Były mistrzostwa. Były finały. Była dominacja, która przez kilka sezonów wydawała się nie mieć końca. Były wielkie nazwiska i drużyna, która potrafiła wygrywać wtedy, kiedy stawka rosła najbardziej. Orlen Oil Motor Lublin stał się jednym z najpotężniejszych klubów polskiego żużla.
Ale w sporcie przychodzi moment, kiedy trzeba odpowiedzieć na znacznie trudniejsze pytanie niż to, kto wygra najbliższy mecz.
Trzeba odpowiedzieć, co zostanie po zwycięskiej generacji.
I właśnie tutaj Motor Lublin znalazł się dziś w bardzo niebezpiecznym miejscu.
Porażka 42:48 z Pres Grupą Deweloperską Toruń w pierwszym meczu play-off 6 września nie jest wyłącznie historią o sześciu punktach straty. To może być symboliczny moment, w którym kończy się pewna epoka. Torunianie wygrali bowiem w Lublinie pierwszy raz od 1995 roku. Po 31 latach.
Jeszcze rok temu to właśnie Toruń zabrał Motorowi mistrzostwo Polski. Teraz zrobił kolejny krok w kierunku wyeliminowania lublinian z walki o finał.
A wraz z kolejną porażką wraca pytanie, które jeszcze niedawno mogło wydawać się wręcz absurdalne:
czy Motor w najlepszych dla siebie latach nie zapomniał przypadkiem o budowaniu przyszłości?
Z imperium nie zostało nic? Nie. Ale zostało za mało
Trzeba zacząć od faktów, bo bez nich łatwo zgubić proporcje.
Motor po awansie do PGE Ekstraligi w 2019 roku wszedł na ścieżkę, która doprowadziła go do absolutnej krajowej czołówki. Od 2021 roku lublinianie nieprzerwanie występują w finałach Drużynowych Mistrzostw Polski.
Pięć finałów.
Trzy mistrzostwa.
W 2022 roku Motor pokonał Stal Gorzów. W latach 2023 i 2024 okazywał się lepszy od Betard Sparty Wrocław. Dwa finały zakończyły się porażkami — w 2021 roku z wrocławianami, a w ubiegłym sezonie z Pres Toruniem.
To nie jest przypadkowy zbiór dobrych sezonów.
To jest epoka dominacji.
Jakub Kępa rzeczywiście zbudował zespół, który przez kilka lat należał do ścisłej światowej czołówki klubowego żużla. Co więcej, Motor przez długi czas miał jeszcze jeden ogromny atut — zawodników omijały poważniejsze problemy zdrowotne, które mogłyby rozbić misternie zbudowaną układankę.
Dlatego można było odnieść wrażenie, że w Lublinie powstało coś trwałego.
Że to dopiero początek.
Że po kilku mistrzostwach przyjdą następne.
I właśnie dlatego dzisiejsza sytuacja jest tak interesująca.
Bo być może Motor zbudował znakomity zespół na swoje najlepsze lata, ale nie zbudował równie dobrze klubu na lata, które miały dopiero nadejść.
Niedziela, która zabolała podwójnie
6 września Motor miał rozpocząć walkę o kolejny finał.
Zamiast tego dostał potężny cios.
Pres Grupa Deweloperska Toruń wygrała w Lublinie 48:42. Sama różnica sześciu punktów jest już problemem. Jeszcze większe znaczenie ma jednak sposób, w jaki do niej doszło.
Toruń po raz pierwszy od 31 lat zwyciężył na lubelskim torze.
Dla Motoru jest to wynik symboliczny.
Przez lata rywale przyjeżdżali do Lublina z przekonaniem, że muszą rozegrać niemal perfekcyjny mecz, aby myśleć o zwycięstwie. Teraz to właśnie Motor musi patrzeć na tabelę, liczyć punkty i zastanawiać się, czy uda się odwrócić sytuację w rewanżu. Okazało się, że do finału było daleko. Bardzo daleko. Motor przegrał bardzo wysoko w Toruniu 32-58 i teraz walczy z Fogo Unią o brązowy medal. Przed rewanżem na własnym stadionie w nieco lepszej sytuacji są Leszczynianie, którzy wygrali pierwszy mecz u siebie 46-44
A przecież jeszcze niedawno wydawało się, że pytanie brzmi nie „czy Motor awansuje do finału?”, tylko „kto będzie jego przeciwnikiem?”.
Największy problem nie narodził się w niedzielę
To właśnie trzeba podkreślić.
Niedzielna porażka z 6 września br. nie stworzyła problemu Motoru.
Ona go tylko bardzo wyraźnie pokazała.
Według oceny dobiegających z różnych źródeł, głównym odpowiedzialnym za nadchodzący koniec dominacji Motoru jest – nie kto inny – a Jakub Kępa. Zarzut nie sprowadza się do tego, że prezes popełnił jeden błąd transferowy.
Chodzi o coś znacznie poważniejszego.
O brak odpowiedniego zabezpieczenia przyszłości.
Motor miał pieniądze. Miał możliwości. Miał sportową pozycję. Miał okres prosperity, w którym mógł inwestować nie tylko w aktualnych liderów, lecz także w zawodników, którzy za dwa, trzy czy cztery lata mogliby stać się częścią podstawowego składu.
I właśnie tutaj — zdaniem krytyków polityki klubu — pojawiła się największa luka.
U24: tam widać różnicę
Najbardziej wymownym przykładem jest Ekstraliga U24.
Motor przez lata konsekwentnie nie angażował się w ten projekt na poziomie, który pozwalałby traktować go jako poważną kuźnię przyszłych zawodników pierwszego zespołu.
W tym samym czasie inne kluby patrzyły na U24 zupełnie inaczej.
Najlepszym przykładem jest Sparta Wrocław.
I tutaj nie trzeba już niczego interpretować. Wystarczy spojrzeć na medale.
Wrocławianie zdobyli brązowy medal pierwszej edycji U24 Ekstraligi w 2022 roku. Następnie przyszedł złoty medal w 2024 roku. Rok później Sparta ponownie wygrała rozgrywki, zostając mistrzem U24 Ekstraligi w 2025 roku. W obecnym sezonie 2026 wrocławianie dołożyli srebrny medal.
Cztery medale w pięciu pierwszych edycjach. Dwa mistrzostwa. Brąz. Srebro.
To nie jest przypadek.
To jest efekt konsekwentnego traktowania tych rozgrywek jako elementu szerszej polityki kadrowej.
Motor w krótkiej historii U24 Ekstraligi nie ma żadnego medalu.
I właśnie ten kontrast jest najbardziej wymowny.
Bo można dyskutować o pojedynczym transferze. Można spierać się o kontrakt. Można różnie oceniać formę zawodnika.
Ale kiedy po jednej stronie mamy klub z czterema medalami U24 w pięciu edycjach, a po drugiej zespół, który w tym okresie nie wywalczył żadnego, trudno nie postawić pytania o filozofię budowania zaplecza.
Sparta nie czekała, aż problem sam się rozwiąże
Wrocławianie robili coś, czego Motor przez lata nie robił w takim stopniu.
Inwestowali w zawodników.
Nie tylko w gwiazdy potrzebne natychmiast.
Również w tych, którzy dopiero mieli nimi zostać.
To właśnie z U24 wiąże się sens całego projektu. Nie chodzi wyłącznie o wynik tabeli. Chodzi o możliwość sprawdzania zawodników, dawania im odpowiedniej liczby startów, rozwijania ich i przygotowywania do większych wyzwań.
Sparta konsekwentnie korzystała z tej drogi.
Efekty są widoczne.
W 2024 roku wygrała U24 Ekstraligę. W 2025 roku obroniła tytuł. W 2026 roku zakończyła rywalizację ze srebrem. Oficjalna tabela tego sezonu pokazuje Spartę na drugim miejscu, podczas gdy Motor uplasował się na szóstej pozycji.
To nie jest różnica jednego sezonu.
To różnica w podejściu.
A takich klubów jest więcej
Nie można jednak sprowadzać całej sprawy wyłącznie do Sparty.
W polskim żużlu jest więcej klubów, które myślą perspektywicznie. Są zespoły, które rozumieją, że budowanie przyszłości nie zaczyna się wtedy, kiedy kończy się obecny skład.
Zaczyna się wtedy, kiedy obecny skład jeszcze wygrywa.
To najważniejsza różnica.
Jeżeli klub czeka z poszukiwaniem następcy aż do momentu, kiedy jego lider odchodzi, jest już spóźniony.
Jeżeli zaczyna szukać juniora dopiero wtedy, gdy pojawia się dziura w składzie, musi działać pod presją.
Jeżeli natomiast ma przygotowanych kilku zawodników, może pozwolić sobie na selekcję, cierpliwość i spokojne podejmowanie decyzji.
W sporcie właśnie ta przewaga czasu często jest bezcenna.
Przyjemski był ostrzeżeniem
Przypadek Wiktora Przyjemskiego bardzo dobrze pokazuje, gdzie Motor znalazł się dzisiaj.
Po jego odejściu klub nie miał przygotowanego odpowiedniego zagranicznego juniora, który mógłby w naturalny sposób przejąć jego miejsce.
To właśnie tutaj wróciły konsekwencje wcześniejszej polityki U24.
Przez kilka lat można było uważać, że nie ma problemu. Były (i są) przecież gwiazdy. Były mistrzostwa. Były finały. Były wyniki.
A skoro pierwsza drużyna wygrywa, po co przejmować się tym, kto będzie gotowy za trzy lata?
Tyle że trzy lata mijają bardzo szybko.
I nagle okazuje się, że zawodnika, którego potrzebujesz dzisiaj, trzeba było wychować wczoraj.
Drugi błąd: osłabienie zespołu
To nie był jednak jedyny problem.
Krytycy polityki Jakuba Kępy wskazują także na decyzje dotyczące składu z poprzedniego sezonu.
Motor pozwolił wówczas na wyraźne osłabienie zespołu. Co ważne, przez zimę prezes klubu przekonywał, że nie widzi w tym większego problemu.
Jego słowa brzmiały:
„formacja seniorska jest na bardzo podobnym poziomie, a wręcz będzie sprawować się lepiej niż czwórka seniorów z zeszłego roku”.
Dzisiaj ta wypowiedź wraca, ponieważ wraz z wynikami obecnego sezonu inaczej wygląda również ocena tamtych decyzji.
Nie chodzi o to, że każda zmiana kadrowa musi kończyć się katastrofą.
Chodzi o to, że przy tak wysokiej pozycji Motoru każdy ruch powinien być analizowany nie tylko pod kątem najbliższego sezonu, ale również kolejnych lat.
Sukces może być największą pułapką
To paradoks, który zna wiele klubów sportowych.
Najłatwiej budować przyszłość wtedy, gdy nie ma się jeszcze sukcesów.
Wtedy wszyscy wiedzą, że trzeba inwestować.
Trudniej jest robić to po zdobyciu mistrzostwa.
Po kolejnym mistrzostwie jeszcze trudniej.
A po trzecim można już dojść do wniosku, że skoro system działa, nie ma sensu go zmieniać.
Motor właśnie w takim momencie mógł stracić czujność.
Lata prosperity dawały poczucie bezpieczeństwa.
Drużyna była silna.
Zawodnicy byli zdrowi.
Wyniki się zgadzały.
Finał był niemal corocznym obowiązkiem.
Ale konkurencja nie spała.
Rusko patrzył dalej
W tym kontekście szczególnie ciekawa jest postać Andrzeja Rusko.
Przez lata Jakub Kępa lubił stawiać się w opozycji do Rusko, który patrzył na żużel nie tylko przez pryzmat wyniku sportowego, ale również biznesu i długoterminowego rozwoju klubu.
Dzisiaj role można oceniać inaczej.
Sparta zbudowała stabilniejsze zaplecze i pomogła w rozwoju takich zawodników jak Francis Gusts, Mikkel Andersen czy Wiliam Drejer. Świetnym przykładem z ostatniego okresu jest Jakub Krawczyk. Jako junior reprezentując barwy Betard Sparty zdobył tytuł Młodzieżowego Indywidualnego Mistrza Polski. Po zakończeniu wieku juniora Krawczyk wrócił na ten sezon do Ostrowa, by w przyszłym roku ponownie pojawić się w Sparcie jako zawodnik formacji U24. Startujący w niej Bartłomiej Kowalski w 2026 roku będzie miał już 25 lat i będzie startował już jako senior.
Nie wszyscy z nich musieli od razu być liderami.
Nie o to chodziło.
Chodziło o to, aby klub miał ludzi, którzy mogą w przyszłości wejść poziom wyżej.
To właśnie jest sens perspektywicznego zarządzania.
Motor miał pieniądze. Nie miał wymówki
Najbardziej bolesne w tej historii jest to, że nie można jej łatwo tłumaczyć brakiem pieniędzy.
Motor należał (i nadal należy) do najbogatszych klubów polskiego żużla.
Lublinianie mogli nadal walczyć o mistrzostwo Polski bez konieczności ponoszenia znacznie większych nakładów.
Problemem nie był więc wyłącznie budżet.
Problemem było to, na co przeznaczano dostępne możliwości.
Można było budować pierwszą drużynę i jednocześnie rozwijać U24.
Można było szukać zagranicznych juniorów.
Można było przygotowywać następców.
Można było stworzyć system, który powodowałby, że odejście jednego zawodnika nie powoduje wyrwy.
Sparta pokazała, że takie podejście jest możliwe.
Transfer Bednara nie rozwiązuje problemu systemowego
Kiedy pojawiła się potrzeba wzmocnienia, Motor musiał sięgnąć po Adama Bednara. (w przyszłym roku Mateusz Cierniak nie będzie mógł już startować w formacji U24).
To ruch, który ma ratować przyszłoroczny sezon. Zawodnik stał się dostępny dlatego, że władze Stali nie zabezpieczyły jego obecności w swoim klubie na dłużej. Transfer może być świetnym posunięciem. Ale nawet najlepszy transfer nie zastąpi systemu.
Jeżeli klub co kilka lat musi reagować transferem na brak zawodnika, którego powinien mieć już w swoim systemie, to znaczy, że gdzieś wcześniej zabrakło planowania.
Toruń tylko przyspieszył moment prawdy
Dlatego porażka z Toruniem nie powinna być traktowana wyłącznie jako wpadka. Oczywiście, w żużlu jeden mecz może zmienić bardzo wiele. Motor wciąż może walczyć. Wciąż może odrabiać straty.
Wciąż jest klubem, który ma zawodników zdolnych do wielkich rzeczy.
Ale problem, który ujawnił się w tym sezonie, nie zniknie nawet wtedy, gdy lublinianie odwrócą losy rywalizacji z torunianami.
Bo kwestia przyszłości pozostanie.
Kto zastąpi odchodzących zawodników?
Kto będzie gotowy za rok?
Kto za dwa lata?
Kto wyrośnie z U24?
Który junior zagraniczny będzie kolejnym ważnym ogniwem?
I przede wszystkim: czy Motor zacznie traktować rozwój zawodników jako równie ważną inwestycję jak walkę o kolejne mistrzostwo?
Pięć finałów nie może być argumentem przeciwko przyszłości
Motor ma za sobą fantastyczny okres.
Tego nie wolno zapominać.
Trzy mistrzostwa Polski w pięciu finałach to dorobek, którego zazdrościć może zdecydowana większość polskich klubów.
Ale właśnie dlatego wymagania wobec Motoru są większe.
Klub, który zdobył trzy tytuły, nie może zadowolić się wspomnieniem tych tytułów.
Musi wiedzieć, jak zdobywać kolejne.
A do tego potrzebni są nie tylko obecni liderzy.
Potrzebni są ich następcy.
Sparta wysłała jasny sygnał
Cztery medale U24 w pięciu edycjach to najlepszy możliwy przykład.
Brąz w 2022 roku.
Złoto w 2024.
Złoto w 2025.
Srebro w 2026.
Sparta nie wygrała wszystkich możliwych trofeów. Ale konsekwentnie inwestowała w obszar, który miał dać jej przewagę w przyszłości. W obecnym sezonie wrocławianie zakończyli U24 Ekstraligę na drugim miejscu, a Motor znalazł się na szóstej pozycji.
To jest właśnie obraz dobrej polityki.
Nie jednego genialnego transferu.
Nie jednego zawodnika.
Nie jednego sezonu.
Polityki.
Kępa stoi przed najważniejszym zadaniem
Jakub Kępa może jeszcze napisać kolejne rozdziały historii Motoru.
Ale będzie to już inna historia.
Nie wystarczy utrzymać pierwszą drużynę.
Nie wystarczy znaleźć jednego zawodnika.
Nie wystarczy kolejny transfer.
Motor potrzebuje odpowiedzi na pytanie, jak przejść z modelu opartego na aktualnej sile pierwszego zespołu do modelu, w którym pierwsza drużyna jest zasilana przez zawodników rozwijanych we własnym systemie.
Bo właśnie tego zabrakło.
I dlatego dzisiejsza sytuacja jest tak niepokojąca.
Motor przez kilka lat był królem polskiego żużla.
Ale królowie też muszą myśleć o następcach.
Toruń już dwa razy odebrał Lublinowi mistrzostwo.
NIedawno wygrał w Lublinie po raz pierwszy od 31 lat i po zwycięstwie na Motoarenie pozbawił Motor walki o kolejne złoto DMP.
Być może to tylko jeden nieudany sezon Lublinian.
Być może początek większej zmiany.
Jedno jest jednak pewne.
Największym problemem Motoru nie jest dzisiaj to, że przegrał jeden, czy drugi mecz. Największym problemem jest to, że w latach, kiedy wygrywał niemal wszystko, nie zbudował równie mocnej odpowiedzi na pytanie: co będzie później?
Sparta tę odpowiedź budowała.
I dzisiaj ma na to cztery medale U24.
Motor ma w tej konkurencji zero.
To nie rozstrzyga jeszcze o przyszłości obu klubów.
Ale jest bardzo mocnym sygnałem, że w żużlu liczy się nie tylko to, kto ma najlepszą drużynę dzisiaj.
Liczy się również to, kto już kilka lat wcześniej zaczął budować drużynę na jutro.
Zdjęcie: Patrycja Knap








