Stal Gorzów miała bardzo konkretny cel: zakończyć sezon 2026 bez konieczności dalszej walki o miejsce w PGE Ekstralidze. Zabrakło naprawdę niewiele. Dwumecz play-down z Falubazem Zielona Góra nie przyniósł jednak rozstrzygnięcia, na które w Gorzowie liczono. Zamiast zamknięcia sezonu jest dalsza walka o utrzymanie. A to oznacza coś znacznie więcej niż tylko kolejne spotkania na torze.
Jeżeli gorzowianie chcą pozostać w ekstralidze, muszą rozegrać jeszcze cztery mecze. W normalnych warunkach byłaby to przede wszystkim kwestia sportowa. W przypadku Stali Gorzów sytuacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Klub znajduje się bowiem w trudnym położeniu finansowym, a każdy dodatkowy mecz oznacza kolejne koszty.
To właśnie dlatego przegrany dwumecz play-down może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza tabelę.
Zamiast końca sezonu – kolejne cztery mecze
W Gorzowie bardzo niewiele brakowało do tego, aby sezon 2026 można było zamknąć po zakończeniu walki w play-down. Taki scenariusz oznaczałby przynajmniej jedno: koniec sportowych emocji związanych z walką o utrzymanie.
Tak się jednak nie stało.
Stal musi jechać dalej. Jeśli chce zachować miejsce w najlepszej lidze, czekają ją jeszcze cztery mecze. To dodatkowe obciążenie dla zespołu, sztabu i działaczy, ale przede wszystkim dla klubowych finansów.
I tutaj pojawia się problem, którego nie można odsunąć na bok.
Stal Gorzów nie znajduje się bowiem w komfortowej sytuacji ekonomicznej. Przedłużenie sezonu o kolejne cztery spotkania nie jest więc wyłącznie sportową niedogodnością. Każdy dodatkowy etap walki oznacza konieczność poniesienia kolejnych wydatków w momencie, gdy klub już wcześniej musiał mierzyć się z poważnymi wyzwaniami budżetowymi.
Drugi rok z rzędu bez oczekiwanego finału
Ten sezon miał być dla Stali kolejnym rozdziałem budowania drużyny i realizowania sportowych ambicji. Tymczasem drugi rok z rzędu kończy się dużym rozczarowaniem.
Porażka jest jednocześnie sportowa i finansowa.
To szczególnie bolesne, ponieważ klub – jak wynika z przedstawionej oceny – miał narzędzia, aby zakończyć rok znacznie lepiej. Nie zabrakło młodości, ambicji ani możliwości, które dawał skład. Problem polegał na tym, że potencjał zespołu nie został w pełni wykorzystany.
Za ten element odpowiedzialność przypisano Piotrowi Paluchowi. W bieżącym roku nie udało się w pełni wykorzystać możliwości ambitnego i młodego zespołu.
Dzisiaj konsekwencje tej sytuacji są bardzo konkretne. Stal nadal nie może odłożyć sportowej walki na bok, a klubowe władze muszą jednocześnie myśleć o tym, jak sfinansować kolejne tygodnie sezonu.
Najgorszy scenariusz dla klubowej kasy
Problem nie kończy się na samym fakcie rozegrania kolejnych spotkań.
W Gorzowie pojawiła się również kwestia wynagrodzeń zawodników. Działacze muszą do końca drżeć o utrzymanie i jednocześnie mierzyć się z pytaniem, czy zawodnicy zgodzą się jeździć w ostatnich meczach sezonu za połowę wcześniej obiecanej stawki. W ubiegłym sezonie Stal była w podobnej sytuacji i musiała twardo negocjować z zawodnikami obniżenie stawek o 50%.
Jeżeli takiego rozwiązania nie uda się wypracować, klub będzie musiał szybko znaleźć około 1,5 miliona złotych na pokrycie powstałej dziury w budżecie.
To ogromna kwota, zwłaszcza w sytuacji, w której problemem pozostaje także konieczność sprostania wymogom salary cap.
W ten sposób sportowy kalendarz zaczyna bezpośrednio wpływać na finanse. Im dłużej Stal pozostaje w grze, tym dłużej musi finansować funkcjonowanie zespołu. Jednocześnie nie ma gwarancji, że dodatkowe mecze przyniosą rozwiązanie, którego klub potrzebuje najbardziej – utrzymanie w ekstralidze.
Zawodnicy zaskakują włodarzy Stali Gorzów
Spekulacje dotyczące wynagrodzenia za cztery mecze decydujące o utrzymaniu Stali Gorzów w PGE Ekstralidze ucina dyrektor zarządzająca klubem – Magdalena Ciszek-Kozłowska:
Utnę spekulacje i być może wielu zaskoczę. Jesteśmy po rozmowach z zawodnikami, a odbyły się one z inicjatywy samych zawodników. Odebrałam telefony z deklaracjami, że cztery kolejne spotkania pojadą za połowę stawki.
Jak widać zawodnicy rozumieją trudna sytuację finansową Stali i sami zgodzili się na obniżenie o połowę wynagrodzenia za kolejne mecze swojej drużyny w tym sezonie. Dyrektor zauważa, że będzie to dość duża ulgą finansową dla Stali:
Mam już deklaracje wszystkich zawodników. Gdy odebrałam pierwsze połączenie w tej sprawie, byłam naprawdę zbudowana postawą zespołu. Po chwili były kolejne połączenia. Szacunek dla drużyny. Dzięki temu, koszt czterech ewentualnych meczów będzie wynosił już nie 1,5 mln złotych, a około 750 tysięcy złotych
Na koniec Ciszek-Kozłowska zauważa, że przydałoby się rozwiązanie systemowe dotyczące wysokości wynagrodzeń dla zawodników za dodatkowe mecze w fazie play-down:
Być może powinniśmy wpisać to do kontraktów, ale historia z dwóch ostatnich sezonów pokazuje, że nie mamy z tym problemu. Trudno przy podpisywaniu kontraktów od razu zastrzegać obniżki, zawodnicy nie są zbyt chętni na podpisywanie takich klauzul. Na razie nie mogliśmy podpisywać kontraktów, ale być może w okresie do tego przeznaczonym pomyślimy o takich zapisach.
Cena utraty Adama Bednara
W całej historii tegorocznych problemów Stali szczególnie mocno wraca jeszcze jeden temat – Adam Bednar.
Działacze będą musieli tłumaczyć się ze straty zawodnika, który już niedługo może stać się jedną z największych gwiazd ligi. Tyle że swoje punkty od 2027 roku będzie zdobywał dla Motoru Lublin.
To jeden z tych ruchów, których konsekwencje mogą być widoczne znacznie dłużej niż przez jeden sezon.
W Gorzowie trzeba więc nie tylko zastanawiać się nad tym, jak uratować obecny sezon. Trzeba również patrzeć na to, co wydarzy się później. Utrata zawodnika, który może w przyszłości odgrywać znaczącą rolę w lidze, jest bowiem problemem wykraczającym poza jedną tabelę i jeden rok rywalizacji.
Tym bardziej że Stal potrzebuje dzisiaj nie tylko wyniku, ale również odpowiedzi na pytanie, jak budować drużynę w sposób pozwalający uniknąć podobnych problemów w przyszłości.
Nie chodzi już tylko o cztery mecze
Cztery dodatkowe spotkania są dzisiaj dla Stali Gorzów koniecznością sportową. Ale równocześnie są finansowym ciężarem.
I właśnie dlatego przegrany dwumecz z Falubazem w play-down boli w Gorzowie podwójnie.
Z jednej strony zabrakło niewiele, aby zapewnić sobie utrzymanie i zamknąć sezon 2026. Z drugiej – zamiast kończyć rozgrywki, klub musi nadal ponosić koszty walki o ekstraligowy byt.
W dodatku wszystko dzieje się w trudnej sytuacji finansowej, w której dodatkowe 1,5 miliona złotych może stać się kwotą niezbędną do zasypania budżetowej dziury, jeśli zawodnicy nie zgodzą się na jazdę za połowę wcześniej obiecanej stawki.
To pokazuje skalę problemu.
Stal nie dostała więc tylko kolejnej sportowej lekcji. Dostała również rachunek za to, że sezon się nie skończył.
Większa katastrofa jest jeszcze możliwa
Drugi sezon z rzędu przynosi Stali Gorzów poważne problemy. Tym razem jednak stawka jest jeszcze większa.
Klub nie może pozwolić sobie na spokojne podsumowanie roku. Nie może też uznać, że najtrudniejsze już minęło.
Najtrudniejsze dopiero nadchodzi.
Cztery mecze dzielą Stal od odpowiedzi na pytanie, czy pozostanie w PGE Ekstralidze. Równolegle działacze muszą znaleźć rozwiązania dla problemów finansowych, które mogą jeszcze bardziej się pogłębić. Pozytywne w tym wszystkim jest to, że zawodnicy sami wyciągnęli pomocną dłoń dla swojego klubu.
A jeśli do tego wszystkiego dołożyć utratę Adama Bednara oraz wielką niewiadomą odnośnie przyszłego sezonu związaną z Jackiem Holderem (czy Australijczyk będzie w stanie kontynuować karierę żużlową w ogóle) i pytania o sposób budowania zespołu na kolejne lata, obraz staje się wyjątkowo niepokojący.
Stal Gorzów jest więc dzisiaj w miejscu, w którym nie wystarczy już mówić o pojedynczym nieudanym meczu czy przegranym dwumeczu. Problem jest szerszy.
Zabrakło niewiele, by zakończyć sezon 2026 i przynajmniej odłożyć część problemów na później. Teraz zamiast końcowego gwizdka jest kolejna walka, kolejne wydatki i konieczność szukania pieniędzy.
A większą katastrofą od tego wszystkiego może być już tylko spadek z ligi.
Zdjęcie: Patrycja Knap








