Zawody żużlowe na długim torze pierwszy raz na żywo miałem okazję oglądać w 2013 r. kiedy to wybrałem się specjalnie do niemieckiej miejscowości Vechta położonej w północnej części Niemiec. Rozgrywana była tam – 7 września – kolejna runda indywidualnych mistrzostw świata na długim torze.

 

Startowało wówczas wielu zawodników widywanych także na torach klasycznych.

Właśnie w Vechcie znajduje się jeden z kilku „kultowych” niemieckich długich torów. Jest to zarazem jeden z krótszych, obok tych naprawdę długich wybudowanych choćby w Pfarrkirchen, Herxheim czy Muhldorf. Właśnie owa długość toru – skromne 535 m, nieporównywalnie mniejsza od dochodzących nawet do 1000 m “langbahnów” w przywołanych miejscowościach, miała niebagatelny wpływ na mój wybór.

Zakładałem, że na takim obiekcie zdołam dość wyraźne i przez całe okrążenie obserwować rywalizujących zawodników (czytaj: na całym dystansie w zasięgu wzroku). Zarazem owe 535 m to dość dużo, aby te długotorowe motocykle mogły się wystarczająco rozpędzić i zaprezentować znacznie większe prędkości notowanych w klasycznym żużlu. Słowem uzupełnianie dodam jeszcze, że nawierzchnia toru w Vechcie jest dość podobna do naszych polskich torów i przypomina granitową, choć wg informacji klubu AC Vechta nominalnie jest to nawierzchnia piaszczysta względnie piaszczysto-granitowa.

Prędkość pędzących po torze zawodników niemal poraża – przynajmniej mnie. Imponujący jest widok wchodzących w zakręt pięciu lub sześciu jeźdźców „łamiących” maszyny w kontrolnym poślizgu a jeszcze bardziej niesamowicie wygląda to gdy wychodzą oni zakrętu na prostą. Taki widok – zwłaszcza gdy patrzymy na to od przodu z przedłużenia prostej wgniata wręcz w siedzenie. To naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy! Bez zbytniej przesady można odnieść wrażenie, że przy takich prędkościach ścigają się i rywalizują ramie w ramię „szaleńcy”, że chwila nieuwagi jednego lub nieduży błąd innego i któryś z wjeżdżających w zakręt z prędkością ponad 130 km/h zawodników niechybnie wpadnie na widownię.

A niektórzy mówią, że longtrack to nie żużel ew. że jest to żużel ale dla emerytów…. Przekonany jestem, że osądy takie wyrażają zwykle osoby, które nigdy nie widziały na żywo zawodów na prawdziwym długim torze. A przy tym wielu z nich nie było pewnie na jakichkolwiek zawodach żużlowych organizowanych na zachód od Odry. No cóż, ich strata. Mnie ta prędkość zafascynowała a niepowtarzalna i niespotykana na trybunach naszych stadionów atmosfera sprawiła, że od pamiętnych dla mnie zawodów w Vechcie wyjeżdżam raz lub dwa razy w roku na takie właśnie imprezy odbywające się głównie w zachodniej Europie.

A co takiego innego jest na tych stadionach? Wszystko. Przede wszystkim uśmiechnięci i zadowoleni ludzie, którzy przychodzą oglądać zawody i kibicują wszystkim zawodnikom. Fakt jednym mniej innym bardziej ale nikt nikogo nie wyzywa, nikt nie gwiżdże, nie obraża, nikt nie jest przeciwko komuś, wszyscy bowiem przyjechali oglądać zawody, bez spinki i złych, sztucznie generowanych emocji. Szanowany przez widzów jest każdy zawodnik, nawet ostatni z zerowym dorobkiem punktowym.

Niemal każdy z każdym rozmawia, wszyscy wokół są życzliwi, uśmiechają się.

Większość trybun na takich stadionach żużlowych z długimi torami stanowią wały ziemi.

Trybuny z ławkami lub siedzeniami znajdują się najczęściej tylko na starcie, w pozostałej części stadionu na ogół ich nie ma i ludzie siadają na tym co sobie przyniosą.

A są to bardzo różne rzeczy – składane albo i nie składane fotele ogrodowe, nawet takie duże plastikowe, leżaki do opalania, krzesełka wędkarskie, taborety, koce, materace, poduszki itp, itd, słowem: co tam kto ma, co przyniósł i na czym chce siedzieć.

Wielu kładzie się lub siada bezpośrednio na trawie lub spędza czas przy stoiskach gastronomicznych, z których widać tor.

Nierzadko ludzie przynoszą ze sobą parasole plażowe czy nawet namioty, które ustawiają gdzieś na uboczu korony stadionu i tam przez cały żużlowy dzień oglądają wszystkich prezentujących się zawodników posiłkując się jedzeniem i piciem kupionym na stadionie lub przyniesionym ze sobą w turystycznych lodówkach. Zwykle bowiem jest tak, że zawody w longtracku – czy to mistrzowskie czy towarzyskie – nie ograniczają się jedynie do wyścigów motocyklowych pięćsetek.

Niemal zawsze towarzyszą temu wyścigi młodzieżowców, młodzików, zawodników startujących na silnikach 250 i mniejszych, kadry B, sidecarów jak i zawody grasstracka. Wynika to z ekonomicznych czynników; za jednym razem, na jednym stadionie i w jednym terminie organizowane są różne zawody by nie było potrzeby generowania dodatkowych kosztów związanych z zapewnianiem, ochrony, ubezpieczenia, straży pożarnej, pomocy medycznej, gastronomii, ubezpieczenia itd.

 Często są wiec to całodniowe lub nawet dwudniowe imprezy jeśli dodać do tego wcześniejsze treningi i przygotowania. Oczywiście można przyjść i oglądać same wyścigi żużlowe, które podobnie jak i cała reszta wyścigów towarzyszących odbywa się wg podanego wcześniej harmonogramu prezentowanego na plakatach i w programach. Programy zawodów często są dawane gratis do biletów, podobnie jak i długopisy z logo klubu, który jest gospodarzem imprezy. Cały wyścigowy dzień jest rozpisany i wiadomo, kiedy i kto się ściga i kiedy będą przerwy.

W czasie tych przerw można skorzystać z usług licznych punktów gastronomicznych, kupić miejscowe lub spotykane wszędzie jedzenie, napić się piwa czy – szczególnie we Francji wina sprzedawanego – uwaga – na kieliszki lub na butelki a w Niemczech przy barze można na kieliszki na miejscu kupować wódkę(!).

Pełen luz i kultura. Są też stoiska z pamiątkami i gadżetami żużlowymi choć skromniejsze i nie tak duże by nie powiedzieć nachalne i tandetne jak spotyka się często u nas. Nie widziałem przy tym nigdy pijanych lub agresywnych osób, nie widziałem ani jednej interwencji ochrony czy policji. Wszystko jest dla (kulturalnych) ludzi, każdy wie jak się należy zachowywać, nikt nie zakłóca spokoju innym ani tym bardziej zawodów.

Mało tego, w przerwach spotkać można na trybunach samych zawodników i członków ich ekip serwisowych a gdy w danym dniu rozgrywanych jest szereg imprez towarzyszących i przez to występuje wielu zawodników boksy ich ekip nie mieszczą się często w parku maszyn i jest on wówczas znacznie powiększony i dostępny dla kibiców. Można podejść, porozmawiać, zrobić zdjęcie.

Oczywiście na zawodach rangi mistrzowskiej taki dostęp, szczególnie do zawodników ze ścisłej czołówki i ich motorów jest ograniczony ale nadal możliwy. Kontakt z zawodnikami jest szczególnie promowany podczas wcześniejszych, poprzedzających imprezę główną eventów towarzyszących typu wywiady, konferencje, prezentacje, sesje foto z fanami czy wspólne rozdawanie autografów. Podobnie odbywało się to podczas pierwszej w tym roku rundy Speedway Grand Prix Chorwacji. Także w podobny sposób do tego jak ma to miejsce w longtracku zaprezentowano widzom w Gorican zawodników.

Na zawodach rozgrywanych na długich torach bezpośrednio przed startem zawodnicy zawsze wyjeżdżają kolejno na motocyklach wywoływani przez spikera objeżdżają tor bez kasków witając się w fanami. Fajne to i miłe dla oka.

Wkrótce potem następuje start i przeprowadzane są jedna lub dwie serie wg programu, potem jako przerywnik ścigają – o ile tego dnia startują – grasstracki, zawodnicy z licencją B, młodzieżowcy i (częściej) sidecary. Wszystko to sprawia, że kolejne wyścigi ogląda się bardzo przyjemnie, czas się zupełnie nie dłuży. Zawody na długich torach, by je docenić, trzeba zobaczyć a przede wszystkim przeżyć na stadionie! Gorąco polecam!

Kris

Zdjęcia: autor tekstu