Był jednym z najważniejszych zawodników Motoru Lublin w latach 60. i 70. XX wieku. Na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za wyniki drużyny, a jego nazwisko znała cała sportowa część miasta. Andrzej Mazur, popularny „Mundek”, przez lata był jednym z symboli lubelskiego żużla. W 1971 roku łączył funkcję zawodnika i trenera Motoru. W archiwalnej rozmowie z „Kurierem Lubelskim” opowiadał o zimowych treningach, wyjeździe do Opola i przygotowaniach do sezonu.
Andrzej Mazur urodził się 24 sierpnia 1940 roku w Lublinie. Żużlową karierę rozpoczął w 1961 roku w drugoligowym LPŻ Zielona Góra. Już rok później wrócił do rodzinnego miasta i rozpoczął wieloletnią przygodę z Motorem Lublin.
To właśnie z tym klubem związał zdecydowaną większość swojej kariery.
W latach 1962–1977 wystąpił w 225 meczach Motoru, zdobywając 1669,5 punktu. Przez piętnaście sezonów był jednym z liderów zespołu. W czasach, kiedy lubelski żużel dopiero budował swoją pozycję, należał do zawodników, na których spadała największa odpowiedzialność za wynik.
Nie był przy tym wyłącznie sportowcem. Wokół jego nazwiska powstała popularność wykraczająca poza stadion. Jak wspominają materiały dotyczące historii Motoru, Mazur był zawodnikiem, o którym pisano wiersze i który cieszył się ogromnym zainteresowaniem kibiców, także żeńskiej części publiczności.
„Mundek” był po prostu jedną z twarzy lubelskiego żużla.
ZIELONA GÓRA BYŁA POCZĄTKIEM, LUBLIN – CAŁĄ KARIERĄ
Pierwszy ligowy sezon Mazur spędził w LPŻ Zielona Góra. Był to jednak tylko początek.
Od 1962 roku występował już w Motorze Lublin i z czasem stał się jednym z najbardziej charakterystycznych zawodników klubu. W drużynie znajdowali się również inni ważni dla lubelskiego żużla zawodnicy, między innymi Wojciech Kowalski i Andrzej Jędrej.
Mazur należał do grupy zawodników, na których opierała się siła zespołu.
Jego ligowa droga w Motorze trwała do 1977 roku.
To oznacza siedemnaście sezonów związanych z lubelskim klubem.
JEDEN FINAŁ, KTÓRY ZAPISAŁ SIĘ W STATYSTYKACH
Mazur przez wiele lat próbował przebić się do finału Indywidualnych Mistrzostw Polski. Eliminacje IMP były dla niego stałym elementem sportowej kariery, ale droga do finałowej stawki okazała się wyjątkowo trudna.
Udało mu się tylko raz.
W 1966 roku znalazł się w finale IMP rozegranym 2 października w Rybniku.
Zajął 13. miejsce, zdobywając 3 punkty. Mistrzem był wówczas Antoni Woryna.
Ten sam rok przyniósł mu jeszcze jeden istotny wynik. W końcowej klasyfikacji Srebrnego Kasku Mazur zajął czwarte miejsce.
W pozostałych zawodach tej rangi nie osiągnął już podobnego wyniku. Startował również w rywalizacji o Złoty Kask oraz w Mistrzostwach Polski Par Klubowych II ligi, gdzie w 1974 roku wraz z zespołem zajął piąte miejsce.
MARZEC 1971. „MY, ŻUŻLOWCY, TRENUJEMY TERAZ TYLKO W SALI I W TERENIE”
Jednym z ciekawszych dokumentów pokazujących Mazura nie tylko jako zawodnika, ale również jako człowieka odpowiedzialnego za przygotowanie drużyny, jest rozmowa opublikowana w „Kurierze Lubelskim” 8 marca 1971 roku.
Mazur łączył wówczas obowiązki zawodnika i trenera Motoru. W rozmowie opowiadał o tym, jak wyglądały przygotowania żużlowców do sezonu w czasach, gdy zima oznaczała wielotygodniową przerwę od jazdy po torze.
Przygotowania Motoru rozpoczęły się 10 stycznia.
– „Przygotowania do nowego sezonu rozpoczęliśmy 10 stycznia. My znajdujemy się w odmiennej sytuacji niż np.: piłkarze, lekkoatleci czy koszykarze. Oni mogą trenować w sali, w terenie i praktycznie rozgrywać mecze, sprawdzać formę w zawodach halowych. My, żużlowcy, trenujemy teraz tylko w sali i w terenie. O żadnych sprawdzianach na torze nie ma mowy. Mieliśmy dotychczas zajęcia ogólnorozwojowe, a szczególną uwagę zwracało się na wzmocnienie mięci rąk. Trenujemy w siłowni WOSTiW, korzystaliśmy z pływalni, a któregoś dnia wybraliśmy się do Kazimierza. Na stoku zjazdowym w roli narciarzy najlepiej wypadli dwaj zawodnicy: Bielecki i Kowalski. Dużo było śmiechu i uciechy podczas biegu w terenie, a szczególnie jazdy na sankach.”
Ta krótka wypowiedź dobrze pokazuje codzienność ówczesnego żużlowca. Zanim zawodnik ponownie usiadł na motocyklu, musiał przepracować zimę na sali, w siłowni, na pływalni i podczas treningów terenowych.
W marcu najważniejszy był już jednak powrót na tor.
Z LUBLINA DO OPOLA, Z OPOLA DO DEBRECZYNA
Plan przygotowań Motoru był konkretny.
Od 15 do 23 marca zespół miał przebywać na zgrupowaniu w Opolu. Tam zawodnicy mogli wcześniej rozpocząć treningi na torze i przejść do pracy kondycyjno-technicznej.
Mazur mówił wówczas:
– „Od 15 do 23 marca planowane jest zgrupowanie w Opolu. Tam wcześnie niż u nas można wyjść na tor żużlowy i realizować zajęcia kondycyjno – techniczne. W Opolu wyłonimy po selekcji ścisłą kadrę drużyny. Zawodnicy ci z kolei wyjadą 27 marca do Debreczyna na dalsze szkolenie. Właśnie temu miast przekazaliśmy dokumentację na budowę toru żużlowego. Tor w Debreczynie podobny jest do lubelskiego, a więc będziemy tam jeździli jak na swoim, własny, który dobrze się zna.”
Dla dzisiejszego kibica szczególnie interesujący jest sam sposób organizowania przygotowań. Najpierw miesiące pracy bez motocykla na torze, później wyjazd do miejsca, w którym można było wcześniej rozpocząć jazdę, a następnie zagraniczne zgrupowanie.
Mazur nie był w tym planie wyłącznie zawodnikiem. Jako trener miał również obowiązek ocenić przygotowanie kolegów i zdecydować, kto znajdzie się w ścisłej kadrze.
MAZUR NIE OSZCZĘDZAŁ KOLEGÓW
W rozmowie z „Kurierem Lubelskim” zapytano go także o zawodników Motoru.
Odpowiedź była bezpośrednia:
– „Wszystko po staremu, nic się nie zmieniło. Trenują: Bielecki, Gomułka, Kowalki, Barylski, Jędrej, Berej, Zwierzchowski, Krawczyk, Perczyński, Matlan i ja wraz z nimi. Powiem szczerze, że nie wszyscy jednakowo poważnie przykładają się do zajęć. Mam trochę pretensji do Matlana. Przecież był on w kadrze młodzieżowej, to znaczy, że widzi się w nim zawodnika utalentowanego, który może zrobić piękną karierę. Szkoda, że Matlan nie docenia tego faktu.. Mniej trochę trenuje Barylski, ale zawodnik ten ma kłopoty rodzinne.”
W tej wypowiedzi widać jeszcze jedną stronę Mazura – zawodnika, który w 1971 roku był jednocześnie odpowiedzialny za grupę, z którą sam trenował.
Nie ograniczał się do własnego przygotowania. Patrzył również na pracę pozostałych zawodników i oceniał ich zaangażowanie.
NOWY SPRZĘT PRZED SEZONEM
W marcu 1971 roku ważną sprawą był również sprzęt.
Redakcja „Kuriera Lubelskiego” zapytała Mazura, czy drużyna otrzyma nowe motocykle i wyposażenie.
Odpowiedź była krótka:
– „Mamy już nowy motocykl, a wkrótce dostaniemy jeszcze dwa. W sezonie wystąpimy w nowych kombinezonach, kaskach i butach.”
To również ciekawy obraz tamtych czasów. Sprzęt był jednym z podstawowych elementów przygotowania zespołu, a pojawienie się kolejnych motocykli stanowiło istotną wiadomość przed rozpoczęciem sezonu.
Mazur mówił o tym jako zawodnik, ale jednocześnie jako człowiek odpowiedzialny za drużynę.
„MUNDEK” I JEGO MIEJSCE W MOTORZE
Przez lata startów Mazur stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych żużlowców Lublina.
Jego nazwisko było związane z Motorem przez zdecydowaną większość kariery. Łącznie wystąpił w 225 meczach lubelskiego zespołu, zdobywając 1669,5 punktu.
Nie był to zawodnik, który pojawił się w klubie na chwilę.
Był częścią Motoru przez całe pokolenie.
Jego kariera obejmowała lata, w których lubelski żużel dopiero umacniał swoją pozycję, a zawodnicy tacy jak Mazur, Kowalski czy Jędrej stanowili o sile zespołu.
Po sezonie 1977 roku zakończył jazdę.
Miał wówczas 37 lat.
Później pozostał przy żużlu jako trener Motoru Lublin.
Zdjęcie: publiczny FB Żużel moja miłośc








