Problemy finansowe wracają do Gorzowa ze zdwojoną siłą. Gezet Stal Gorzów, występująca w PGE Ekstralidze, otrzymała bardzo rygorystyczne zalecenia w ramach licencji nadzorowanej i – jak na razie – ich nie spełniła. Stawką jest nie tylko stabilność budżetowa, ale również możliwość zatwierdzenia do rozgrywek najdroższych zawodników.

Do 20 marca klub musi wykazać dodatkowe cztery miliony złotych – poprzez dopłatę właścicieli do kapitału lub przedstawienie wiarygodnych umów sponsorskich na tę kwotę. Ale o tym fakcie w klubie wiedzieli już w grudniu ubiegłego roku.

Cztery miliony straty i zaostrzone wymagania

Poprzedni rok Stal zakończyła ze stratą wynoszącą około cztery miliony złotych. Ostatecznie dziurę budżetową załatali akcjonariusze, dzięki czemu klub wyszedł na zero. Władze ligi nie zamierzają jednak dopuścić do powtórki takiej sytuacji po sezonie 2026.

Choć regulamin stabilności finansowej formalnie jeszcze nie obowiązuje, Komisja Licencyjna już teraz podniosła poprzeczkę klubom z ujemnym kapitałem lub znaczną stratą finansową.

– Przyjęliśmy zasadę, że kluby, które poprzedni rok zakończyły dużą stratą lub mają ujemny kapitał, aby przystąpić do rozgrywek będą musiały dopłacić do kapitału lub pokazać wiarygodne umowy z nowymi sponsorami na potrzebną kwotę. Jeśli tego nie zrobią do połowy marca, to będzie jasny sygnał, że nie stać ich na opłacenie kontraktów zawodników. W takiej sytuacji będzie to przedmiotem analizy i decyzji. Zespół Licencyjny może bez żadnych przeszkód nie wyrazić zgody na potwierdzenie do ligi najdroższych żużlowców – komentuje członek Komisji Licencyjnej i wiceprezes PGE Ekstraligi, Ryszard Kowalski.

Stal, podobnie jak inne kluby z licencją nadzorowaną, otrzymała warunki finansowe już w grudniu.

– Stal, podobnie jak pozostałe klub z licencjami nadzorowanymi, otrzymała warunki finansowe już w grudniu i działacze zdają sobie sprawę z sytuacji. Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami klubu, jednak na chwilę obecną warunki nie zostały spełnione, choć jest jeszcze czas – dodaje Kowalski.

Holder i Thomsen pod znakiem zapytania?

Zasada przyjęta przez Komisję jest jasna – pierwszeństwo zatwierdzenia mają zawodnicy z niższymi kontraktami. Bez potwierdzenia mogą pozostać ci najdrożsi.

W przypadku Stali chodzi przede wszystkim o Jacka Holdera, ale potencjalny problem może dotyczyć również Andersa Thomsena. Gdyby Australijczyk nie został zatwierdzony do jazdy, mógłby czekać na rozwiązanie sytuacji w Gorzowie lub w każdej chwili zmienić klub.

Stal nie jest odosobniona – podobne problemy mają Moonfin Malesa Ostrów, Hunters PSŻ Poznań i Pronergy Polonia Piła – jednak w przypadku gorzowian skala zobowiązania jest największa.

Klub uspokaja: „Na pewno nie oddamy Jacka Holdera”

Władze Stali zapewniają, że sytuacja jest pod kontrolą, a rozmowy z ligą trwają.

– Cały czas jesteśmy w kontakcie z władzami ligi i dosyłamy mnóstwo dokumentów, które mają urealnić ostateczną sumę naszych przychodów w sezonie 2026. Oczywiście moim celem jest spięcie budżetu jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, ale jeśli to się nie uda, to przedstawimy władzom PGE Ekstraligi zobowiązanie właścicieli do ewentualnego załatania dziury budżetowej. Wierzymy, że taka oficjalna deklaracja, a właściwie poręczenie okaże się wystarczające – komentuje sprawę dyrektor Stali, Łukasz Gałczyński.

I dodaje stanowczo:

– Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale mogę zapewnić, że część potrzebnej kwoty udało się już zebrać. Sytuacja jest optymistyczna i potrzebujemy dodatkowych gwarancji na znacznie mniejszą sumę niż wspomniane w wymogach licencyjnych cztery miliony złotych. Cały czas rozmawiamy z nowymi sponsorami i liczę, że w ciągu najbliższego miesiąca brakująca kwota będzie jeszcze niższa. Mogę zapewnić wszystkich kibiców, że nic złego nam nie grozi i wszyscy zakontraktowani zawodnicy zostaną zatwierdzeni do rozpoczęcia sezonu.

W innym miejscu dyrektor zapewnił również krótko:

– Na pewno nie oddamy Jacka Holdera.

Frustracja akcjonariuszy i napięcia wokół klubu

Sytuacja finansowa komplikuje się także w kontekście relacji właścicieli z otoczeniem klubu. W ostatnim czasie narastała wśród akcjonariuszy frustracja związana z napięciami politycznymi wokół Stali i pogorszeniem relacji z miastem. Dodatkowym obciążeniem była decyzja prezydenta Jacka Wójcickiego o nakazie zwrotu około 800 tysięcy złotych niepoprawnie rozliczonej dotacji.

Jednocześnie mimo wcześniejszych zapowiedzi oszczędności, tegoroczny skład nie będzie tańszy od ubiegłorocznego. Nawet odejście Martina Vaculika i mniejsza umowa dla Andersa Thomsena nie sprawiły, że budżet znacząco się skurczył. W praktyce oznacza to konieczność znalezienia grubo ponad 20 milionów złotych na funkcjonowanie drużyny na dotychczasowym poziomie sportowym.

Decydujący miesiąc

Do połowy marca pozostało niewiele czasu. Jeśli warunki licencyjne nie zostaną spełnione, Zespół Licencyjny może wstrzymać zatwierdzenie najdroższych kontraktów. To scenariusz, którego w Gorzowie nikt nie chce nawet rozważać.

Na dziś klub zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, część środków została już zabezpieczona, a brakująca kwota jest niższa niż pierwotne cztery miliony złotych. Ostateczne rozstrzygnięcia zapadną jednak przy biurkach księgowych i w gabinetach sponsorów, zanim jeszcze rozpocznie się ściganie na torze.

W Gorzowie trwa więc nie tylko sportowy, ale przede wszystkim finansowy wyścig z czasem.

Zdjęcie: publiczny Fb FIM Speedway Grand Prix