Zamieszanie wokół Speedway Grand Prix nie ustaje. Organizatorzy serii – promotorzy oraz dyrektor cyklu Phil Morris – ogłosili kolejną zmianę regulaminową, skracając czas przed startem z 120 do 90 sekund. Według nich jest to wielki sukces i krok w stronę poprawy widowiska. Jednak w kontrze do tego staje Marek Cieślak, legenda polskiego żużla, który nie zostawia na tej decyzji suchej nitki.
Coraz mniej czasu dla zawodników
Nowa zasada ogranicza czas, jaki zawodnicy mają na dotarcie do linii startu, do 90 sekund. Dotychczasowy limit wynosił 120 sekund. Organizatorzy argumentują, że zmiana usprawni przebieg zawodów i uczyni je bardziej dynamicznymi. Jednak wielu ekspertów i zawodników uważa, że może to przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
Marek Cieślak nie przebiera w słowach:
- Przegięli „pałę” i to strasznie z tą zmianą – grzmi były selekcjoner reprezentacji Polski. – Coraz bardziej uświadamiam sobie, że ludzie, którzy rządzą żużlem na świecie, są trochę od tego wszystkiego oderwani. Dziwi mnie to, bo szef żużla Armando Castagna to były zawodnik i to niezły, a zachowuje się tak, jakby nie wiedział, co to za dyscyplina.
Zmiana budzi obawy zwłaszcza w kontekście torów, gdzie droga z parkingu do startu jest znacznie dłuższa. Przykładem jest tor w Gorzowie, gdzie zawodnicy muszą przejechać całe okrążenie, by dotrzeć na start.
- Dotychczasowy limit był optymalny. Każdy zawodnik gdzieś coś kombinuje na starcie czy przed nim, i to jest element żużla. Poza tym, położenie parkingu względem linii startowej jest różne. W Gorzowie trzeba przejechać całe okrążenie. To również trzeba wziąć pod uwagę.
Zawodnicy tracą komfort i koncentrację
Cieślak zwraca także uwagę na presję, jaką będą odczuwać zawodnicy w związku z nowym przepisem.
- Obawiam się, że to dopiero początek jakichś szalonych zmian w przyszłości. Wszystko zmierza w tym kierunku, aby zawodnik miał coraz mniej czasu wolnego. Tyle że żużel jest szczególny. Na starcie zawodnik miewa tętno niemal 200. To jest gigantyczne napięcie.
Dodatkowo, zdaniem trenera, organizatorzy idą w złym kierunku, wprowadzając kolejne kontrowersyjne reformy, które negatywnie wpływają na odbiór Speedway Grand Prix przez kibiców.
- Powoli to się robi cyrk z tego wszystkiego. Przede wszystkim kibice się wkurzają, że nie jadą najlepsi na świecie. Dzikie karty przyznawane są z kapelusza. Gdyby był jakiś żużelowiec w Bangladeszu, to od razu byśmy widzieli go w GP. A nie ma na przykład Leona Madsena, czego nie tylko ja kompletnie nie mogę pojąć.
Spada zainteresowanie Grand Prix
Zdaniem Cieślaka problemem nie jest tylko sam system Grand Prix, ale także dostępność zawodów dla kibiców.
- Dostępność GP w telewizji też spada. Sam po swoich znajomych widzę, że ludzie przestają się tym interesować. Nie jest to już takie wydarzenie jak kiedyś. Na pewno nowy limit czasu przed wyścigiem nie spowoduje, że to się zmieni.
Czy zmiany wyjdą Speedway Grand Prix na dobre?
Promotorzy Speedway Grand Prix i Phil Morris są przekonani, że skrócenie czasu do 90 sekund jest sukcesem. Jednak według wielu ekspertów i zawodników jest to kolejny krok w stronę marginalizacji cyklu. Obawy Marka Cieślaka są podzielane przez wielu fanów, dla których Grand Prix straciło swój dawny blask. Czy organizatorzy wezmą pod uwagę te głosy krytyki, czy będą kontynuować wprowadzanie kontrowersyjnych zmian? Odpowiedź poznamy już w nadchodzącym sezonie.
Źródło: przegladsportowy.onet.pl






