Za nami dziewiąta runda cyklu Speedway Grand Prix. Wrocław był świadkiem wielkich emocji – Bartosz Zmarzlik wygrał fazę zasadniczą z kompletem punktów, ale w wielkim finale musiał uznać wyższość Brady’ego Kurtza. Australijczyk triumfował na Stadionie Olimpijskim, a przewaga Polaka w klasyfikacji generalnej stopniała do zaledwie trzech punktów. Przed nami już tylko finałowe starcie w duńskim Vojens (13 września), które rozstrzygnie losy mistrzostwa świata.

Legendarny trener Marek Cieślak, były selekcjoner reprezentacji Polski, w rozmowie z dziennikarzami nie owijał w bawełnę. Wskazał błędy i atuty Zmarzlika, docenił plan taktyczny Kurtza, a także ostro ocenił sytuację Macieja Janowskiego i Dominika Kubery. Według Cieślaka, to właśnie specyfika toru w Vojens może odegrać kluczową rolę w decydującej batalii o tytuł.

O finale we Wrocławiu i przegranej Zmarzlika

  • „W finale przegrał najlepszy zawodnik dnia, a więc Bartosz Zmarzlik. Kurtz jechał dobrze, ale nie tak świetnie jak Zmarzlik, który jechał kosmicznie. Tyle że finał, to jest finał. Kurtz by jego jednak nie wygrał, gdyby nie Jack Holder i Daniel Bewley, którzy długo związali walką Zmarzlika.”
  • „Rzeczywiście nie wiem, czy było to fortunne (wybór czwartego pola przez Zmarzlika – dop. red.). Wiedziałem, że Kurtz to dopiero pójdzie z pierwszego pola. Pierwszy łuk trzeba we Wrocławiu pojechać właśnie tak, jak pojechał Kurtz, a więc kołem przy krawężniku. I Kurtz świetnie dał sobie radę. Bartek z kolei poszedł po dużej, ale nie wygrał startu na tyle, aby ich wszystkich pozamykać. Na jego nieszczęście Bewley i Holder nabrali szybkości. Gdyby Bartek szybciej się od nich oswobodził, to Kurtza też by „strzelił”. Tego jestem akurat pewien. Ale zabrakło może jednego okrążenia.”
  • „Nie powiedziałbym, że Bartek popełnił jakikolwiek błąd. Miał niesamowitych przeciwników. To oni pomogli Kurtzowi dowieźć wygraną do mety. Przecież zarówno Bewley jak i Holder stawiali się mocno na dystansie. W końcu udało mu się z nimi uporać (Zmarzlikowi – dop. red.), ale mam wrażenie, że spóźnił się minimum o jeden łuk. Gdyby zrobił to nieco wcześniej, to wygrana mogła być w jego rękach. Dodam, że Zmarzlik tego dnia był dla mnie fenomenalny. To nie była zwykła jazda, to był kosmiczny żużel w jego wykonaniu. Nazwałbym to sprawą artystyczną. Australijczyk nie robił takich rzeczy, ale finał był dla niego.”
  • „Czwarte pole wydawało się logiczne, ale dodałbym też, że rywal miał plan, który w dodatku świetnie zrealizował. Kurtz założył, że wybierze pierwsze pole, jeśli Bartek ustawi się najbliżej płotu. Nie chciał być obok niego. Rozegrał to idealnie. To pokazuje, że ma naprawdę silną psychę. Pierwszy łuk finału w jego wykonaniu to było coś perfekcyjnego. O błędzie Zmarzlika bym nie mówił, bo trudno było przewidzieć, że Bewley i Holder pojadą w ten sposób. Ewidentnie pomogli Kurtzowi. Gdyby nie oni, to Bartek by go połknął.”

O rundzie finałowej w Vojens

  • „Cieszmy się, że Zmarzlik wywalczył dwa punkty w sprincie, którego zupełnie nie rozumiem. Gdyby nie to, miałby tylko punkt przewagi. Jeżeli chodzi o Vojens, to musimy mieć świadomość, że tam jest całkiem inny żużel niż ten, który znamy z Polski. Vojens to typowy tor angielski, który zbudował Ole Olsen. Tam wszystko jest zmałpowane z Anglii. Nawet nawierzchnię wozili pociągami z Wysp. Tam Zmarzlik już nie poszaleje przy płocie jak na przykład we Wrocławiu. Dlatego to Kurtz, który jak wiemy ściga się w Anglii, będzie miał większy handicap. Bartek musi się teraz naprawdę sprężyć. Musi się mentalnie przestawić na trudniejszy tor.”
  • „Po zawodach siedziałem i się nad tym zastanawiałem. Analizowałem głównie, jaki jest tor w Vojens. Nie mam wątpliwości, że to będzie zupełnie inna jazda niż we Wrocławiu, gdzie zawodnicy odbijali się od płotu czy szukali w różnych miejscach szybkości. Teraz większe znaczenie będzie miał krawężnik. Nie będzie tylu mijanek.”
  • „Bartek potrafi jechać w takich warunkach, ale po stronie Kurtza jest przewaga, która polega na tym, że on na co dzień startuje w Anglii. A przecież to żadna tajemnica, że geometria toru w Vojens jest skopiowana z obiektów brytyjskich. W grę będzie wchodzić zatem zupełnie inna technika jazdy, a kluczowe będą starty. Są trzy punkty zaliczki po stronie Zmarzlika, ale będzie mu szalenie trudno. Nie zakładam jednak, że zawody zakończą się wygraną jednego z nich, a ten drugi będzie tuż za nim. Jest jeszcze kilku gości, którzy mogą włączyć się do walki.”

O Macieju Janowskim i Dominiku Kuberze

  • „Zmarzlik był we Wrocławiu fenomenalny. To był kosmiczny żużel, ale w finale spóźnił się minimum o jeden łuk. Janowski? Te zawody pokazały, że pociąg mu odjechał, a on został na peronie z bagażem.”
  • „Nie jestem specjalnie niczym zaskoczony. Zakładałem, że tak może to wyglądać, bo mamy obecnie jednego zawodnika klasy mistrzowskiej. Mam nadzieję, że Patryk Dudek wejdzie do Grand Prix. Jeśli chodzi natomiast o Macieja Janowskiego i jego obecność w światowej czołówce, to ten pociąg już odjechał, a on został na peronie z bagażem.”
  • „Nie wydaje mi się, że zmiana klubu pomoże (chodzi o Macieja Janowskiego – dop. red.). To, co on ma do wykonania, jest najtrudniejsze. Nie chodzi o zmianę zespołu, ale światopoglądu. Myślę, że największym kłopotem jest sposób myślenia i podejścia do żużla. Wyniki osiąga się w dużej mierze głową. Nie mogę się zgodzić, kiedy niektórzy opowiadają, że obecnie 70 czy 80 proc. sukcesu żużlowca to sprzęt. Z jednej strony Maciej pewnie nie ma łatwo we Wrocławiu, ale zauważyłbym też, że Sparta ma do niego anielską cierpliwość. Jest wrocławianinem, ambasadorem i bardzo wiele dla tego klubu zrobił. Trochę na tym teraz „jedzie”, ale każda cierpliwość kiedyś się kończy. Myślę, że powoli dochodzi do tej granicy. Sądzę, że przyszły rok odpowie na pytanie, czy miłość między władzami a Maćkiem się skończy, czy jednak będzie trwać.”
  • „Tak mi się początkowo wydawało (to o Dominiku Kuberze – dop. red.). Można powiedzieć, że wygrać cyklu już nie wygra ani z niego nie wyleci. To jednak tak nie działa. Przy takiej publiczności jak we Wrocławiu każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. W mojej ocenie Kubera doszedł do jakiegoś poziomu, którego nie potrafi przeskoczyć. On jest wystarczający, żeby wygrać Challenge czy punktować bardzo dobrze w polskiej lidze. Problem zaczyna się, kiedy niemal w każdym biegu obok stają trzej bardzo silni rywale. Coś w tej maszynce się zacięło. Dominik musi pracować, bo to pewnie siedzi też w jego głowie. Na dziś fakty są takie, że zatrzymał się w miejscu z poziomem swojej jazdy.”

Zdjęcie: Publiczny FB FIM Speedway Grand Prix