Sytuacja ebut.pl Stali Gorzów od kilku miesięcy budzi ogromne emocje w świecie polskiego żużla. Klub, który otrzymał licencję nadzorowaną, wciąż zmaga się z problemami finansowymi, a jego przyszłość zależy od realizacji programu naprawczego. Główne punkty tego planu to zamiana pożyczek sponsorów na akcje oraz zaangażowanie miasta w spółkę poprzez wykupienie 23% udziałów za kwotę 2,5 miliona złotych.

W miniony piątek 13 grudnia, w Gorzowie Wlkp. odbyła się wielogodzinna, burzliwa sesja rady miejskiej podczas której omawiano sytuację (nie tylko finansową) klubu żużlowego. Zadawano pytania, mieszkańcy przygotowali list otwarty. Nie brakowało opinii określających Stal Gorzów jako bankruta, z czym nie zgadzał się obecny prezes zadłużonego klubu Darek Wróbel. Sternik Gorzowian odpowiadał na pytania, choć jak sam twierdził wolałby spotkanie w formie dyskusji. Nie podjęto żadnych kluczowych decyzji w sprawie klubu. Niektórzy zgromadzeni na sesji byli oburzeni brakiem prezydenta Gorzowa Jacka Wójcickiego.

Na temat sytuacji w Stali Gorzów, jeszcze przed sesją rady miasta wypowiedział się Marek Cieślak, były trener kadry narodowej i jeden z najbardziej doświadczonych szkoleniowców w Polsce. Jego zdaniem, taka forma zaangażowania miast w żużlowe kluby budzi wiele wątpliwości.

– Zaangażowanie w takiej formie miast w kluby jest dla mnie niezdrowe. Mówimy o zawodowych drużynach, więc kluby powinny być prywatne. Łatwo się wydaje miejskie pieniądze, ale później tracą ci, którzy funkcjonują na innych zasadach, bo oni przeznaczają na sport prywatne środki – podkreśla Cieślak.

Problemy Unii Leszno i „systemowe” zgrzyty

Były trener kadry przywołał także sytuację Fogo Unii Leszno, klubu, który po raz pierwszy od lat opuścił szeregi PGE Ekstraligi. W jego ocenie jest to przykład zespołu, który działał w sposób rozsądny i odpowiedzialny finansowo, lecz nie zdołał utrzymać się w elicie przez czynniki niezależne od zarządu.

– Jest mi ich szkoda. Prywatni właściciele zbudowali skład za rozsądne pieniądze, nie wzięli udziału w tym szaleństwie, płacili w miarę na bieżąco, a sportowo wcale nie byli najgorsi. Tak naprawdę przeszkodziły im kontuzje. W elicie ich jednak nie będzie – zauważa Cieślak.

Według doświadczonego szkoleniowca, sytuacja w polskim żużlu wymaga głębszej analizy i reform.

– Cuda się zdarzają, więc może Stal zostanie uratowana, ale ja nadal zastanawiam się, jak to możliwe, że ten klub z roku na rok otrzymywał licencję. Przecież 13 milionów długów nie pojawiło się w jeden wieczór. To pokazuje, że z systemem coś jest nie tak – dodaje.

Odejście Zmarzlika jako „wymówka”?

Jednym z powodów zadłużenia Stali Gorzów było odejście Bartosza Zmarzlika, co miało wpływ na podwyższenie wynagrodzeń dla pozostałych zawodników. Cieślak nie kryje krytyki wobec takiego uzasadnienia.

– To beznadziejna wymówka. Odejście Zmarzlika na pewno oznaczało spadek poziomu sportowego. Nie można jednak tłumaczyć się tym, że odszedł jeden, więc przepłaciliśmy pozostałych, bo postawili nas pod ścianą. Nie zaprzeczam, że żużlowcy tak zrobili, ale nikt nie jest niewolnikiem i w tym kontekście nie powinno w ogóle pojawiać się nazwisko mistrza świata – wyjaśnia.

Krytyka zarządu i nadzieje na przyszłość

Cieślak odnosi się także do decyzji zarządu klubu, w tym zwolnienia trenera Stanisława Chomskiego oraz zamieszania związanego z Szymonem Woźniakiem.

– Po mojej dyskusji z prezesem Waldemarem Sadowskim po zwolnieniu trenera Chomskiego nic mnie już nie dziwi. On po prostu wtedy bredził. To pokazuje, że w Gorzowie jest jakaś choroba. Wszyscy szukają winnych u innych, a nie u siebie. Uważam zresztą, że zamieszaniem z Chomskim i Woźniakiem Stal strzeliła sobie sama gola. Myślę, że gdyby nie rozpętali tych awantur, to pewnie nie mówilibyśmy o ich długach – ocenia.

Mimo wszystko, Cieślak życzy klubowi, by udało się wyjść z kryzysu.

– Mam nadzieję, że ostatecznie wyjdą na prostą. Trzymam kciuki, bo to ważny ośrodek – podsumowuje.

Wnioski i refleksje

Sytuacja Stali Gorzów i innych klubów pokazuje, że polski żużel stoi przed poważnymi wyzwaniami. Problem finansów, systemowych zaniedbań oraz uzależnienia klubów od środków miejskich wymaga głębokiej reformy. Jak sugeruje Marek Cieślak, kluczowe jest wypracowanie takich rozwiązań, które pozwolą na zdrowe i zrównoważone funkcjonowanie klubów, bez konieczności ratowania ich za publiczne pieniądze.

Źródło: sportowefakty.wp.pl