Przedłużenie kontraktu przez Artioma Łagutę z Betard Spartą Wrocław do 2028 roku wywołało falę komentarzy. Jednym z najgłośniejszych był głos prezesa Abramczyk Polonii Bydgoszcz, Jerzego Kanclerza, który publicznie wyraził pretensje pod adresem zawodnika. Teraz mający polski paszport żużlowiec odniósł się do tych słów w rozmowie z WP SportoweFakty.

Nowa umowa do 2028 roku

Artiom Łaguta podpisał z Betard Spartą Wrocław kontrakt obowiązujący aż do końca sezonu 2028. Abramczyk Polonia Bydgoszcz była jednym z klubów zainteresowanych jego pozyskaniem. Ostatecznie do transferu nie doszło.

Zastrzeżenia prezesa Jerzego Kanclerza nie dotyczyły jednak samego faktu pozostania zawodnika we Wrocławiu, lecz – jak twierdził działacz – sposobu zakończenia rozmów. Zdaniem szefa bydgoskiego klubu Łaguta miał poinformować go o podjęciu ostatecznej decyzji, tymczasem o wszystkim dowiedział się z mediów.

Łaguta: „Relacji pomiędzy nami obecnie nie ma”

Z perspektywy zawodnika sytuacja wygląda inaczej. W rozmowie z WP SportoweFakty Łaguta jasno określił obecny stan relacji z prezesem Polonii:

– Relacji pomiędzy nami obecnie nie ma. Pan Jurek nie dzwonił, ja do niego też nie. Myślę, że z czasem zrozumiał, że wyciągnięcie mnie z Wrocławia będzie bardzo trudne. Nie jestem zawodnikiem z TOP 20 PGE Ekstraligi czy jeszcze niżej notowanym. Zaliczam się do najlepszej piątki i to już od dłuższego czasu – powiedział żużlowiec Betard Sparty w rozmowie z WP SportoweFakty.

Zawodnik podkreślił swoją pozycję sportową, wskazując, że od dłuższego czasu znajduje się w ścisłej czołówce ligi.

„Nie będę czekał do końca września”

Łaguta stanowczo odniósł się także do kwestii rozmów z Jerzym Kanclerzem i oczekiwań dotyczących informowania o decyzjach kontraktowych. W tej sprawie wypowiedział się wprost:

– Mówiłem panu Jurkowi Kanclerzowi, że jego zespół nie jest w PGE Ekstralidze, a ja nie będę czekał do końca września, października czy listopada. Nie jestem żużlowcem, który ma kłopot, żeby znaleźć sobie drużynę, bo obecnie jeżdżę w tej najlepszej. Pan Jurek Kanclerz nie jest moim prezesem, któremu będę mówić co i jak oraz kiedy będę podejmować decyzję. Gdy do mnie wcześniej zadzwonił, to jasno się określiłem, że nie zamierzam czekać. Poza tym uważam, że pewne tematy powinny zostać przy stole, gdzie odbywały się nasze negocjacje, a nie być przekazywane w formie wywiadów. Dla mnie to jest słabe – podsumował zawodnik.

To właśnie ostatnie zdanie – „Dla mnie to jest słabe” – stało się najmocniejszym akcentem całej wypowiedzi.

Sedno sporu

Z wypowiedzi obu stron wynika, że osią konfliktu była kwestia komunikacji i wzajemnych oczekiwań.

  • Według Jerzego Kanclerza zawodnik nie dotrzymał słowa w sprawie poinformowania o ostatecznej decyzji.
  • Według Łaguty był on od początku jasny w swoich deklaracjach i nie zamierzał zwlekać z decyzją ani uzależniać jej od sytuacji klubu spoza PGE Ekstraligi.

Żużlowiec podkreślił również, że nie uważa prezesa Polonii za osobę, wobec której ma obowiązek raportowania swoich decyzji kontraktowych.

Fakty w skrócie

  • Artiom Łaguta przedłużył kontrakt z Betard Spartą Wrocław do 2028 roku.
  • Abramczyk Polonia Bydgoszcz była zainteresowana jego pozyskaniem.
  • Jerzy Kanclerz miał pretensje o brak wcześniejszej informacji o ostatecznej decyzji zawodnika.
  • Łaguta twierdzi, że jasno określił swoje stanowisko i nie zamierzał czekać z decyzją do jesieni.
  • Zawodnik stwierdził, że obecnie nie utrzymuje relacji z prezesem Polonii.

Sprawa pokazuje, jak napięte potrafią być negocjacje transferowe w żużlu i jak duże emocje budzą decyzje czołowych zawodników ligi.

Źródło: sportowe.fakty.wp.pl
Zdjęcie: Maciej Trubisz