Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że kwestia cen biletów na finałową rundę Speedway Grand Prix w Toruniu jest zamknięta. Sprzedaż wejściówek na decydującą, dziesiątą rundę cyklu ruszyła już 5 grudnia, a kibice mieli jasny obraz tego, ile będą musieli zapłacić za udział w wydarzeniu wieńczącym walkę o tytuł indywidualnego mistrza świata. Dziś wiadomo, że ten obraz uległ zmianie – i to bez wcześniejszej zapowiedzi.

26 września na toruńskiej Motoarenie poznamy mistrza świata sezonu 2026. To właśnie tam rozstrzygnie się los całego cyklu Speedway Grand Prix, który w tym roku składa się z dziesięciu rund. Emocje sportowe są gwarantowane, ale coraz głośniej mówi się nie o żużlu na torze, lecz o tym, co dzieje się poza nim – w systemie sprzedaży biletów.

Najpierw Łódź, teraz Toruń

W ostatnich dniach środowisko kibiców żużla żyło kontrowersjami wokół cen biletów na rundę SGP w Łodzi. Orzeł Łódź opublikował cennik, który wywołał powszechne zdziwienie i krytykę. Szczególnie negatywnie odebrano fakt, że nie rozdzielono wejściówek na Speedway Grand Prix oraz SGP 2, zmuszając kibiców do zakupu jednego, drogiego pakietu.

To właśnie w tym kontekście coraz częściej pada pytanie: czy ogłoszone ceny w Łodzi stały się punktem odniesienia dla innych organizatorów?

W Toruniu – jak twierdzą kibice – „wywęszono biznes” i podjęto decyzję o podniesieniu wcześniej ustalonych cen biletów na finał cyklu.

Podwyżka bez zapowiedzi

Pierwotnie bilety na strefę niebieską, zieloną i żółtą wycenione były na 295 złotych. Taka kwota obowiązywała od startu sprzedaży 5 grudnia. W ostatnich dniach osoby odwiedzające stronę sprzedażową przeżyły jednak spory szok.

Okazało się, że ceny zostały podniesione o 65 złotych. Oznacza to, że najtańsze bilety w tych strefach kosztują dziś 360 złotych. Co istotne, zmiany nie objęły wszystkich wejściówek – bilet ulgowy na strefę zieloną oraz bilet na strefę czerwoną pozostały bez zmian.

Nie zmienia to jednak faktu, że podwyżka dotknęła dokładnie tych sektorów, które są wybierane przez najszerszą grupę kibiców.

Brak komunikatu, brak wyjaśnień

Największe kontrowersje budzi nie tylko sama skala podwyżki, ale sposób jej wprowadzenia. Zmiana cen nastąpiła bez jakiejkolwiek publicznej informacji. Kibice dowiedzieli się o niej dopiero po wejściu na stronę sprzedaży biletów.

Zauważył to również dziennikarz i obserwator żużlowej rzeczywistości Karol Bierzyński, który skomentował sprawę w mediach społecznościowych:

„Z niewyjaśnionych przyczyn zmieniono ceny na rundę Grand Prix w Toruniu bez jakiekolwiek informacji publicznej xd”

Źródło: X Karola Bierzyńskiego

Wpis szybko zaczął krążyć wśród kibiców, którzy zaczęli zadawać podstawowe pytania: dlaczego ceny wzrosły, kto podjął decyzję i czemu nie poinformowano o tym wcześniej?

Czy to jest fair wobec kibiców?

Speedway Grand Prix w Toruniu to wydarzenie wyjątkowe. Finał cyklu, walka o mistrzostwo świata, komplet trybun bezwzględnie pewny. Tegoroczna rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie – faworytami są dwaj najlepsi zawodnicy poprzedniego sezonu: Bartosz Zmarzlik i Brady Kurtz. Cykl rozpocznie się 2 maja w niemieckim Landshut, a jego kulminacja nastąpi właśnie na Motoarenie. 26 września fani mogą być świadkami historycznego wydarzenia. Bartosz Zmarzlik po raz siódmy może zostać indywidualnym mistrzem świata. Do tej pory nie dokonał tego jeszcze nikt.

Pytanie brzmi jednak, czy koszty tej wyjątkowości nie są coraz wyraźniej przerzucane na kibiców.

Podwyższenie cen po rozpoczęciu sprzedaży, bez komunikatu i bez wyjaśnienia, rodzi uzasadnione poczucie niesprawiedliwości. Szczególnie w sytuacji, gdy środowisko kibiców dopiero co krytykowało ceny w Łodzi, a temat dostępności żużla dla zwykłego fana znów wraca na pierwszy plan.

Czy finał mistrzostw świata musi oznaczać, że to kibic ponosi coraz większy ciężar finansowy? I czy taka polityka cenowa rzeczywiście buduje długofalowe zaufanie do cyklu Speedway Grand Prix?