Przez kilka ostatnich sezonów Orlen Oil Motor Lublin przyzwyczaił wszystkich do czegoś wyjątkowego. Wicemistrzowie Polski byli zespołem, który na krajowych torach potrafił nie tylko wygrywać, ale przede wszystkim narzucać rywalom własne warunki. W 2026 roku ten obraz wyraźnie się zmienił. Motor nadal ma w składzie Bartosza Zmarzlika, jednego z najlepszych żużlowców w historii, a także kilku zawodników światowego formatu. Mimo to coraz częściej widać, że sama jakość nazwisk nie gwarantuje już lublinianom przewagi.

Najbardziej wymownym obrazem obecnej sytuacji był niedzielny mecz 12. kolejki PGE Ekstraligi. Betard Sparta Wrocław rozbiła Motor aż 59:31, odrabiając z dużą nawiązką straty z pierwszego spotkania i zdobywając również punkt bonusowy. W pierwszym meczu w Lublinie gospodarze wygrali 55:35. W rewanżu Sparta zwyciężyła 59:31, a cały dwumecz zakończył się wynikiem 94:86 dla wrocławian.

To nie był przypadkowy słabszy wieczór. Wynik we Wrocławiu pokazał problem, który w Motorze narastał już wcześniej: brak wystarczającej prędkości kilku zawodników jednocześnie.

Zmarzlik był najlepszy. Ale nawet on nie był w stanie odwrócić losów meczu

Bartosz Zmarzlik zdobył we Wrocławiu 13 punktów. Był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Motoru, choć jego dorobek również nie wyglądał jak wynik żużlowca, który ma samotnie ciągnąć cały zespół.

Kapitan reprezentacji Polski wygrał jeden wyścig, a pozostałe kończył trzy razy na drugich pozycjach i raz na trzeciej – aż do ostatniej gonitwy, w której pokonał Brady’ego Kurtza. Australijczyk wcześniej był jednak bezkonkurencyjny i zdobył 16+1 punktów (także w sześciu startach).

Dla porównania: w Motorze tylko Fredrik Lindgren był w stanie przekroczyć granicę ośmiu punktów — Szwed zakończył zawody z dziewięcioma. Kacper Woryna zdobył zaledwie 3+1, Mateusz Cierniak 2, Martin Vaculík 1, a Bartosz Bańbor 3+1.

Ta dysproporcja mówi bardzo dużo.

Sparta miała czterech zawodników zdolnych regularnie wygrywać wyścigi. Brady Kurtz zdobył 16+1, Maciej Janowski 12+3, Artiom Łaguta 12+2, a Bartłomiej Kowalski 11. Motor miał przede wszystkim Zmarzlika i Lindgrena.

I właśnie dlatego gospodarze już po sześciu wyścigach prowadzili 27:9.

Twardy tor obnażył problemy z prędkością?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawszy wątek sprzętowy.

W środowisku żużlowym od pewnego czasu dyskutuje się o charakterystyce najnowszych jednostek przygotowywanych przez Ryszarda Kowalskiego i jego firmę RK Racing. Nie chodzi przy tym o stwierdzenie, że silniki są „złe”. Wręcz przeciwnie — Kowalski nadal należy do absolutnej światowej czołówki tunerów.

Problemem może być dopasowanie charakterystyki silnika do konkretnego toru i sposobu jazdy zawodnika.

To bardzo istotne rozróżnienie.

W żużlu nie istnieje prosty schemat: dobry silnik = dobry wynik. Jednostka musi zostać odpowiednio ustawiona pod nawierzchnię, warunki atmosferyczne, przełożenia, sprzęgło, ciśnienie w oponach i charakterystykę konkretnego zawodnika. Wcześniejsze analizy sprzętowe wskazywały właśnie na coraz większe znaczenie prawidłowego dopasowania ustawień, a nie wyłącznie maksymalnej mocy silnika.

To może mieć szczególne znaczenie na torach twardych.

I właśnie dlatego niedzielny występ Motoru we Wrocławiu jest tak interesujący.

RK Racing ma w Motorze bardzo mocną reprezentację

Nie jest tajemnicą, że z RK Racing współpracują obecnie kluczowi zawodnicy Motoru.

Bartosz Zmarzlik od lat korzysta z jednostek przygotowywanych przez Ryszarda Kowalskiego. Kacper Woryna przed sezonem 2026 również deklarował, że korzysta wyłącznie ze sprzętu RK Racing.

Co ważne, do współpracy z Kowalskim powrócił także Mateusz Cierniak. Informację o tym przed sezonem 2026 potwierdzały materiały dotyczące sytuacji na rynku tunerów.

Oznacza to, że trzech bardzo ważnych zawodników Motoru korzysta ze sprzętu tej samej stajni.

I właśnie dlatego każda informacja o charakterystyce tych jednostek jest dla klubu z Lublina szczególnie istotna.

Nie można jednak uczciwie powiedzieć, że niedzielna porażka 31:59 została „spowodowana przez silniki”. Ale można stwierdzić wprost, iż wrocławski tor wyraźnie obnażył problemy z prędkością części zawodników Motoru.

Woryna: świetny sezon w Grand Prix, zupełnie inny obraz w lidze

Najbardziej jaskrawym przykładem jest Kacper Woryna.

Polak w 2026 roku jest stałym uczestnikiem Speedway Grand Prix i w cyklu mistrzostw świata potrafi prezentować poziom światowej czołówki. Jednocześnie jego ligowa forma w Motorze nie jest tak stabilna, jak oczekiwaliby działacze.

We Wrocławiu zdobył tylko 3+1 pkt. Z sześciu startów na punktowanych pozycjach przyjeżdżał tylko dwukrotnie — w jednym wyścigu zdobył dwa punkty z bonusem w innym jedno oczko, w pozostałych startach notował zera.

Co ciekawe, kilka tygodni wcześniej ten sam zawodnik mówił o swoich jednostkach RK Racing bardzo pozytywnie. Po zwycięstwie w drugiej rundzie Indywidualnych Mistrzostw Polski w Bydgoszczy Woryna podkreślał, że miał dobrze przygotowany silnik pod tamtejszy tor i wskazywał na zasługi RK Racing oraz swojego teamu.

To pokazuje, że problem nie musi być związany z samą jakością jednostek.

Ten sam silnik może być znakomity na jednym torze, a znacznie trudniejszy do wykorzystania na innym.

Cierniak także nie może znaleźć stabilności

Jeszcze bardziej niepokojący dla Motoru jest przypadek Mateusza Cierniaka.

Zawodnik, który w poprzednich sezonach należał do ważnych elementów lubelskiej układanki, w tym roku nie daje drużynie takiej stabilności, jakiej oczekiwano.

Oficjalne statystyki PGE Ekstraligi przed ostatnimi spotkaniami pokazywały jego średnią biegową na poziomie 1,69 pkt/bieg. Dla porównania Zmarzlik był zdecydowanym liderem Motoru, a Woryna również znajdował się wysoko w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ekstraligi.

We Wrocławiu Cierniak zdobył tylko dwa punkty.

Nie można oczywiście całego sezonu zawodnika sprowadzić do ustawień motocykla. Na wynik składają się także forma fizyczna, pewność siebie, starty, decyzje na trasie, przygotowanie toru oraz zwyczajnie dyspozycja dnia.

Ale kiedy problemy z prędkością pojawiają się jednocześnie u kilku zawodników korzystających z podobnego zaplecza sprzętowego, naturalne jest, że temat tunerów zaczyna być analizowany.

Martin Vaculík? Tutaj problem jest jeszcze bardziej złożony

Do układanki dochodzi Martin Vaculík.

Słowak we Wrocławiu zdobył zaledwie jeden punkt i miał ogromne problemy z prędkością. W jego przypadku sytuacja sprzętowa jest jednak bardziej skomplikowana, ponieważ nie można automatycznie zaliczać go do tej samej grupy zawodników RK Racing.

Przed sezonem 2026 źródła dotyczące rynku tunerów wskazywały, że Martin Vaculík znajdował się po stronie zawodników współpracujących z Ashleyem Hollowayem.

To ważne, ponieważ pokazuje, że problem Motoru nie może być sprowadzony wyłącznie do jednostek RK Racing.

Jeżeli bowiem zawodnik korzystający z innego zaplecza sprzętowego również nie jest szybki, oznacza to, że przyczyn trzeba szukać szerzej.

Sparta pokazała, jak wygląda kompletna drużyna

Wrocławianie zrobili natomiast coś, czego Motor nie potrafił zrobić: praktycznie każdy element ich układanki zadziałał.

Brady Kurtz był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem spotkania. Maciej Janowski, Artiom Łaguta i Bartłomiej Kowalski regularnie zajmowali wysokie pozycje. Nawet młodzieżowcy Sparty dołożyli „swoje” jakże ważne punkty.

W efekcie gospodarze wygrali pierwszą serię 17:7, drugą 16:2, a po dziesięciu biegach prowadzili już 42:18.

Motor odpowiedział dopiero w jedenastym wyścigu. Fredrik Lindgren i Kacper Woryna wygrali wówczas 5:1 z Janowskim i Łagutą.

Był to pierwszy drużynowy biegowy triumf lublinian w całym spotkaniu.

Za późno.

To nie jest pierwszy sygnał ostrzegawczy

Niedzielna porażka nie pojawiła się znikąd.

Już 29 maja Motor przegrał u siebie z Bayersystem GKM-em Grudziądz 44:46. Była to sensacja, bo grudziądzanie przerwali długą serię zwycięstw lublinian na własnym torze. Radio Lublin informowało wówczas o zakończeniu serii 32 kolejnych domowych zwycięstw Motoru.

Jeszcze mocniejszy sygnał przyszedł 21 czerwca.

PRES Grupa Deweloperska Toruń rozbiła Motor na Motoarenie aż 61:29. Zmarzlik zdobył co prawda 14 punktów, ale pozostali zawodnicy Motoru mieli ogromne problemy. Woryna zdobył 6, Cierniak 4+2, Vaculík zaledwie jeden punkt, a juniorzy nie zdołali wnieść odpowiedniej liczby punktów.

Mamy więc trzy bardzo mocne sygnały:

44:46 z GKM-em w Lublinie, 29:61 w Toruniu i 31:59 we Wrocławiu.

Każdy z tych wyników oznaczał sytuację, w której Motor nie był w stanie wykorzystać potencjału całego składu.

A przecież jeszcze niedawno Motor był ligowym walcem

Kontrast jest ogromny.

Motor zdobył w kwietniu mistrzostwo Polski par klubowych po raz piąty z rzędu. W Gdańsku Zmarzlik i Martin Vaculík wywalczyli łącznie 23 punkty, a lublinianie wyprzedzili GKM Grudziądz i Spartę Wrocław.

W pierwszych tygodniach sezonu także trudno było mówić o kryzysie.

Motor wygrał inaugurację z Toruniem 56:34, następnie rozbił Włókniarza w Częstochowie 64:26, a później wysoko pokonywał kolejnych rywali.

Problem polega więc nie na tym, że Motor nagle stał się słabym zespołem.

Problem polega na tym, że przewaga, którą lublinianie mieli nad rywalami w poprzednich sezonach, wyraźnie się zmniejszyła.

Wymowna jest również sytuacja w Grand Prix

Tutaj obraz jest bardziej skomplikowany.

Bartosz Zmarzlik nadal pozostaje jednym z najlepszych zawodników świata, a po ośmiu rundach Speedway Grand Prix 2026 znajduje się na czele klasyfikacji w walce o mistrzostwo świata. Po turnieju w Rydze prowadzi w klasyfikacji generalnej, przed Brady Kurtzem i Robertem Lambertem.

Co więcej, w Rydze bardzo dobrze pojechał także Kacper Woryna.

To właśnie ten fakt jest ważnym argumentem przeciwko zbyt łatwej tezie o „końcu” RK Racing.

Jeżeli sprzęt tej stajni rzeczywiście byłby fundamentalnie niekonkurencyjny, trudno byłoby jednocześnie wyjaśnić wysoką formę jej zawodników w światowym cyklu.

Możliwa jest więc inna interpretacja.

Charakterystyka sprzętu może pasować do jednych warunków bardziej niż do innych

Ryga i Wrocław to dwa zupełnie różne środowiska do ścigania.

W Rydze zawodnicy rywalizowali w warunkach, w których tor, po opadach deszczu był przyczepny, więc zawodnicy jeżdżący na jednostkach RK Racing radzili sobie bardzo dobrze.

We Wrocławiu Motor został natomiast brutalnie zweryfikowany pod względem startów i prędkości, na twardej nawierzchni z którą goście do końca meczu nie potrafili sobie poradzić.

Wielu fachowców zwracało uwagę na to, iż silniki gości na torze Stadionu Olimpijskiego miały za dużą moc.

Kowalski nadal jest jednym z najważniejszych tunerów świata

Ryszard Kowalski nie stał się nagle słabym tunerem.

Wręcz przeciwnie — przed sezonem 2026 jego firma nadal była wymieniana w ścisłej światowej czołówce, a rywalizacja z Ashleyem Hollowayem była przedstawiana jako jeden z najważniejszych sprzętowych wyścigów w światowym żużlu.

Co więcej, Kacper Woryna jeszcze w lipcu publicznie mówił o swoim sprzęcie RK Racing w bardzo dobrych słowach.

Dlatego stwierdzenie, że „Kowalski stracił miano najlepszego tunera świata”, byłoby na dziś zbyt daleko idące.

Można natomiast powiedzieć coś innego: konkurencja jest coraz mocniejsza.

Ashley Holloway ma w swojej stajni Brady’ego Kurtza i Roberta Lamberta. Obaj w 2026 roku prezentują bardzo wysoki poziom.

A Brady Kurtz właśnie w ostatnim meczu przeciwko Motorowi we Wrocławiu zdobył aż 16+1 pkt. i był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem spotkania.

Największy problem Motoru nie nazywa się jednak „Kowalski”

Warto spojrzeć na sprawę jeszcze szerzej.

Motor stracił przed sezonem Wiktora Przyjemskiego, Jacka Holdera i Dominika Kuberę. W ich miejsce pojawili się Martin Vaculík oraz Kacper Woryna, a większa odpowiedzialność spadła również na formację juniorską. To bardzo ważne.

Motor nie jest dokładnie tym samym zespołem, który w poprzednich latach zdominował ligę.

Do tego doszła kontuzja Daniela Bewleya w Sparcie, która paradoksalnie nie osłabiła wrocławian tak mocno, jak można było zakładać. W niedzielę zastępstwo zawodnika za Brytyjczyka przyniosło Sparcie siedem punktów z bonusem.

Wrocław pokazał więc, że można mieć braki kadrowe, a mimo to zachować ogromną siłę.

Motor natomiast w niedzielę nie miał odpowiedzi na czterech rozpędzonych liderów gospodarzy.

Teraz wszystko rozstrzygnie się w Grudziądzu

Sytuacja wicemistrza Polski zrobiła się bardzo poważna.

Po porażce we Wrocławiu Motor nie zdobył punktu bonusowego i pozostaje w bezpośredniej walce o czwarte miejsce z Bayersystem GKM-em Grudziądz. Oficjalny terminarz przewiduje bezpośrednie starcie obu zespołów w ostatniej kolejce rundy zasadniczej — 21 sierpnia w Grudziądzu. A tam na pewno będzie twardo. Nawet bardzo twardo.

Przed Motorem jest jeszcze spotkanie z Fogo Unią Leszno w Lublinie.

I tutaj sytuacja jest jasna: aby mieć pewność awansu do play-off, lublinianie muszą wykonać pracę zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.

Nie wystarczy już marka klubu, sześciokrotny mistrz świata w składzie czy wcześniejsze sukcesy.

Trzeba zdobywać punkty. Zwłaszcza na bardzo twardym torze w Grudziądzu. Motor ma jeszcze trochę czasu, by ustawić silniki w taki sposób aby bardzo dobrze spisywały się na twardej nawierzchni. to podstawa ewentualnego sukcesu w Grudziądzu. Ale o tym nie trzeba przypominać.

Era dominacji rzeczywiście się skończyła?

To najważniejsze pytanie.

Jeżeli przez „dominację” rozumiemy sytuację, w której Motor był niemal automatycznym faworytem każdego spotkania i praktycznie każdy jego zawodnik gwarantował wysoki poziom — odpowiedź brzmi: tak, ten etap się skończył.

Ale jeśli ktoś na podstawie jednego sezonu chce ogłosić koniec Motoru jako potęgi, byłoby to przedwczesne.

Wciąż mówimy o drużynie, która ma w składzie Zmarzlika, Worynę, Lindgrena, Vaculíka i Cierniaka. Wciąż mówimy o zespole, który potrafi rozbić rywala 64:26 na wyjeździe. Wciąż mówimy o pięciokrotnych z rzędu mistrzach Polski par klubowych.

Ale różnica między Motorem a resztą ligi jest dziś znacznie mniejsza.

Sparta, Toruń i Leszno już nie patrzą na Lublin jak na drużynę nie do ruszenia.

A GKM dostał właśnie coś jeszcze cenniejszego niż dwa punkty w tabeli — realną nadzieję na wyeliminowanie Motoru z czołowej czwórki w bieżącym sezonie rywalizacji w PGE Ekstralidze.

Zdjęcie: Maciej Trubisz