Całe życie drugi. Jego wyniki sportowe można porównać do bohatera filmu Marka Koterskiego „Nic śmiesznego” Adasia Miauczyńskiego, który także był we wszystkich sferach drugi. Ale Krzysztof Cegielski wszystkiego spróbował i niczego nie żałuje. Żużlowcem został dzięki swojemu uporowi. Był zapisany do klubu sportowego Warta Gorzów na treningi piłki nożnej. Jednak młodemu chłopakowi marzyły się zajęcia w sekcji żużlowej Stali Gorzów, które prowadził Bogusław Nowak. Kiedyś, gdy tata zawiózł Krzysztofa na trening piłki nożnej, ten nie chciał wyjść z samochodu. Na szczęście rodziców nie trzeba było długo przekonywać do treningów żużlowych. Zarówno tata jak i mama Krzysztofa byli kibicami speedwaya. Oprócz tego sami jeździli na motorach.
W kolejnym odcinku „Mówi się żużel” Jacka Dreczki Kris chciał pogadać na ostro. Im trudniej tym łatwiej. Charakterny gość. A, że niektórych wkurza? On to chyba lubi. Jeździł na żużlu 8 lat do 3 czerwca 2003 roku. Miał wówczas zaledwie 24 lata i całą sportową karierę przed sobą. Jednak wówczas w meczu pomiędzy Elit Vetlandą a Rospiggarną Hallstavik w Szwecji uszkodził kręgosłup i jest niepełnosprawny. Jakby tego było mało niejako kontuzja przytrafiła się Cegielskiemu na jego własne życzenie.
O tym wypadku możemy przeczytać w Wikipedii: Przed ostatnimi biegami Cegielski kłócił się z menedżerem Vetlandy Bo Wirebrandem, który nie zamierzał wystawić zawodnika do biegów nominowanych. Cegielskiemu udało się ostatecznie przekonać trenera, który zrezygnował z udziału Wiesława Jagusia. W XV biegu na pierwszym łuku doszło do wypadku, podczas którego uderzył w bandę. W jego wyniku Cegielski doznał poważnego urazu kręgosłupa, uszkodzenia 12. kręgu (obrócił się on o 180°), miał także przebite płuco i złamane żebra.
Ale na szczęście zaczął nowe, ciekawe życie. Chyba nawet ciekawsze. Historię eksperta, któremu spowiada się większość polskich żużlowców możecie wysłuchać w audycji Jacka Dreczki „Mówi się żużel”:






