robi? Albo raczej… dlaczego nie robi?
fot. ilustracyjna publiczny fb
NIE CZYŃ DRUGIEMU CO TOBIE NIEMIŁE






