Dziś druga część wywiadu z przeżywającym drugą młodość kapitanem Szarży Wrocław – Witoldem Strzelcem. Chciał pomóc przy reaktywacji speedrowera – a wyszło tak, że wsiadł na rower i … został kapitanem drugiej ekipy rateli

Na wirażu: Dlaczego, twoim zdaniem, speedrower zniknął z dyscyplin sportów uprawianych we Wrocławiu?
Witold Strzelec: Czynników było wiele. Przede wszystkim pieniądze. Nie mieliśmy nic. Był zniszczony tor bez bandy i tyle. TMSM Sparta to klub motorowy. Speedrower był tam niechcianym dzieckiem. Najlepsi zawodnicy odchodzili do klubów, które gwarantowały odpowiedni poziom sportowy i organizacyjny a niektórzy mogli jeszcze liczyć na kilka groszy za mecz. Ci którzy zostali nie widzieli już sensu i postanowili dać sobie spokój.

Nw: Pamiętasz moment, w którym oznajmiono, ze speedrowera nie będzie we Wrocławiu?
WS: Ja tak naprawdę przeżyłem dwa upadki tego klubu. Pierwszy raz wszystko się rozsypało gdy Łukasz Nowacki odszedł do Pavartu Rawicz, Marcin Szymański do Szawera Leszno a Marcin Wychodil do Lwów Częstochowa. Zostało nas kilku bez drużyny w lidze. Cały czas jakoś to trzymał nasz menadżer Dariusz Wychodil i w końcu pojawili się: Ganczarek, Handke, Bracia Przywara, Tomasz Bartoszuk i Dawid Renc. Wrócił po przerwie Darek Pilas i zaczęło się od nowa. Wywalczyliśmy awans do ekstraligi i… Maciek Ganczarek odszedł do Leszna. Kolejny sezon odjechaliśmy najlepiej jak się dało i to był koniec. Reszta składu poszła za Maćkiem i nie ma co się dziwić. Osiągnęli później bardzo dużo. Nie było jakiegoś spotkania na którym ktoś by ogłosił koniec. Każdy poszedł w swoją stronę i tyle.

Nw:. Na jakim sprzęcie rozpoczynałeś swoją karierze w ściganiu się na torze. Jak zmieniał się sprzęt na przestrzeni lat w początkach XXI w?
WS: Moim pierwszym rowerem przygotowanym do jazdy był czechosłowacki BMX. Właściwie została z niego tylko rama, ale długo na tym nie jeździłem bo był niesamowicie ciężki. Szybko przesiadłem sie na najpopularniejszy w tamtym czasie sprzęt: Wigry3. Kolejnym etapem był już duży rower najpierw na jakiejś dziwacznej ramie a później już na ramie BioBike, na której zresztą mam zamiar startować w tym sezonie. Co do zmian w sprzęcie to przede wszystkim dziś mamy dostęp do dużo lepszych, wytrzymalszych i lżejszych części. Na początku wieku pewnie też były one dostępne, ale nie każdego było na to stać. Rowery 26’ nie zmieniły się wiele natomiast pojawiły się maszyny na kołach 27,5’ i tutaj różnica jest spora. Da się tym jechać szybciej tylko trzeba mieć do tego nogę. No i dużo lepiej wyglądają.

Nw:  Po wznowieniu treningów na Krajewskiego 1 we Wrocławiu masz już na pewno wyrobioną opinię odnośnie speedrowera. Speedrower jest taki sam, czy jednak widzisz różnice porównując starty przed lat do tych obecnie?
WS: Ciężko mi to jeszcze porównywać, ponieważ do tej pory poważne ściganie widziałem tylko u nas na Memoriale. To co zauważyłem na dziś po obejrzeniu kilku meczy w internecie i po treningach z zawodnikami Hydro-Bud Szarży to dużo większy profesjonalizm. Zawodnicy naprawdę się przykładają do tego sportu, nie tylko do treningów ale np. prowadzą social media. Całe drużyny wyglądają bardzo dobrze. Bluzy meczowe były już wtedy gdy ja przestawałem się ścigać, ale teraz wszyscy mają jednakowe bluzy czy kurtki, w których przyjeżdżają na zawody. Ta wizualna strona jest dużo lepsza i o to chyba chodzi. Sama jazda nie zmieniła się jakoś diametralnie. Jest jeszcze CS Superliga, która też wygląda coraz lepiej od strony medialnej. Wydaje się to zmierzać w dobrą stronę.

Nw: Jest wiosna 2020 r. Wszędzie dominuje covid. Ludzie w większości siedzą w domach. Z jakiego źródła Witold Strzelec dowiedział się o reaktywacji speedrowera we Wrocławiu i jak zareagowałeś na tę informację? Co sobie wtedy pomyślałeś?
WS:Pewnego ranka zobaczyłem powiadomienie o zaproszeniu do grupy. W sumie nawet nie wiem kto mnie tam dodał. Wydaje się że był to Marcin. Było tam sporo osób związanych kiedyś ze Spartą lub z poszczególnymi zawodnikami. Pomyślałem że to bardzo miłe iż ktoś o mnie jeszcze pamięta. Kolejną myślą niestety było że to się pewnie znowu nie uda. Mocno się pomyliłem.

Nw: W miarę możliwości aktywnie uczestniczyłeś i nadal uczestniczysz w treningach, a także zawodach speedrowerowych. Wiesz, że tak jak kiedyś – byłeś jednym z najmłodszych w drużynie, tak i teraz (bo nic się w tym względzie nie zmieniło) siłą rzeczy jesteś najmłodszym z dawnej ekipy zawodników. :-). Nie uważasz, że teraz jest to twój atut? :-).
WS: To prawda. Jestem z tej ekipy najmłodszy. Młodsi ode mnie są tylko nasi juniorzy i Krystian Górniaczyk. Czy to atut? Pewnie byłby nim gdybym przez ostatnie piętnaście lat prowadził tryb życia chociaż zbliżony do sportowego. Niestety tak nie było i teraz zawodnicy starsi ode mnie o osiem lat są lżejsi o trzydzieści, kilo co stanowi drobny problem, ale mam nadzieję na duże zmiany w tej kwestii.

Nw:  Jak przebiegały twoje przygotowania do nadchodzącego sezonu i jak czujesz się pod względem fizycznym?
WS: Szczerze mówiąc to chyba nigdy nie przepracowałem zimy tak jak w tym roku. Treningi rozpocząłem jakoś pod koniec grudnia co było spowodowane kontuzją żeber jakiej nabawiłem się w listopadzie. Pod względem fizycznym czuję się dobrze, ale wiem że do takiej w miarę dobrej formy jeszcze długa droga.

Nw:  Aż trudno w to uwierzyć, ale wspólnie z kolegami z toru z dawnych lat, prezentujesz młodzieńczy zapał. Skąd to się bierze? Czy wynika to z tego, że speedrower mimo wszystko to twoja pasja?
WS: Chyba tak jest. Przez wiele lat nawet nie śledziłem co się w tym sporcie dzieje. Gdy zostałem zaproszony do udziału w projekcie pt. Szarża Wrocław zgłosiłem chęć pomocy organizacyjnej, jednak gdy pojawiłem się na torze i Martinez dał mi na chwilę rower wróciły wszystkie te emocje związane z rywalizacją. Z tego się chyba nie wyrasta. Na kolejny trening przywiozłem resztki roweru wykopanego od rodziców z piwnicy, Marcin Szymański poskładał go na nowo, no i jestem.