Sezon 2025 w cyklu Speedway Grand Prix przeszedł do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących w ostatnich latach. Walka o mistrzostwo świata trwała do ostatniego biegu ostatniej rundy, a Bartosz Zmarzlik zdobył złoty medal dosłownie o włos, wyprzedzając Brady’ego Kurtza zaledwie o jeden punkt. Szósty tytuł Polaka zrównał go z legendami światowego żużla, ale – co istotne – nie zakończył dyskusji o hierarchii w światowej czołówce.

Zdaniem Marka Cieślaka, byłego selekcjonera reprezentacji Polski, rok 2026 nie przyniesie uspokojenia emocji, lecz ich eskalację. W jego ocenie to, co wydarzyło się w minionym sezonie, było dopiero wstępem do jeszcze ostrzejszej rywalizacji.

Rewanż, który wisi w powietrzu

Cieślak nie ma wątpliwości, że główna oś rywalizacji pozostanie bez zmian. Zmarzlik i Kurtz znów znajdą się w centrum uwagi, ale tym razem stawka mentalna może być jeszcze wyższa.

Kurtz już poczuł, że stać go na złoto. Wygrał pięć ostatnich turniejów z rzędu. Gdyby nie urwany łańcuch w Pradze, to on pewnie zostałbym mistrzem. Dlatego Bartosz musi się szykować na wojnę. Nie odważę się powiedzieć, kto wygra, ale jedno wiem: znów będzie na żyletki – ocenia Marek Cieślak.

Ta wypowiedź jasno pokazuje, że były trener kadry nie traktuje wyniku z 2025 roku jako rozstrzygnięcia długofalowego. Wręcz przeciwnie – widzi w nim punkt zapalny, który może napędzić jeszcze bardziej bezkompromisową walkę o każdy punkt w nadchodzącym sezonie.

Dudek jako języczek u wagi

W prognozie Cieślaka szczególne miejsce zajmuje Patryk Dudek. Choć były selekcjoner nie wieszczy mu miejsca na podium, to jednocześnie przypisuje mu rolę, która może mieć kluczowe znaczenie dla końcowego układu klasyfikacji generalnej.

W jego przypadku wszystko zależy od tego, jak poukłada sprawy z tunerami. Niemniej stać go na to, żeby odbierać punkty tym najlepszym. Jeśli Kurtzowi zabierze więcej niż Zmarzlikowi, to plus dla nas. Poza wszystkim Dudek będzie rozdającym karty na podium – przekonuje Cieślak.

To jedno z najmocniejszych zdań w całej analizie. Wskazuje bowiem, że Grand Prix 2026 może nie rozstrzygać się wyłącznie w bezpośrednich pojedynkach Zmarzlika z Kurtzem, ale także w tym, kto i komu zabierze kluczowe punkty w biegach finałowych.

Kubera i Woryna pod lupą

Cieślak nie unika również tematów niewygodnych. W jego ocenie nie wszyscy polscy uczestnicy cyklu mają dziś niepodważalną pozycję. Dwa nazwiska budzą u niego wyraźne wątpliwości.

A jeśli chodzi o Kuberę i Worynę, to obaj muszą mnie przekonać, że są tego Grand Prix warci. Dla mnie obaj, to znaki zapytania. Kubera rok temu z GP wyleciał, ale wrócił przez Challenge. Z kolei Woryna to nerwus, a żeby był wynik, to musi okiełznać swój temperament. Oby tak się stało – kwituje były selekcjoner.

To ocena pozbawiona dyplomacji, ale charakterystyczna dla stylu Cieślaka. Nie ma tu wielkich deklaracji ani hurraoptymizmu – jest chłodna analiza i jasno postawione warunki.

Sezon, który znów nie da odpowiedzi od razu

Z wypowiedzi Marka Cieślaka wyłania się obraz sezonu 2026 jako kolejnego maratonu nerwów, w którym nie będzie miejsca na przewagę budowaną jednym czy dwoma turniejami. Jeśli prognozy byłego trenera się sprawdzą, o tytule ponownie zdecydują detale, pojedyncze biegi i zawodnicy z drugiego planu.

Jedno jest pewne: jeśli Grand Prix 2025 było thrillerem, to według Cieślaka rok 2026 ma wszelkie zadatki na jego jeszcze ostrzejszą kontynuację.