Nasz były „narodowy” i były zawodnik Włókniarza Częstochowa, Marek Cieślak nie ukrywa, że zawsze klub spod Jasnej Góry jest głęboko w jego sercu.

Po ostatnim meczu części zasadniczej sezonu w którym Włókniarz Częstochowa został rozgromiony w Grudziądzu przez tamtejszy GKM 60-30 nie gryzł się w język. Występ zawodników klubu spod Jasnej Góry na antenie Magazynu PGE Ekstraligi:
Obraz nędzy i rozpaczy. Ten dzień trzeba zapisać, jako jedna z najczarniejszych dat w historii klubu. Jeżeli drużyna naszpikowana dobrymi zawodnikami nie wchodzi do sześciozespołowych play-offów, to o czym my możemy mówić?
Stawiałem tę ekipę wysoko. Nie było kontuzji czy innych nieszczęść, a zespołu nie ma. Jest zlepek lepszych i gorszych nazwisk. To powinno grać i nie wiem, dlaczego tak nie jest.
Kiedyś powiedziałem Michałowi Świącikowi, że zawodnicy są jego pracownikami, a nie kolegami. A tutaj jest klepanie wszystkich po tyłeczku, buźka, niedźwiedzie i inne takie. Żużlowiec to nie jest miłość do klubu i prezesa, a do kasy i wyniku.

W żużlowym światku aż huczy od tego, że Leon Madsem, tak jak wcześniej zrobił to Mikkel Michelsen, opuści drużynę Włókniarza. Nieoficjalnie wiadomo, iż bardzo duże pieniądze (bo o to w tym wszystkim chodzi) są w stanie zaproponować Madsenowi w klubie z Zielonej Góry.

Po tym jak ta informacja obiegła całą Polskę swojego rozczarowania co do postawy Madsena nie krył Marek Cieślak.

Dla portalu sportowefakty.wp.pl doświadczony szkoleniowiec powiedział:
Tak jest z zawodnikami. Pieniądze robią wszystko. Każdy je lubi, a Leon nie jest inny. Dostał propozycję nie do odrzucenia i z niej skorzystał.
Sam (Leona Masena – dop. red.) nie zauważa swojej winy, ponieważ zdobywał sporo punktów. Według mnie nie widział szans na zawalczenie z Włókniarzem o coś większego w przyszłym roku. Atmosfera jednakże też na pewno zaważyła na tym. To już od dawna narastało i w końcu pękło.
Trochę nie fair się zachował, gdyż zapewniał kierownictwo Włókniarza, że zostanie, a postanowił inaczej. Żużlowcy przychodzą i odchodzą, ślubu z nikim nie brał. Oczywiście można żałować, choć z drugiej strony on już tak zawładnął tym klubem, że aż trudno było na to patrzeć.
Teraz powinno się wykorzystać ten czas i zbudować dobre relacje pomiędzy zawodnikami i trenerem, żeby było wiadomo, kto rządzi tym zespołem.
O medalu raczej można zapomnieć, ale jest opcja stworzenia czegoś porządniejszego. Co z tego, że był Madsen, jak reszta nie jechała? Być może teraz niech inni się wezmą do roboty. Na pewno jeszcze dojdą jacyś zawodnicy. W tej chwili przed kierownictwem Włókniarza jest praca do wykonania, aby to wszystko poukładać.
Falubaz osiągnął sukces w tym roku, ale tam jest większa ambicja. Zrozumiano, że obecnym składem nie ma na to szans, więc w klubie wyłożą wszystkie pieniądze, jakie mają, żeby zbudować drużynę dającą nadzieje na lepsze rezultaty.

Trudno nie przyznać racji Markowi Cieślakowi.