To będzie jedna z tych żużlowych nocy, w których nie ma miejsca na kalkulację. Już dziś, w sobotę 29 sierpnia PGE Narodowy w Warszawie stanie się areną finału BOLL FIM Speedway World Cup. Na przygotowanym wewnątrz stadionu torze o najważniejsze drużynowe trofeum w światowym żużlu powalczą Polska, Australia, Wielka Brytania i Dania. Stawka jest ogromna: Biało-Czerwoni mogą sięgnąć po dziesiąty w historii tytuł, a trzy pozostałe reprezentacje przyjeżdżają do stolicy z ogromnymi ambicjami i bardzo konkretnym planem pokrzyżowania gospodarzom szyków.

Finał rozpocznie się o godzinie 19:00. Wcześniej, od 18:30, kibice przed telewizorami będą mogli oglądać transmisję i przedmeczowe studio. Rywalizacja będzie liczyć 20 biegów, a w każdym z nich na torze pojawi się po jednym reprezentancie każdej z czterech drużyn. Zwycięży nacja, która zgromadzi najwięcej punktów. Konstrukcja zawodów sprawia, że przewaga zbudowana na początku nie daje jeszcze bezpieczeństwa. W drużynowym finale każdy bieg może zmienić układ sił, a końcówka może zamienić pozornie spokojną rywalizację w żużlowy thriller.

Polska po dziesiąte złoto

Gospodarze przystępują do finału jako obrońcy tytułu. Polska wygrała ostatnią edycję Drużynowego Pucharu Świata, rozegraną w 2023 roku we Wrocławiu. Teraz ma szansę dopisać do swojej kolekcji dziesiąte złoto. Biało-Czerwoni są najbardziej utytułowaną reprezentacją w historii tej imprezy, a obecna edycja jest kolejnym rozdziałem dominacji, która szczególnie mocno zaznaczyła się w XXI wieku.

Polska zdobywała Ove Fundin Trophy w latach 2005, 2007, 2009, 2010, 2011, 2013, 2016, 2017 i 2023. W latach 2016 i 2017 Biało-Czerwoni wygrywali dwa finały z rzędu, a po powrocie zawodów w 2023 roku ponownie stanęli na najwyższym stopniu podium.

W Warszawie prowadzić ich będzie Stanisław Chomski, który wrócił na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski w ubiegłymroku. To właśnie Chomski był menedżerem pierwszej polskiej drużyny, która zdobyła Drużynowy Puchar Świata w 2005 roku. Później siedem razy po trofeum sięgał jako menedżer Marek Cieślak, a w 2023 roku do zwycięstwa we Wrocławiu naszą reprezentację poprowadził Rafał Dobrucki.

Tym razem Chomski ma do dyspozycji skład, w którym nie brakuje doświadczenia z największych światowych imprez.

Zmarzlik kapitanem, obok niego Janowski, Kubera i Dudek

Polacy wystąpią w czerwonych kaskach. Pod numerem pierwszym pojedzie kapitan Bartosz Zmarzlik. Dalej znajdują się Maciej Janowski, Dominik Kubera i Patryk Dudek, a numer pięć (rezerwowy) przypadł Kacprowi Worynie. Menedżerami reprezentacji są Stanisław Chomski i Dariusz Cieślak.

To skład zbudowany na połączeniu doświadczenia i zawodników doskonale znających specyfikę wielkich imprez. Zmarzlik jest sześciokrotnym indywidualnym mistrzem świata i ma już na koncie trzy zwycięstwa w Drużynowym Pucharze Świata — z lat 2016, 2017 i 2023.

Szczególnie ciekawie wygląda obecność Macieja Janowskiego. To właśnie on był bohaterem ostatniego finału we Wrocławiu. W decydującym, 20. biegu wyprzedził Roberta Lamberta i zapewnił Polsce zwycięstwo. Tym samym Biało-Czerwoni zdobyli dziewiąte złoto, a Janowski przeszedł do historii jako zawodnik, który przypieczętował ten triumf w ostatnim wyścigu.

W Warszawie Polacy spróbują więc nie tylko obronić tytuł. Chcą zrobić to przed własną publicznością, na stadionie, który przez lata był wielką sceną światowego żużla, ale nigdy wcześniej nie gościł finału drużynowych mistrzostw świata.

Australia chce wrócić na szczyt

Największe wyzwanie gospodarzom mogą rzucić Australijczycy. Kangury są mistrzami Speedway of Nations z 2025 roku i właśnie ten triumf dał im bezpośredni awans do tegorocznego finału. Polska jako gospodarz również nie musiała przebijać się przez eliminacje.

Australijski skład tworzą Ryan Douglas, kapitan Brady Kurtz, Jason Doyle, Max Fricke i Rohan Tungate. Menedżerem jest Mark Lemon. Dla Douglasa i Tungate’a będzie to debiut w Drużynowym Pucharze Świata, natomiast Kurtz po raz pierwszy pełni funkcję kapitana Australii. Tungate został wyznaczony rezerwowym i może zostać wykorzystany w trakcie zawodów.

Australia ma szczególną historię w tych zawodach. Wygrała dwa pierwsze finały — w 2001 i 2002 roku. Potem przyszło długie oczekiwanie. Australijczycy meldowali się jeszcze na podium, zdobywając cztery srebrne i trzy brązowe medale, ale na kolejne złoto czekają od 2002 roku.

W Warszawie chcą więc przerwać ponad dwudziestoletnią przerwę.

Brytyjczycy wracają z konkretnym celem

Wielka Brytania wywalczyła awans w pierwszym półfinale rozegranym 1 maja w Landshut. Brytyjczycy zdobyli 39 punktów, wyprzedzając Czechy i Niemcy, które zakończyły zawody z 30 punktami. Ukraina uzyskała 21.

W finale „Lwy” wystąpią w niebieskich kaskach. Ich kapitanem będzie Robert Lambert, a obok niego pojadą Charles Wright, Adam Ellis, Leon Flint i Tom Brennan. Drużynę prowadzi Oliver Allen.

To właśnie Lambert był po drugiej stronie pamiętnego finału z 2023 roku. We Wrocławiu Brytyjczycy długo pozostawali w grze o złoto, ale w ostatnim wyścigu Janowski wyprzedził go na trasie i rozstrzygnął walkę na korzyść Polski. Brytyjczycy zakończyli tamten finał ze srebrem, zdobywając 31 punktów.

Teraz wracają do finału z kolejną szansą. Na mistrzostwo świata w tym formacie czekają od 1989 roku.

Dania po pierwsze złoto od 2014 roku

Czwartym finalistą jest Dania. Skandynawowie wygrali drugi półfinał, rozegrany 7 sierpnia w Rydze. Zdobyli 40 punktów, pozostawiając za sobą Szwecję i gospodarzy z Łotwy, którzy zgromadzili po 32 punkty. Norwegia zakończyła zawody z 15 punktami.

Dania wystąpi w białych kaskach. Kapitanem będzie Michael Jepsen Jensen, a skład uzupełnią Mikkel Michelsen, Leon Madsen, Anders Thomsen i Frederik Jakobsen. Menedżerem reprezentacji został Nicki Pedersen.

Duńczycy mają w dorobku wiele sukcesów w historii drużynowego Pucharu Świata, ale na kolejne złoto czekają od 2014 roku. W Warszawie będą więc walczyć o powrót na szczyt po dwunastu latach.

Półfinały wyłoniły dwóch ostatnich finalistów

Droga do warszawskiego finału była krótka, ale bezpośrednia. Polska otrzymała miejsce jako gospodarz, Australia jako zwycięzca Speedway of Nations 2025. O dwa pozostałe miejsca rywalizowano w dwóch półfinałach.

Pierwszy odbył się 1 maja w niemieckim Landshut. Wielka Brytania wygrała z dorobkiem 39 punktów. Czechy i Niemcy uzyskały po 30, a Ukraina 21. Brytyjczycy mogli więc rozpocząć przygotowania do finału jako pierwsi z dwóch zwycięzców eliminacyjnych.

Drugi półfinał odbył się 7 sierpnia w Rydze. Dania zdobyła 40 punktów, Szwecja i Łotwa po 32, a Norwegia 15. Tym samym skład finału został zamknięty: Polska, Australia, Wielka Brytania i Dania.

20 biegów, cztery drużyny i żadnego miejsca na przypadek

Finał ma prostą, ale wymagającą konstrukcję. Cztery reprezentacje rywalizują w 20 wyścigach. W każdym biegu występuje po jednym zawodniku każdej drużyny. Punkty zdobywane przez poszczególnych zawodników pracują na końcowy wynik reprezentacji. Po zakończeniu wszystkich wyścigów złoto trafia do zespołu z największą liczbą punktów.

Każdy zawodnik podstawowego składu może otrzymać do pięciu startów. Regulamin przewiduje również możliwość dodatkowego, szóstego występu jako zmiany taktycznej, jeśli drużyna traci co najmniej sześć punktów do prowadzącej reprezentacji. To oznacza, że menedżerowie muszą zarządzać nie tylko potencjałem zawodników, lecz także przebiegiem całego spotkania.

W takim formacie nie wystarczy mieć jednego lidera. Potrzebna jest drużyna, która potrafi punktować seriami, wykorzystać słabszy moment rywala i zachować zimną krew wtedy, gdy końcowe różnice są minimalne.

Narodowy po raz pierwszy o drużynowe mistrzostwo świata

Warszawa zna wielkie zawody żużlowe. PGE Narodowy od 2015 roku gości rundy Speedway Grand Prix Polski, przyciągając niemal 50 tysięcy kibiców. Tym razem wydarzenie będzie jednak inne. Stolica po raz pierwszy organizuje finał światowych drużynowych mistrzostw na żużlu.

To ważna różnica. Dotychczas warszawski stadion był miejscem rywalizacji indywidualnej. W sobotę będzie świadkiem walki reprezentacji, w której każdy punkt może mieć znaczenie dla całego zespołu.

Historia warszawskiego Grand Prix jest przy tym pełna niespodzianek. W kolejnych latach na najwyższym stopniu podium pojawiali się między innymi Matej Žagar, Fredrik Lindgren, Tai Woffinden i Max Fricke. Sam Zmarzlik, mimo statusu jednej z największych postaci współczesnego żużla, nie wygrał jeszcze warszawskiej rundy SGP.

Teraz będzie miał kolejną okazję, by wygrać w stolicy — tym razem nie dla siebie, lecz dla reprezentacji.

Wrocław 2023 dał przedsmak tego, co może wydarzyć się w Warszawie

Poprzedni finał Drużynowego Pucharu Świata był wyjątkowy. We Wrocławiu Polska zdobyła 33 punkty, Wielka Brytania 31, Dania 29, a Australia 27. Wszystkie cztery zespoły dzieliło więc zaledwie sześć punktów. Był to najbliższy wynikowo finał w historii tej imprezy.

O wszystkim zdecydował ostatni, 20. wyścig.

Polacy przed finałowym biegiem mieli tylko punkt przewagi nad Wielką Brytanią. Na tor wyjechali między innymi Janowski i Lambert. Polak stoczył z Brytyjczykiem bezpośrednią walkę i zdołał go wyprzedzić, kończąc bieg na drugim miejscu za Australijczykiem Maxem Fricke. Ten jeden wyścig dał Polsce dziewiąte złoto.

Trudno o lepszą przestrogę przed warszawskim finałem. W drużynowym żużlu przewaga po kilkunastu wyścigach nie musi oznaczać spokoju. Czasami mistrza świata wyłania jeden ostatni start.

Polacy chcą napisać nową historię

Tegoroczny finał ma jeszcze jeden wymiar. Ostatni raz coroczny Drużynowy Puchar Świata był rozgrywany w 2017 roku. W latach 2018–2022 jego miejsce zajmował Speedway of Nations. World Cup powrócił w 2023 roku przy okazji obchodów stulecia sportu żużlowego, a obecnie rozgrywany jest w trzyletnim cyklu.

Polska wygrała pierwszą edycję po powrocie. Teraz, trzy lata później, staje przed kolejnym wyzwaniem. I po raz pierwszy finał odbywa się w Warszawie.

To właśnie dlatego sobotni wieczór na PGE Narodowym będzie miał szczególną wagę. Nie chodzi wyłącznie o kolejne nazwiska na liście mistrzów. Chodzi o pierwszy drużynowy finał światowego czempionatu rozegrany w stolicy Polski.

Plan dnia. Najpierw trening, potem walka o złoto

Żużlowcy dostali możliwość sprawdzenia warszawskiego toru podczas oficjalnego treningu, który odbył się w piątek 28 sierpnia o godzinie 15:00. W sobotę dzień finału rozpocznie się znacznie wcześniej niż sam wyjazd zawodników na tor.

O 13:00 otwarta zostanie strefa kibica. O 17:00 rozpoczną się wejścia na PGE Narodowy. O 18:45 zaplanowano ceremonię otwarcia oraz prezentację zawodników. O 19:00 rozpocznie się pierwszy bieg finału.

Harmonogram

Sobota, 29 sierpnia

  • 13:00 – otwarcie strefy kibica,
  • 17:00 – otwarcie bram PGE Narodowego,
  • 18:30 – początek transmisji,
  • 18:45 – ceremonia otwarcia i prezentacja zawodników,
  • 19:00 – pierwszy bieg finału.

Gdzie oglądać finał?

Telewizyjna transmisja rozpocznie się o 18:30 w Eurosporcie 3. Zawody będzie można również oglądać za pośrednictwem Playera oraz HBO Max. Komentatorami będą Michał Korościel i Marcin Kuźbicki. Studio prowadzone przez Piotra Karpińskiego będzie działać bezpośrednio na PGE Narodowym, a jego gośćmi będą Piotr Protasiewicz i Rafał Dobrucki. W parku maszyn pojawią się Marcelina Rutkowska-Konikiewicz i Rafał Lewicki, natomiast reporterem będzie Mateusz Kędzierski.

Dla kibiców obecnych na stadionie pierwszym ważnym momentem będzie prezentacja o 18:45. Kilkanaście minut później silniki pójdą w ruch i rozpocznie się walka o Ove Fundin Trophy.

Finałowe składy

POLSKA – czerwone kaski

  1. Bartosz Zmarzlik – kapitan
  2. Maciej Janowski
  3. Dominik Kubera
  4. Patryk Dudek
  5. Kacper Woryna
    Menedżerowie: Stanisław Chomski, Dariusz Cieślak

WIELKA BRYTANIA – niebieskie kaski

  1. Robert Lambert – kapitan
  2. Charles Wright
  3. Adam Ellis
  4. Leon Flint
  5. Tom Brennan
    Menedżer: Oliver Allen

DANIA – białe kaski

  1. Mikkel Michelsen
  2. Leon Madsen
  3. Michael Jepsen Jensen – kapitan
  4. Anders Thomsen
  5. Frederik Jakobsen
    Menedżer: Nicki Pedersen

AUSTRALIA – żółte kaski

  1. Ryan Douglas
  2. Brady Kurtz – kapitan
  3. Jason Doyle
  4. Max Fricke
  5. Rohan Tungate
    Menedżer: Mark Lemon.

Cztery drużyny, jedna odpowiedź

Wszystko jest już gotowe. Polska ma gospodarzy, obrońców tytułu i rekordowe dziesiąte złoto na wyciągnięcie ręki. Australia przyjeżdża jako świeżo upieczony mistrz Speedway of Nations i reprezentacja z długą historią sukcesów w DPŚ. Wielka Brytania pamięta, jak blisko była triumfu we Wrocławiu. Dania chce wrócić na światowy szczyt po latach oczekiwania.

A Warszawa ma swój własny rachunek do wyrównania.

PGE Narodowy od dawna potrafi stworzyć atmosferę wielkiego żużlowego widowiska. Tym razem jednak nie będzie chodziło o zwycięstwo jednego zawodnika. Każdy start będzie pracował na wynik całej reprezentacji. Każdy błąd może kosztować medal. Każdy udany atak może mieć znaczenie jeszcze długo po minięciu mety.

Dwadzieścia biegów. Cztery reprezentacje. Jedno trofeum.

W dzisiejszy wieczór Warszawa pozna drużynowych mistrzów świata.