Maksymilian Pawełczak został Młodzieżowym Indywidualnym Mistrzem Polski 2026. Niespełna 17-letni zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz przeszedł przez finałowy turniej rozegrany na własnym torze w imponującym stylu, wygrywając wszystkie pięć wyścigów i kończąc zawody z kompletem 15 punktów. Choć sportowo był bezkonkurencyjny, radość z największego sukcesu w dotychczasowej karierze przyćmiły dramatyczne wydarzenia z ostatniego biegu oraz kontuzja klubowego kolegi Wiktora Przyjemskiego.
Przez niemal całe zawody wszystko wskazywało na to, że o złotym medalu zdecyduje bezpośredni pojedynek dwóch reprezentantów gospodarzy. Zarówno Pawełczak, jak i Przyjemski wygrywali kolejne wyścigi i przed 20. biegiem pozostawali niepokonani. Stawką był tytuł najlepszego juniora w Polsce.
Pierwsza odsłona decydującego wyścigu została przerwana po upadku Przyjemskiego. W powtórce lepiej spod taśmy wyszedł starszy z bydgoszczan, jednak Pawełczak ruszył w skuteczną pogoń. Na ostatnim okrążeniu wyprzedził klubowego kolegę, po czym doszło do kontaktu obu motocykli i upadku. Sędzia uznał, że sprawcą zdarzenia był Wiktor Przyjemski, wykluczając go z powtórki. Tym samym Pawełczak został nowym Młodzieżowym Indywidualnym Mistrzem Polski.
Sukces z goryczą
Nowy mistrz Polski nie ukrywał, że okoliczności zdobycia złotego medalu nie pozwalają mu cieszyć się w pełni z osiągniętego sukcesu. Pierwsze słowa po zawodach skierował do kontuzjowanego kolegi z drużyny.
– W zeszłym roku miałem srebro, a Wiktor zwyciężył. W tym roku tak naprawdę było na odwrót. Wiadomo, że w takich okolicznościach, w jakich to jest w tym momencie, to na pewno nie cieszy tak jak chciałem. Dużo zdrowia dla Wiktora, aby nic nie wyszło z tego, i szybko mógł wrócić do nas.
To właśnie ten aspekt najbardziej dominował w wypowiedziach młodego zawodnika. Choć zdobył najcenniejszy krajowy tytuł juniorski, jego myśli koncentrowały się przede wszystkim na stanie zdrowia kolegi z zespołu.
Walka o złoto nie zna kompromisów
Rywalizacja dwóch zawodników Abramczyk Polonii od początku budziła ogromne emocje. Mimo wspólnych barw klubowych żaden z nich nie zamierzał odpuszczać.
– Wiadomo, zawody indywidualne to zawody indywidualne. Walczyliśmy o jedno, walczyliśmy o zwycięstwo. W zawodach indywidualnych nie patrzymy, czy jedzie to nasz kolega z drużyny, czy nie, bo wiadomo – po prostu chcemy wygrać. Wyszło jak wyszło.
Pawełczak podkreślił, że w zawodach indywidualnych więzi klubowe schodzą na dalszy plan. Każdy zawodnik walczy o własny wynik, a stawką był przecież tytuł mistrza Polski.
Ostatni wyścig pełen emocji
Najwięcej pytań po zawodach dotyczyło samego przebiegu decydującego biegu. Pawełczak nie próbował przerzucać odpowiedzialności na Przyjemskiego.
– Obaj bardzo chcieliśmy w tym 20. biegu wygrać. Już po pierwszej odsłonie trochę podbiła się atmosfera i te emocje były jeszcze większe. Ten upadek na pewno był niefortunny i myślę, że niepotrzebny. Ja pikowałem, wchodziłem pod Wiktora, przytrzymałem Wiktora, żeby zostać przy krawężniku, a on chciał wejść jeszcze pode mnie. Nie ma co szukać tutaj winnego. Obaj bardzo chcieliśmy, ale skończyło się jak skończyło.
To jedna z najbardziej wyważonych ocen całego zdarzenia. Młody mistrz nie szukał usprawiedliwień ani nie próbował eskalować dyskusji wokół kontrowersyjnego finiszu.
Emocje rosły z każdym biegiem
Pawełczak zdradził również, jak wyglądała atmosfera pomiędzy nim a Przyjemskim jeszcze przed decydującym wyścigiem.
– Myślę, że do piątej serii było OK. Potem jak czekaliśmy na ten bieg 20. To tak omijaliśmy siebie i wiadomo, gdzieś staraliśmy się nie wchodzić sobie w drogę. Myślę, że obaj mieliśmy tyle emocji w sobie, że naprawdę – to było coś. Ja wyjeżdżam ze złotem, Wiktor ze srebrem, dużo zdrowia dla niego.
Wypowiedź pokazuje, jak ogromna była presja towarzysząca finałowi. Dwaj najlepsi juniorzy turnieju doskonale zdawali sobie sprawę, że jeden wyścig zdecyduje o mistrzowskim tytule.
Własny tor pomógł
Bydgoszczanin nie ukrywał, że bardzo dobrze czuł się na torze, który zna praktycznie od dziecka.
– Tor był bardzo podobny. Wczoraj tutaj trenowaliśmy. Myślę, że udało nam się robić ten tor regularnie taki sam, z czego jestem bardzo zadowolony. I na treningach i na lidze i na takich właśnie zawodach indywidualnych gdzieś te tory są bardzo zbliżone do siebie, więc tylko się cieszyć i wygrywać.
Zapytany o zmiany nawierzchni w trakcie zawodów, odpowiedział:
– Wiadomo, trochę tor wysechł. Tak po 3 serii materiał się odsypał i wyszedł trochę twardy tor. Dużych korekt tak naprawdę nie robiłem. W sumie w ogóle nic nie zmieniałem przez całe zawody, więc dla mnie było cały czas tak samo. Tylko tak naprawdę linie jazdy się zmieniały.
To pokazuje, że jego ustawienia były trafione od pierwszego biegu i nie wymagały większych korekt przez cały turniej.
Największy sukces w karierze
Dla Pawełczaka złoty medal MIMP jest kolejnym wielkim krokiem w błyskawicznie rozwijającej się karierze. Rok wcześniej zdobył srebro, teraz stanął na najwyższym stopniu podium.
– Ja bardzo lubię zwyciężać, myślę, że jak każdy. Dla mnie im szybciej tym lepiej. Bardzo się cieszę, że udało się osiągnąć ten złoty medal. W okolicznościach w takich, jakie są, ale nic. Złoto będzie złotem.
Nie zabrakło także odniesienia do kibiców i bydgoskiego środowiska.
– Bardzo fajnie, że takie zawody odbywają się przed moją własną publicznością. Oby w tym roku również udało nam się wygrać DMPJ, żebyśmy w przyszłym roku też mogli się tu ścigać.
Złoto pozostanie, ale finał zapamiętany zostanie z dwóch powodów
Sportowo Maksymilian Pawełczak nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń. Komplet 15 punktów i zwycięstwo w każdym wyścigu potwierdziły, że był najszybszym juniorem finału Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski.
Jednocześnie końcowy obraz zawodów na długo pozostanie związany z dramatycznym 20. biegiem i kontuzją Wiktora Przyjemskiego. Sam nowy mistrz Polski wielokrotnie podkreślał, że właśnie dlatego jego największy dotychczasowy sukces nie smakuje tak, jak powinien. Choć złoty medal trafił do Maksymiliana Pawełczaka, pierwsze myśli po dekoracji skierował nie ku własnemu osiągnięciu, lecz ku zdrowiu klubowego kolegi. To najlepiej oddaje atmosferę, jaka panowała w Bydgoszczy po zakończeniu finału MIMP.
Źródło: speedwayekstraliga.pl








