Nie mówi o sobie jak o cudownym dziecku, nie składa głośnych deklaracji bez pokrycia, ale sposób, w jaki opowiada o rywalizacji, presji i walce do ostatniego biegu, zdradza jednoznacznie – Mikkel Andersen ma mentalność zwycięzcy. Brązowy medalista SGP2, srebrny medalista Speedway of Nations 2 i mistrz U24 Ekstraligi z Betard Spartą Wrocław, w sezonie 2026 po raz pierwszy pojedzie pełny sezon w PGE Ekstralidze jako junior wrocławskiego klubu. I już teraz jasno komunikuje swoje ambicje.
— Nie chcę być tylko juniorem. Chcę być ważną częścią drużyny — podkreśla Duńczyk w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.
Przygotowania bez skrótów
Sezon 2026 zbliża się wielkimi krokami, a Andersen nie zostawia nic przypadkowi. Przygotowania rozpoczął niemal natychmiast po zakończeniu poprzednich rozgrywek.
— To proces, który zaczęliśmy właściwie zaraz po zakończeniu sezonu. Nie był bardzo trudny, ale cały czas trenujemy. Teraz, wraz z nowym rokiem, treningi weszły na wyższy poziom. Współpracuję z Mariuszem — tym samym trenerem, z którym pracuje Maciej Janowski. Mamy bardzo dobry program i już widzę progres. Jesteśmy dopiero około półtora, dwóch miesięcy od startu przygotowań, a jeśli utrzymam ten kierunek, będę bardzo zadowolony z formy fizycznej.
Obecnie zawodnik przebywa w Danii.
— Tak, jestem w Danii.
Sezon, który zmienił wszystko
Rok 2025 był dla Andersena przełomowy. Brązowy medal w SGP2, srebro w Speedway of Nations 2, mistrzostwo U24 Ekstraligi ze Spartą oraz tytuł mistrza Danii U21 – to zestaw osiągnięć, który trudno zignorować.
— Każdy z nich był ważny. Zdobyłem też tytuł U21 w Danii, co również było dla mnie bardzo wyjątkowe. Myślę, że każdy z tych sukcesów czegoś mnie nauczył. Zarówno SGP2, jak i Speedway of Nations dały mi ogromne doświadczenie.
Szczególnie symboliczny okazał się cykl SGP2.
— Zdecydowanie. Przed ostatnią rundą byłem dopiero szósty, a nagle skończyłem sezon z brązowym medalem. To pokazuje jedno — nigdy nie wolno się poddawać do ostatniego biegu. Finał w Vojens był dla mnie wyjątkowy, bo to mój klub w Danii, byli tam znajomi, przyjaciele, rodzina. Zakończenie sezonu w takim miejscu było czymś naprawdę specjalnym.
Presja? Dokładnie tego chce
W 2026 roku Andersen będzie podstawowym juniorem Betard Sparty Wrocław. Rola odpowiedzialna, często kluczowa dla wyniku meczu.
— Oczywiście. To dla mnie nowe wyzwanie. Do tej pory pojechałem tylko dwa mecze w Ekstralidze, teraz będzie pełny sezon jako junior. Bycie numerem jeden wśród juniorów w zespole to duża presja, bo ta pozycja jest bardzo ważna w meczu. Ale moim celem nie jest bycie „tylko juniorem”.
Jak to rozumie?
— Chcę być ważną częścią drużyny. Nie tylko uzupełnieniem składu. Chcę być zawodnikiem, na którego trener może postawić, gdy ktoś inny ma słabszy dzień. Chcę zdobywać punkty i realnie pomagać drużynie. Jeśli uda się przywrócić mistrzostwo do Wrocławia, będzie to dla mnie spełnienie marzeń.
Wśród mistrzów
Wrocławski skład robi wrażenie, a Andersen nie ukrywa, że codzienne funkcjonowanie w takim środowisku działa mobilizująco.
— To coś wyjątkowego. Brady Kurtz, Artiom Łaguta, Daniel Bewley, Maciej Janowski — z takimi zawodnikami chcesz być lepszy każdego dnia. To pierwszy raz, kiedy naprawdę czuję, że jestem częścią tak silnej drużyny. Relacje są bardzo dobre, wszyscy chcą wygrywać.
— Zdecydowanie. Każdy z nich ma inne atuty. Brady świetnie startuje, Dan jest niesamowicie szybki w trakcie wyścigu, Artiom ma swoją specyfikę. Przebywanie z takimi zawodnikami sprawia, że sam podnosisz swój poziom. Ja nie jadę „do pracy”. Ja jadę wygrywać. Taka jest moja mentalność.
Bieg, który go definiuje
Kibice zapamiętali jego występ w Łodzi, gdzie mimo braku sportowej stawki walczył do samego końca, odbierając drużynie z Poznania awans do fazy play-off.
— Tak, myślę, że tak. Zawsze walczę do końca. Nieważne, czy to mecz ligowy, trening czy zawody młodzieżowe — zawsze chcę wygrać dla klubu. Wielu kibiców to doceniło i dostałem sporo pozytywnych sygnałów po tym spotkaniu.
Łódź jako ważna lekcja
— Tak. Początkowo były pewne problemy komunikacyjne z trenerem i dołączyłem bardzo późno, praktycznie dwa dni przed pierwszym meczem. Debiut nie był idealny, ale z czasem wszystko się ułożyło. Po kilku spotkaniach zaczęliśmy się dobrze rozumieć i moja forma wyraźnie poszła w górę. To było bardzo cenne doświadczenie.
Rozwój przez decyzje
— W podejmowaniu decyzji. Pojechałem 66 meczów w sezonie, bardzo dużo. Dzięki temu szybciej rozumiałem tory i warunki. Często nie trenowałem dużo na torze, tylko dostawałem „test” przed meczem — i to działało. Czasami mniej znaczy więcej.
— Najtrudniejsze było SGP2 — regularnie byłem blisko finałów, ale długo nie mogłem do nich wejść. Trzeba było zachować wiarę. Przed ostatnią rundą nie miałem żadnych oczekiwań i po prostu pojechałem swoje. Czasami to wystarczy.
Środowisko, które napędza
— Bardzo. Jeśli pracujesz w dobrym środowisku i z dobrymi ludźmi, to wszystko staje się łatwiejsze. To nadal jest praca, ale każdy z nas zaczął jeździć, bo to była frajda i dalej nią jest.
Bez pośpiechu, bez przeciążenia
— Nigdy nie mówię „nigdy”, ale na ten moment to trudne logistycznie. Angielskie tory są specyficzne i trudno to później przełożyć na polskie warunki. Jestem jeszcze młody, mam dużo jazdy i chcę się rozwijać mądrze, bez przeciążenia.
Inspiracje
— Lubię oglądać starszych zawodników. Zawsze podziwiałem starty Grega Hancocka. Jeśli chodzi o styl jazdy, dużo oglądałem Tomasza Golloba i Darcy’ego Warda. Ich jazda wygląda bardzo spokojnie, bez gwałtownych ruchów, a jednocześnie są niesamowicie szybcy. Do takiego poziomu jeszcze dużo pracy, ale właśnie do tego dążę.
Zdjęcie: publiczny FB Mikkela Andersena








