Po czterech rundach tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix walka o mistrzostwo świata nabrała zupełnie nowego wymiaru. Weekend w Manchesterze okazał się punktem zwrotnym sezonu. Brady Kurtz nie tylko wygrał sobotnią, czwartą rundę ATPI FIM Speedway Grand Prix Wielkiej Brytanii, ale również odebrał Bartoszowi Zmarzlikowi pozycję lidera klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.

Australijczyk wykorzystał kapitalny weekend na National Speedway Stadium niemal perfekcyjnie. W piątek był drugi za Maxem Frickiem, a w sobotę dopiął swego i triumfował na torze, który zna doskonale z ligi brytyjskiej jako zawodnik Belle Vue Aces. Dzięki temu zgromadził 65 punktów i wyprzedza Zmarzlika o trzy „oczka”.

Manchester należał do Australijczyków

Dwie rundy rozegrane w Manchesterze były prawdziwym pokazem siły zawodników z Antypodów. W piątek całe podium zajęli Australijczycy: Max Fricke, Brady Kurtz i Jack Holder. Dzień później Kurtz poszedł za ciosem, triumfując po fenomenalnym finale przed Michaelem Jepsenem Jensenem i Bartoszem Zmarzlikiem.

To właśnie finał sobotnich zawodów stał się jednym z najbardziej widowiskowych biegów sezonu. Zmarzlik prowadził po efektownym manewrze na drugim okrążeniu, jednak Kurtz kapitalnie wykorzystał walkę Polaka z Jepsenem Jensenem i na początku trzeciego okrążenia przeprowadził decydujący atak.

Efekt? Australijczyk wygrał zawody i przejął słynny złoty plastron lidera mistrzostw świata.

Zmarzlik: „Zaliczyłem chyba każdą pozycję”

Bartosz Zmarzlik po raz kolejny stanął na podium, ale tym razem trzecie miejsce oznaczało utratę prowadzenia w klasyfikacji generalnej. Polak po zawodach przyznał jednak, że sam finał dostarczył mu ogromnych emocji.

„Cieszę się z tego wyniku, bo po raz kolejny stanąłem na podium. W ostatnim wyścigu zaliczyłem chyba każdą pozycję. Dobrze wyjechałem ze startu z pola C. Osłabiłem motocykl przed finałem, bo wcześniej ten motocykl był za mocny. Dlatego też udało mi się lepiej wystartować. Wydaje mi się, że w trakcie wyścigu za wąsko wchodziłem w łuki i zbyt długo zajmowało mi dostanie się do odsypanej nawierzchni, przez co trochę straciłem. Znowu jak jechałem całkowicie szeroko, to słyszałem, że ktoś się zbliża po krawężniku” – skomentował Zmarzlik.

Sześciokrotny mistrz świata podkreślał także, jak wymagający był tor w Manchesterze i jak wiele możliwości dawał zawodnikom.

„Takie wyścigi dają dużo frajdy, bo jest wiele możliwości jazdy. Można wyprzedzić, napędzić się. Na przykład wczoraj ściganie też chyba było lepsze, bo można było znaleźć linię. Z kolei dziś w pierwszych trzech seriach to było trudne” – mówił Polak.

Skutki piątkowego upadku były odczuwalne

Choć dzień wcześniej Zmarzlik zapewniał, że po upadku w finale trzeciej rundy wszystko jest w porządku, to po sobotnich zawodach przyznał, że organizm odczuwał skutki kraksy.

„Po upadku to normalne, że coś boli, ale nie tłumaczę się, nie miało to żadnego znaczenia dla zawodów. Wszystko jest naprawdę okej. W finale po prostu wybrałem inną linię jazdy podświadomie. To działało instynktownie, bo ze zmęczenia wydaje mi się, że nie miałem tyle mocy. Tor w Manchesterze wymaga pracy ciałem” – wyjaśnił lider Orlen Oil Motoru Lublin.

Mimo utraty prowadzenia w cyklu Polak zachowuje spokój. Zapowiada się bowiem fascynująca walka o mistrzostwo świata.

„No i fajnie, że będzie taka walka” – podsumował krótko Zmarzlik.

Kurtz i Holder naciskają

Po czterech rundach coraz wyraźniej widać, że sezon 2025 może być najbardziej wyrównanym od lat. Brady Kurtz jest liderem z 65 punktami, ale przewaga nad Zmarzlikiem wynosi tylko trzy punkty. Trzeci Jack Holder traci do rodaka dziesięć „oczek”, więc również pozostaje w realnej grze o złoto.

Świetny weekend zanotował również Michael Jepsen Jensen. Duńczyk awansował już na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 45 punktów i coraz mocniej zaznacza swoją obecność w światowej czołówce.

W czołowej siódemce, która gwarantuje utrzymanie w cyklu na kolejny sezon, znajdują się obecnie także Kacper Woryna, Max Fricke i Robert Lambert.

Nieco niżej sklasyfikowany jest Patryk Dudek, który po czterech rundach zajmuje dziesiątą lokatę. Problemy ma natomiast Dominik Kubera. Polak z powodu kontuzji opuścił obie rundy w Manchesterze i spadł na piętnaste miejsce.

Klasyfikacja generalna SGP po czterech rundach

  1. Brady Kurtz (Australia) – 65
  2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 62
  3. Jack Holder (Australia) – 55
  4. Michael Jepsen Jensen (Dania) – 45
  5. Kacper Woryna (Polska) – 44
  6. Max Fricke (Australia) – 42
  7. Robert Lambert (Wielka Brytania) – 42
  8. Jason Doyle (Australia) – 37
  9. Leon Madsen (Dania) – 35
  10. Patryk Dudek (Polska) – 29
  11. Andrzej Lebiediew (Łotwa) – 23
  12. Daniel Bewley (Wielka Brytania) – 18
  13. Anders Thomsen (Dania) – 18
  14. Jan Kvech (Czechy) – 18
  15. Dominik Kubera (Polska) – 17
  16. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 12
  17. Nazar Parnicki (Ukraina) – 10
  18. Kai Huckenbeck (Niemcy) – 10

Teraz czas na Wrocław

Kolejna, piąta runda Speedway Grand Prix odbędzie się 20 czerwca na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Tam Zmarzlik spróbuje odzyskać pozycję lidera, ale Australijczycy pokazali w Manchesterze, że w tym sezonie nie zamierzają oddać Polakowi mistrzowskiego tronu bez walki.

We Wrocławiu zobaczymy również Macieja Janowskiego, który wystąpi z dziką kartą. Rezerwowymi będą Nikodem Mikołajczyk oraz Marcel Kowolik. Sędzią zawodów będzie Craig Ackroyd z Wielkiej Brytanii.

Po czterech rundach jedno jest pewne — tegoroczny cykl SGP nabrał wyjątkowej temperatury. A walka o złoto dopiero się rozpędza.

Zdjęcie: publiczny FB Brady Kurtz Racing