Betard Sparta Wrocław pokonała Pres Grupę Deweloperską Toruń 47:43 w rewanżowym meczu półfinału PGE Ekstraligi, rozegranym w miniona niedzielę 7 września br. Na Stadionie Olimpijskim wrocławianie walczyli ambitnie, ale strata 14 punktów z pierwszego starcia (38:52 w Toruniu) okazała się nie do odrobienia. W dwumeczu „Anioły” zwyciężyły 95:85 i to one awansowały do finału, gdzie zmierzą się z Orlen Oil Motorem Lublin.

Dla Sparty oznacza to, że w tym sezonie powalczy tylko o brązowy medal – jej rywalem będzie Bayersystem GKM Grudziądz.


Rewanż na Olimpijskim: Sparta za krótka na Toruń

Spotkanie we Wrocławiu rozpoczęło się obiecująco – juniorzy Sparty wygrali bieg młodzieżowy 5:1, co rozgrzało ponad 13 tysięcy kibiców obecnych na trybunach. W kolejnych gonitwach gospodarze jednak nie potrafili zbudować większej przewagi. Torunianie odpowiadali remisami i wygranymi biegami, a gdy w dziewiątej odsłonie Robert Lambert i Patryk Dudek przywieźli podwójne zwycięstwo, stało się jasne, że odrobienie strat przez Spartan z pierwszego meczu będzie niemal niemożliwe.

Sparta próbowała jeszcze walczyć – w 13. biegu duet Artiom Łaguta – Maciej Janowski wygrał 5:1 i przed nominowanymi pojawiła się matematyczna nadzieja. Została ona jednak brutalnie rozwiana chwilę później – Dudek i Michelsen wygrali podwójnie 14. bieg, definitywnie zamykając sprawę awansu.

Ostatecznie wrocławianie wygrali u siebie 47:43, ale dwumecz padł łupem torunian – 95:85.


Najlepszy w Sparcie – Kurtz, ale to za mało

Najskuteczniejszym zawodnikiem Sparty był Brady Kurtz (11 pkt.), który po meczu nie ukrywał rozczarowania. Australijczyk, wicelider cyklu Grand Prix, chciał powalczyć o złoto także w Polsce.

„Oczywiście jesteśmy zawiedzeni. Chcieliśmy awansować do finału i byłem przekonany, że jesteśmy w stanie. To był ciężki mecz. Ekipa z Torunia jest bardzo mocna. Nie pojechaliśmy wystarczająco dobrze w meczu wyjazdowym, gdzie straciliśmy ważne punkty. Wszyscy jesteśmy rozczarowani” — powiedział Kurtz w rozmowie z telewizją klubową Sparty.

Australijczyk zwrócił też uwagę na poprawę formy Torunian względem ostatniego ligowego meczu we Wrocławiu:

„Myślę, że było w porządku, jeśli chodzi o moją jazdę. Być może to nie był najlepszy występ tutaj, ale ciężko jest wygrywać w tak trudnych spotkaniach. Zespół z Torunia jest bardzo mocny, ściganie z nimi jest ciężkie. Byli teraz lepiej przygotowani niż gdy byli tu poprzednio, niedawno. Był to pewnie element ich przewagi, że dopiero co tu się ścigali. Byli lepsi” — ocenił.


Złoto w GP, brąz w lidze?

Kurtz już 13 września stanie przed historyczną szansą, by sięgnąć po mistrzostwo świata w cyklu Grand Prix. Jego rywalem w bezpośredniej walce jest Bartosz Zmarzlik. W PGE Ekstralidze Australijczyk musi jednak zadowolić się walką o brąz.

„Oczywiście chcemy zdobyć brązowy medal. Po rozczarowaniu z Toruniem chcemy wygrać to spotkanie. Tor w Grudziądzu jest trudny, jednak myślę, że nauczyłem się czegoś od początku roku i mój występ będzie trochę lepszy. Teraz czekam na tydzień przerwy, po którym będziemy myśleć o przygotowaniach do meczu w Grudziądzu oraz rewanżu” — zakończył Kurtz.

Pierwszy mecz o trzecie miejsce odbędzie się 21 września w Grudziądzu, rewanż powinien odbyć się tydzień później we Wrocławiu. Jednak ze względu na zarezerwowanie wcześniej Stadionu Olimpijskiego na wystawę psów 27 września br, PGE Ekstraliga poda nowy termin meczu rewanżowego o brązowy medal.

Zdjęcie: Maciej Trubisz