Marian Wardzała – ojciec tarnowskiego żużla. Początek legendy rodu

W historii polskiego żużla są nazwiska, które od razu wywołują skojarzenia z konkretnymi miastami i klubami. We Wrocławiu takim nazwiskiem jest Słaboń, w Lesznie – Baliński, a w Tarnowie bez wątpienia: Wardzała. Trzy pokolenia żużlowców noszących to nazwisko to zarazem historia Unii Tarnów, jak i opowieść o poświęceniu, determinacji oraz miłości do czarnego sportu. A wszystko zaczęło się od Mariana Wardzały – ojca żużlowego klanu i prawdziwej legendy tarnowskich „Jaskółek”.


Początki z czarnego toru

Marian Wardzała urodził się 14 sierpnia 1950 roku w niewielkiej miejscowości Jodłówka-Wałki pod Tarnowem. Gdy po raz pierwszy wsiadł na żużlowy motocykl w kwietniu 1967 roku, miał zaledwie 16 lat i natychmiast wiedział, że to właśnie żużel będzie jego drogą życia. Dokładnie 17 lat po tym, jak na torze pojawił się Adolf Słaboń we Wrocławiu, Marian zainaugurował swoją sportową przygodę w barwach Unii Tarnów. I nie była to przygoda krótka – przeciwnie, przez 20 sezonów (1968–1988) wiernie reprezentował tarnowski klub jako zawodnik, a przez 13 z tych lat pełnił funkcję kapitana drużyny.


Wierność Unii i ciężka praca

Wardzała nie był sportowcem, którego kariera błyszczała międzynarodowymi sukcesami, ale na krajowym podwórku wypracował sobie opinię solidnego i oddanego zawodnika. W 1973 roku zajął 4. miejsce w Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostwach Polski, co było jego największym indywidualnym osiągnięciem. Nie był to jednak szczyt jego możliwości – największą wartość wnosił jako lider zespołu, mentor młodszych kolegów i wzór sportowego profesjonalizmu.

W 1985 roku został uhonorowany przez kibiców tytułem najpopularniejszego sportowca Tarnowa w plebiscycie tygodnika Tarnowskie Azoty. Był to wyraz szacunku dla jego wieloletniej służby klubowi i lokalnej społeczności.


Od toru do ławki trenerskiej

Po zakończeniu kariery zawodniczej Marian nie opuścił swojego klubu. Naturalną koleją rzeczy stał się trenerem, po raz pierwszy obejmując drużynę seniorów Unii Tarnów w 1992 roku. Już dwa lata później, w 1994, wprowadził zespół na podium Drużynowych Mistrzostw Polski, zdobywając wicemistrzostwo kraju.

Po krótkiej przerwie powrócił do prowadzenia „Jaskółek” w 1997 roku, a jego praca przyniosła wymierne efekty – w 2001 roku awans do I ligi, a w 2003 roku do najwyższej klasy rozgrywkowej. Kulminacją trenerskiej kariery Wardzały były sezony 2004 i 2005, kiedy to Unia Tarnów zdobyła dwa tytuły drużynowego mistrza Polski. Na stadionie w Mościcach tłumy kibiców wiwatowały na cześć bohaterów. Na czele zespołu stał Marian Wardzała, a jego własny syn Robert był jednym z filarów tej złotej drużyny.


Trener wychowawca

Jednak Marian Wardzała to nie tylko świetny taktyk – to przede wszystkim trener-wychowawca, który potrafił wyłowić i oszlifować diamenty. Najlepszym przykładem jest Janusz Kołodziej, którego Marian prowadził od juniora do mistrza. Kołodziej zdobył pod jego skrzydłami:

  • Indywidualne mistrzostwo Polski (2005),
  • Mistrzostwo Polski juniorów (2004),
  • Wicemistrzostwo Europy juniorów (2003).

Za swoje dokonania szkoleniowe Marian Wardzała dwukrotnie został uznany najlepszym trenerem Małopolski – w latach 2004 i 2005. W 2010 roku pełnił rolę menedżera tarnowskiej drużyny, a w sezonie 2012 objął stery zespołu Lubelski Węgiel KMŻ, zastępując Grzegorza Dzikowskiego.


Ojciec i trener w jednym domu

Żużlowa pasja nie skończyła się na Marianie. Jego syn Robert Wardzała również zapragnął zostać zawodnikiem, choć jego ojciec – podobnie jak niegdyś jego własna matka – miał co do tego wątpliwości. Warunkiem postawionym przez Mariana było zaliczenie egzaminu na licencję za pierwszym podejściem. Robert spełnił go bezbłędnie, mimo zaledwie trzymiesięcznych przygotowań.

Wardzałowie – w odróżnieniu od np. Słaboniów, którzy nie spotkali się na jednym etapie kariery we wrocławskim klubie – wspólnie budowali potęgę Unii Tarnów. Ojciec jako trener, syn jako zawodnik. Byli symbolem tej drużyny w jej złotych czasach.


Polityka, książka i… wnuk na torze

W 2010 roku ukazała się biografia Mariana Wardzały pt. „Między wierszami”, ukazująca nie tylko jego sportową drogę, ale i filozofię życia. Cztery lata później, w 2014 roku, rozpoczął nowy etap kariery – został radnym Tarnowa z ramienia Platformy Obywatelskiej, a w 2018 roku skutecznie ubiegał się o reelekcję.

Rodzinne dziedzictwo kontynuował również Piotr Wardzała, wnuk Mariana. Choć jego przygoda z żużlem była krótka i zakończyła się na etapie młodzieżowym, to właśnie dziadek był jego pierwszym trenerem i najwierniejszym obserwatorem na stadionie w Mościcach. Historia zatoczyła koło – Marian znów pojawiał się na treningach, tym razem nie jako zawodnik czy szkoleniowiec, ale jako dziadek, przekazujący wiedzę najmłodszemu pokoleniu Wardzałów.


Dziedzictwo

Marian Wardzała to postać, bez której trudno wyobrazić sobie historię tarnowskiego żużla. Przez ponad pięć dekad był obecny na stadionie – jako zawodnik, trener, menedżer, ojciec i dziadek. Jego wkład w rozwój Unii Tarnów jest nieoceniony, a sukcesy drużyny z lat 2004–2005 będą zawsze kojarzone z jego nazwiskiem.

To on zapoczątkował żużlowy ród Wardzałów, który stał się równie ważną częścią historii miasta, jak Słaboniowie we Wrocławiu. I choć Piotr nie kontynuował żużlowej kariery, to legenda Mariana, jego syna Roberta i całej rodziny pozostaje żywa w sercach kibiców.


Marian Wardzała – pierwszy z klanu, ojciec sukcesów, strażnik tradycji. Człowiek, który oddał żużlowi wszystko.

Zdjęcia: publiczny FB Unia Tarnów ŻSSA