Choć kalendarz pokazuje dopiero maj, to rynek transferowy w polskim żużlu zdaje się już wrzeć jakby nastał październik – miesiąc tradycyjnie kojarzony z końcem sezonu i początkiem transferowej karuzeli. Tymczasem jeszcze zanim sezon PGE Ekstraligi 2025 zdążył się na dobre rozkręcić, większość środowiska żyje już… sezonem 2026. A wszystko za sprawą gigantycznych pieniędzy i bezprecedensowego tempa działań czołowych klubów.
Giełda ruszyła z rozmachem – Lublin i Zielona Góra rozdają karty
Najgłośniejszym nazwiskiem, jakie przewija się w kontekście zmiany barw klubowych, jest Dominik Kubera. Reprezentant Polski, który przez ostatnie sezony ścigał się dla Motoru Lublin, ma przenieść się do Stelmet Falubazu Zielona Góra. To transfer, który już teraz zdefiniował rynek, bo według nieoficjalnych informacji za sam podpis na kontrakcie Kubera miał otrzymać ok. 1,5 miliona złotych. Taka kwota powoduje efekt domina – jeśli jeden klub proponuje tyle, inne muszą przebić lub… wycofać się z wyścigu.
Na Kuberze się nie kończy. W ostatnich dniach środowisko żużlowe zadrżało na wieść o możliwym rozpadzie kadry Gezet Stali Gorzów. Martin Vaculik i Anders Thomsen, czyli liderzy drużyny z Warty, są już – według doniesień – dogadani z nowymi pracodawcami. Vaculik ma dołączyć do Orlen Oil Motoru Lublin, Thomsen najprawdopodobniej pójdzie w ślady Kubery i trafi do Zielonej Góry.
Nie są to już spekulacje. Przedstawiciele Stali, w tym wiceprezes Patryk Broszko, przyznają, że „w każdej plotce może być krzta prawdy” i zapowiadają rozmowy z zawodnikami, by „dowiedzieć się na czym stoją”. Jakby nie patrzeć – brzmi to jak próba ratowania sytuacji, która najpewniej wymknęła się spod kontroli.
Rozebrana Stal Gorzów – przebudowa czy katastrofa?
Jeśli informacje się potwierdzą, Gorzów czeka prawdziwa rewolucja kadrowa. Już teraz mówi się, że klub prowadzi rozmowy z nowymi zawodnikami, w tym m.in. Pawłem Przedpełskim. Sytuacja jest jednak trudna – na rynku brakuje dostępnych liderów, a kluby dysponujące największymi budżetami już pozyskały tych najważniejszych.
Były prezes Stali, Ireneusz Maciej Zmora, nie owija w bawełnę: – Na miejscu klubu nie zakładałbym pozostania ani Vaculika, ani Thomsena. Dla nich zmiana otoczenia będzie korzystna, a Gorzów potrzebuje energii i świeżości. Trzeba zbudować wszystko od nowa. – mówił na antenie WP SportoweFakty.
Transferowa bańka – czy to się jeszcze utrzyma?
Tegoroczne kwoty transferowe są szokujące – w niektórych przypadkach stawki za podpis pod kontraktem wzrosły nawet o 50 procent względem poprzedniego roku. Jeszcze niedawno 1 mln zł za lidera wydawał się granicą nie do przebicia – dziś to już standard, a nawet za mało, by zainteresować topowego zawodnika.
Za całą spiralę odpowiadają przede wszystkim dwa kluby – Stelmet Falubaz Zielona Góra i Orlen Oil Motor Lublin. Pierwszy prowadzi ofensywę transferową z ramienia miliardera Stanisława Bieńkowskiego, drugi musi bronić swojego statusu mistrza i reagować. Efekt? Totalne spustoszenie w składzie rywali i dramatyczne próby ratowania budżetów w pozostałych klubach.
Czy reszta PGE Ekstraligi jest w stanie to wytrzymać?
– Wszyscy myślą, że to wyścig zbrojeń, a to raczej wyścig do przepaści – ocenia działacz z klubu środka tabeli. – Nie da się co roku płacić coraz więcej. Liga tego nie udźwignie. Za chwilę połowa klubów będzie musiała ratować się budżetami miejskimi albo po prostu wycofać się z wyścigu o medale.
Maj zamiast października – co się stało z żużlowym kalendarzem?
O transferach zawodników mówiło się zawsze, ale zwykle w wakacje lub po sezonie. Tymczasem w 2025 roku już w maju – czyli na bardzo wczesnym etapie rozgrywek – niemal każdy klub musi myśleć o składzie na 2026 rok. To sytuacja, która wielu działaczom i kibicom wydaje się nienormalna.
Rozgrywki trwają, walka o play-offy dopiero się zaczyna, a tymczasem cała uwaga mediów i środowiska skupia się na przyszłości. Spotkania ligowe zaczynają schodzić na dalszy plan, bo główną emocją nie są już biegi na torze, lecz… liczby w kontraktach.
– To nie jest zdrowe. Sezon trwa, a kluby już nie wiedzą, czy mają na kogo stawiać. To zaburza koncentrację, atmosferę i rywalizację sportową. A przecież żużel to nie tylko biznes, ale też widowisko – mówi były zawodnik i komentator telewizyjny.
Co dalej?
Wszystko wskazuje na to, że hierarchia sezonu 2026 ustali się już… w maju 2025 roku. Ci, którzy zadziałają szybko i agresywnie, zbudują zespoły marzeń. Reszta zostanie z przeciętnymi zawodnikami i niekonkurencyjnym składem. Pytanie tylko, czy to jest droga, którą powinna iść polska PGE Ekstraliga?
Wydaje się, że konieczna będzie szersza debata nad uregulowaniem rynku – czy to przez wprowadzenie limitów płacowych, wcześniejszego okresu transferowego, czy transparentnego systemu negocjacji. Inaczej liga, zamiast budować swoją siłę sportową i medialną, zacznie przypominać wyścig miliarderów. A to droga donikąd.






